John Mauldin w najnowszym Weekly E-Letter zamieścił otwierający oczy wykres pokazujący zagregowaną wartość emisji NOWEGO RZĄDOWEGO DŁUGU w 2009 roku. Według analityków z Hayman Capital w 2009 niezależne podmioty (rządy) wyemitują 5,3 biliony dolarów nowego długu. 90% z tego długu przypadnie na państwa OECD, 80% na państwa G7, 70% na pierwszą i drugą gospodarkę świata: USA i Japonię.
Jeśli weźmiemy pod uwagę, że globalne PKB oscylować ma w 2009 roku wokół 60 bilionów dolarów to okaże się, że tylko w 2009 roku emisja nowego długu rządowego wyniesie około 9% światowego PKB. W dużym uproszczeniu świat operował będzie w 2009 przy deficycie budżetowym w wysokości 9%. Pytanie o to skąd rządy na świecie wezmą owe 5,3 biliona dolarów jest jak najbardziej na miejscu. O ile się nie mylę projekt SETI nie dokonał żadnego przełomu w ostatnich latach a korporacje i konsumenci rywalizować będą z niezależnymi podmiotami o dostęp do finansowania w 2009 roku.
W każdym razie, w 2009 roku emisja nowego długu przez rządu rozwiniętych gospodarek wyniesie około 340% średniej rocznej emisji z ostatnich 5 lat. Lat, o których w żadne sposób nie można powiedzieć, że odznaczały się budżetowym konserwatyzmem.
Na przykład, Japonia, z długiem publicznym na poziomie 170% PKB wydaje obecnie około 18% dochodów budżetowych na obsługę długu przy rentowności japońskiego długu na poziomie zbliżonym do 1,3% Wzrost rentowności o 200 do 300 punktów bazowych byłby katastrofalny dla japońskiego budżetu. Czy to oznacza konieczność monetyzacji długu? A któż będzie chciał inwestować w japoński długu gdy Bank Centralny włączy maszyny drukarskie?
Nie mam wątpliwości, że przez następne kilka lat ‘świat’ będzie stąpał po wyjątkowo cienkiej linii, a banki centralne będą mieć minimalne pole bezpieczeństwa dla błędów w polityce monetarnej
Related posts:








