Od pewnego czasu, zarówno wśród analityków rynkowych jak i wśród zwykłych inwestorów panuje graniczące z pewnością przekonanie, że przyszła hossa, która biorąc pod uwagę nowożytną historię rynku finansowego będzie także przyszłym bąblem spekulacyjnym, będzie związana z ekologią. Już teraz, nawet najgłupsze pomysły ekologiczne – jak farmy wiatrowe w ogarniętym wojną domową Afganistanie – przyciągają uwagę inwestorów.

Ja chciałbym zwrócić uwagę czytelników na zagadnienie, motyw inwestycyjny, które związane jest jednocześnie z tradycyjną ekologią, ociepleniem klimatu, Peak Oil i niezależnością energetyczną. Rozwiązaniem wszystkich tych problemów jest samochód elektryczny.

Opracowanie technologii pozwalającej w sposób bardziej efektywny, przechowywać duże ilości energii elektrycznej podobnie jak wynalezienie technologii pozwalającej z mniejszymi stratami przesyłać energię elektryczną na duże odległości, moim zdaniem, mogłoby być znaczącym impulsem rozwoju gospodarczego cywilizacji ludzkiej. Zacznijmy od samych samochodów elektrycznych.

Analiza, która przeprowadził Thomas Becker z Uniwersytety w Berkley wykazała, że w 2030 roku samochody elektryczne (pełne, a nie hybrydy) mogą stanowić aż 64% wszystkich lekkich samochodów sprzedawanych w USA i 24% wszystkich lekkich samochodów w USA w tym czasie. Przy rocznej sprzedaży na konserwatywnym poziomie 10 mln sztuk otrzymamy 6,4 mln SE sprzedawanych rocznie.

W swojej analizie Becker przekonuje, że w opisanym wyżej scenariusz w związku z rozwojem przemysłu SE:

  • powstałoby 350 000 miejsc pracy netto
  • emisje gazów cieplarnianych z transportu samochodowego zmniejszyłyby się o 62% – naturalnie, tylko jeśli prąd do SE pochodzić będzie z ‘czystych’ elektrowni
  • spadek importu ropy o 3,7mln baryłek dziennie, czyli tyle ile wynosi import z Zatoki Perskiej i Wenezueli łącznie
  • zaoszczędzenie 205 mld dolarów wskutek poprawy zdrowia Amerykanów nie narażonych na zanieczyszczenie z tradycyjnych samochodów

Kluczem do rozwoju motoryzacji opartej o SE ma być nowy model sprzedaży samochodów, w którym SE sprzedawane będą bez baterii, którymi będzie się ‘tankować’ samochody na tysiącach stacji prowadzonych przez wyspecjalizowane firmy. Taki system ma dwie podstawowe zalety. Po pierwsze obniża cenę SE do poziomów niższych niż cena tradycyjnego samochodu. Po drugie, praktycznie do nieskończoności zwiększa zasięg SE, które będą mogły jeździć wszędzie tak gdzie będzie infrastruktura techniczna. W takim modelu kosz przejechania jednej mili SE i tak będzie od 10 do 13 centów niższy niż koszt przyjazdu tradycyjnych samochodem – mimo faktu, że operatorzy sieci stacji z bateriami będą przecież działać na zasadach komercyjnych.

Taki model motoryzacji promuje Shai Agassi z firmy Better Place. Jego firma dysponuje już umową z Renault. Francuski producent samochodów ma wyprodukować pojazd a Better Place zapewnić jego zasilanie.

Myślę, że można nawet sobie wyobrazić model, w którym SE sprzedawane byłyby za ‘złotówkę’ w modelu podobnym do telefonii komórkowej. Firmy dystrybuujące baterie elektryczne subsydiowałyby samochody w zamian za umowę zobowiązującą użytkownika do płacenia abonamentu na korzystanie z baterii. Dziś ten pomysł wydaje się futurystyczną wizją ale czy nie podobnie reagowali ludzie na początku lat 90’ na ideę darmowych telefonów komórkowych?

Naturalnie, pomysł Beckera ma pewien haczyk. Koszt infrastruktury potrzebnej do rozwinięcia elektrycznej motoryzacji w USA oszacował on na 320 mld dolarów. Kwota wydaje się ogromna ale to zaledwie 50% amerykańskiego programu stymulowania gospodarki z początku tego roku.

Rynek samochodów elektrycznych będzie miejscem ostrej walki konkurencyjnej pomiędzy największymi koncernami na świecie. Swoje zainteresowanie tym segmentem wyraziły już General Motors, Toyota, Renault, Volkswagen, Mitsubishi i firmy z Chin. Można więc spodziewać się, że firmy które stworzą i wdrożą technologie ułatwiające rozwój tego rynku, przede wszystkim w zakresie konstrukcji efektywnych i bezpiecznych baterii oraz sieci dystrybucyjnej będą świetną okazją do inwestycji.

Podziel się z innymi:
  • Google Bookmarks
  • Print
  • email
  • Wykop
  • MySpace
  • Twitter
  • Technorati
  • Facebook
  • PDF

Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach:

  1. Pomysły na udział w hossie ekologicznej: lit
  2. Kiedyś to budowano porządne samochody?
  3. O nowej hossie na rynku ropy naftowej
  4. Zły bank? Zły pomysł. To może nacjonalizacja?
  5. Jak wygląda załamanie konsumpcji?
  6. Mój pomysł na limity inwestycyjne dla OFE