Tytułowe pytanie bynajmniej nie jest głupie i to nawet wtedy jeśli założymy, że złotówkę kupujemy teraz a nie w przyszłości czym pozbawimy się przyjemności obliczenia wartości pieniądza w czasie. Za złotówkę najchętniej płacilibyśmy mniej niż złotówkę a rynek akcyjny w czasie bessy pozwala nam na zawieranie takich transakcji gdy wiele spółek notowanych jest poniżej swojej wartości księgowej.

Na wiosnę 2009 roku takie dyskonto na WGPW w przypadku niektórych spółek sięgało od 50% do 90%. Dziś chciałbym zwrócić uwagę na drugą stronę medalu – spółki notowane po wielokrotności swojej wartości księgowej.  Takie wyceny są uzasadnione jednym czynnikiem – umiejętnością spółki do kreowania wysokiego zwrotu z kapitału.

Na warszawskiej giełdzie zaledwie kilka miesięcy po osiągnięciu dołka bessy pojawiły się spółki, które inwestorzy kupują za dziesięciokrotność ich wyceny księgowej czyli płacąc 10 złotych za złotówkę. Jak widać w poniższej tabeli większość z tych spółek nie generuje nawet zysków (linki prowadzą do wykresów, dane za Bossa.pl).

Spółka Cena/wartość księgowa Cena/ zysk
Midas 35,78 strata
Chemos 15,59 246,5
FON 5,08 strata
Atlantis ujemna* strata
Skok 9,89 strata
Drągowski 6,58 strata

* wartość księgowa -1,5 mln, kapitalizacja 24 mln

Na warszawskiej giełdzie są inne spółki notowane przy wysokim wskaźniku cena/wartość księgowa (na przykład Cyfrowy Polsta z C/WK na poziomie powyżej 7) ale w przypadku części tych spółek taką wycenę można wytłumaczyć osiąganymi wynikami i modelem biznesowym. Tymczasem w przypadku spółek z tabeli powyżej, nie ma żadnych biznesowych przesłanek do płacenia za spółkę dziesięciokrotności ich wyceny księgowej.

Czym więc charakteryzują się te firmy? Mają bardzo niski free float (czyli liczbę akcji w wolnym obrocie) co umożliwia spekulacyjnym spółdzielniom pompowanie wyceny tych spółek. Przynajmniej trzy spółki z zestawienia związane są z konkretną grupą inwestorów skupioną wobec kontrowersyjnego biznesmana z Płocka i posługującą się forami internetowymi do organizowania swoich akcji.

Takie pompowanie kursów może być spektakularne. Cena akcji Chemosu w okresie kilku tygodni wzrosła o około 900%. Cena akcji Skok zwiększyła się o 300% w kilka dni. Wcześniej podobne wzrosty inwestorzy obserwowali na AD Drągowskim, którego kurs wzrósł o 1800% w kilka tygodni.

Powstaje pytanie czy istnieją jakieś gospodarcze i społeczne korzyści (z wyjątkiem korzyści dla spółdzielni spekulacyjnych i skorumpowanych urzędników przymykających oczy na giełdowe przekręty) z przekształcenia rynku akcyjnego w kasyno? Szczerze mówiąc, nie widzę takich korzyści dlatego nie rozumiem dlaczego pozwala się by RYNEK REGULOWANY zamieniał się w platformę, na której spekulacyjne spółdzielnie prowadziłyby swoją działalność.

Chciałbym to podkreślić: tak jak nie mam nic przeciwko działalności kasyn tak nie protestują przeciwko samej idei spekulacyjnych spółdzielni, pompowania spółek, etc. Nie rozumiem tylko dlatego taka działalność odbywa się w Polsce na RYNKU REGULOWANYM, na giełdzie, której głównym właścicielem jest Skarb Państwa.

Mam też pewne wątpliwości czy ‘granie znaczonymi kartami’ jest dozwolone przez polskie prawo. Jak niby można wyjaśnić fakt, że główni akcjonariusze spółki po wzroście jej notowań o 400% czy 800% nie sprzedają swoich akcji mimo, że kilka miesięcy temu, w ofercie publicznej, byli gotowi sprzedać je za 1/3 czy 1/6  obecnej wartości? Moim zdaniem, nieformalna umowa pomiędzy spekulacyjną spółdzielnią a głównymi akcjonariuszami jest jedynym rozsądnym wyjaśnieniem tej zagadki. Naturalnie, taka umowa jest zakazana przez prawo. Nie ma to jednak większego znaczenia ponieważ nie ma w Polsce instytucji zdolnej i chętnej do wykrycia takich umów i doprowadzenia jej twórców przed oblicze sprawiedliwości.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Wykop

Related posts:

  1. Ile można było zarobić ostatnio na warszawskiej giełdzie?
  2. Ile można zarobić na ‘odbiciu zdechłego kota’?
  3. Jak zamienić największą giełdę regionu CEE w kasyno?
  4. W obronie akcjonariuszy mniejszościowych
  5. Gangsterskie numery na warszawskiej giełdzie