Zastanawiam się jaki procent amerykańskiego społeczeństwa zdaje sobie sprawę, że udział 1% najlepiej zarabiających Amerykanów w dochodach ogółem, wzrósł z 8% w 1981 roku do 18% w 2006 roku. Innymi słowy, udział 1% najbogatszych Amerykanów w dochodach społeczeństwa ogółem wzrósł o 125% w okresie ostatnich trzech dekad. Udział najbogatszego percentyla populacji w dochodach ogółem jest jednym ze sposobów mierzenia rozwarstwienia dochodów dlatego obserwacja trendu tego wskaźnika w XX wieku może bardzo wiele powiedzieć o tym kto jest beneficjentem przeobrażeń gospodarczych i społecznych, które miały miejsce w ostatnim stuleciu.
Nie są to informacje korzystne dla gospodarczej i finansowej elity ponieważ dane zebrane przez dwóch szwedzkich ekonomistów, Jespera Roine i Daniela Waldenström, wskazują, iż wskaźnik udziału najbogatszego percentyla w dochodach ogółem wyraźnie zmienił spadkowy trend trwające przez pierwsze 80 lat XX wieku i od początku lat 80’ ubiegłego stulecia wyraźnie pnie się do góry co sugeruje, że rozwarstwienie dochodowe pomiędzy najbogatszymi (w tym tekście pisząc o najbogatszych zawsze będę miał na myśli najbogatszy 1%) a resztą społeczeństwa wyraźnie się zwiększa. Przypominam, że tekst ten nie dotyczy bananowych republik czy oligarchicznych pseudo-demokracji lecz najlepiej rozwiniętych państw świata.
Naturalnie, występują olbrzymie różnice pomiędzy pewnymi grupami państw, zarówno na poziomie rozwarstwienie (udziale najbogatszych w dochodach) jak i w zachowaniu trendu tego wskaźnika. Różnice te pomogą ustalić co w ostatnich trzech dekadach sprawiło, że udział najbogatszych ludzi w dochodach ogółem wyraźnie się zwiększył. Moim zdaniem, w kontekście ostatnich informacji o wynagrodzeniach przyznanych pracownikom Goldman Sachs, kwestia wzrostu rozwarstwienia dochodowego społeczeństw rozwiniętych powinna stać jednym z najważniejszych problemów dla współczesnej ekonomii. Przede wszystkim dlatego, że intuicja ale także pewne dane statystyczne wyraźnie łączą wzrost rozwarstwienia z trzema czynnikami
-
polityką podatkową: przede wszystkim subsydiowaniem najbogatszych poprzez nienaturalnie niski podatek od zysków kapitałowych ale także poprzez stwarzanie ‘dziur podatkowych’, które eksploatowane są tylko przez najbogatszych
-
deregulacjami finansowymi prowadzącymi do wzrostu głębokości rynków finansowych mierzonej stosunkiem kapitalizacji giełd do dochodów
-
bańkami spekulacyjnymi na wszelkiego typu aktywach finansowych, od rynku akcyjnego po rynek nieruchomości
Zwróćmy najpierw uwagę na trend wskaźnika udziału najbogatszego percentyla w dochodach ogółem w XX wieku. Jesper Roine i Daniel Waldenström podzieli badane państwa na 4 grupy: państwa o modelu anglosaskim, państwa kontynentalnej Europy, państwa nordyckie, państwa azjatyckie (sami autorzy uznali, że umieszczenie Japonii, Indii i Singapuru w jednej grupie nie ma większego sensu, dlatego na wykresie podałem jedynie trzy pierwsze grupy):
Wyraźnie widać, że we wszystkich trzech grupach państwa istnieją trzy wyraźne okresy. Okres pierwszy, od początku XX wieku do II wojny światowej, w którym udział najbogatszych w dochodach ogółem wyraźnie spada, zwłaszcza w okresie Wielkiej Depresji i Drugiej Wojny Światowej. W tym czasie znacząco zmniejszyło się rozwarstwienie dochodowe. Po ‘szoku’ Wielkiej Depresji i Wielkiej Wojny, spadek rozwarstwienia dochodowego zwolnił tempo ale udział najbogatszego percentyla w dochodach ogółem dalej spadał. Na przełomie lat 70’ i 80’ XX wieku trend ten odwrócił się. W większości państw rozwiniętych udział najbogatszego percentyla w dochodach ogółem zaczął rosnąć, przy tym trend ten był dużo silniejszy w państwach o model anglosaskim i nordyckim niż w kontynentalnej Europie. Omawiany trend od lat 50’ XX wieku pokazuje poniższy wykres:
Wyraźnie można zaobserwować różnice pomiędzy państwami anglosaskimi a państwami kontynentalnej Europy. Udział najbogatszych w dochodach ogółem w państwach kontynentalnej Europy w ostatnich trzech dekadach pozostał na historycznie niskich poziomach, w państwach anglosaskich wzrósł od kilkudziesięciu do kilkuset procent. Co ciekawe państwa nordyckie zanotowały podobny do państw anglosaskich wzrost udziału najbogatszych w dochodach ogółem, choć rozpoczął się on z dużo niższych poziomów. Ta ostatnia kwestia jest istotna ponieważ sugeruje, że model państwa socjalnego nie ma wpływu na rozwarstwienie dochodowe pomiędzy najbogatszymi a resztą społeczeństwa.
Jak wytłumaczyć ten wzrost rozwarstwienia dochodowego? Są trzy główne sposoby wyjaśnień. Pierwszy, nazwę go naiwnym, próbuje tłumaczyć ten fenomen postępem technologicznym i globalizacją, które to procesy miały nagrodzić pracę najzdolniejszych, a przez to najbogatszych. Myślę, że nie ma wątpliwości, że różnice geograficzne (pomiędzy kontynentalną Europą a państwami anglosaskimi) a także nie wspomniany dotychczas fakt, że wzrost dochodów w największym stopniu dotyczył najbogatszej połowy najbogatszego procenta najbardziej zamożnych, pozwalają traktować to wyjaśnienie jako przykład myślenia życzeniowego. Drugi nurt w ekonomii rozwarstwienia dochodowego sugerował, że zwiększa się ono wskutek polityki podatkowej premiującej najbogatszych kosztem klasy średniej poprzez podwójny system podatkowy dla dochodów z wynagrodzeń i zysków kapitałowych oraz poprzez dostęp najbogatszych do inżynierii podatkowej. Innymi słowy, wzrost zamożności najbogatszych to fenomen czysto polityczny a nie ekonomiczny. Elity ‘kupowały’ sobie korzystne rozwiązania podatkowe i budzetowe. Justin Fox podał jakiś czas temu trzecie wyjaśnienie. Zasugerował, że wzrost udziału najbogatszych w dochodach ogółem jest wynikiem pompowania i przekłuwania kolejnych baniek spekulacyjnych.
Rozwiązanie zaproponowane przez Foxa można podeprzeć kilkoma spostrzeżeniami. Po pierwsze, sektor finansowy, który w ostatnich trzech dekadach wykreował sporą część najbogatszych, zarabia na bańkach spekulacyjnych podwójnie: zarabia na samym wzroście wartości aktywów oraz na obsłudze operacyjnej kolejnych bąbli spekulacyjnych, mało tego, jak pokazuje przykład Goldman Sachs, potrafi zarabiać nawet na przekłuwaniu i usuwaniu zgliszczy po spekulacyjnych bańkach. Po drugie, zyski z baniek spekulacyjnych obciążone są niski podatkami (co kieruje nas do wyjaśnienia numer dwa). Po trzecie, to najbogatsi mają relatywnie dużą część zasobów finansowych ulokowanych w aktywach podatnych na tworzenie baniek spekulacyjnych, co więcej, płynność finansowa jaką dysponują i lepsze usługi finansowe jakie są im oferowanie sprawiają, że mogą uczestniczyć w bańkach spekulacyjnych od wczesnych faz. Niech przykładem będzie hossa na polskiej giełdzie, w której tzw. ‘ulica’ zaczęła uczestniczyć od 2006 a nawet 2007 roku wraz z rozwojem funduszy inwestycyjnych.
W jakim sposób można podsumować te rozważania? Otóż, w ekonomii istnieje przekonanie, że bańki spekulacyjne, nawet po podliczeniu zniszczeń spowodowanych ich przekłuciem, są korzystne dla zamożności całego społeczeństwa. Taki pogląd udowadniają na przykład Guillermo Calvo i Rudy Loo-Kung. W swoich rozważaniach zaznaczyli jednak, że nie biorą pod uwagę zmian w dystrybucji dochodów. Otóż, rozważania Jespera Roine i Daniela Waldenström wskazują, że nie ma sensu dokonywać ekonomicznej oceny baniek spekulacyjnych bez uwzględniania kto na nich korzysta a kto traci. Już sam pozytywny efekt baniek spekulacyjnych na zamożność wydaje się wątpliwy, przynajmniej intuicyjnie, i moim zdaniem w dużym stopniu wynika z faktu, że z baniek nigdy nie uchodzi całość spekulacyjnego powietrza – przynajmniej nie dzieje się to od razu. Sugestia, że bańki spekulacyjne mogą służyć redystrybucji dochodów do najbogatszego percentyla od reszty społeczeństwa jest poważnym imperatywem dla planowania rozwiązań fiskalnych i regulacyjnych w systemie finansowym. Imperatywem, bądźmy szczerzy, zupełnie ignorowanym co wyda się jasne gdy sprawdzi się kto decyduje o kształcie systemu podatkowego i architekturze i regulacjach systemu finansowego.
Ukłon dla Zubin Jelveh
Related posts:









