Kilka tygodni temu anglojęzyczną blogosferą ekonomiczną (econ-blogosphere) zajęły się najważniejsze media biznesowe za oceanem, od dziennika Wall Street Journal po telewizję CNBC. Było ku temu wiele powodów. To na blogach ujawniano potężne afery (Felix Salmon jako pierwszy pisał o Stanfordzie, Zero Hedge ‘rozdmuchał’ problem handlu wysokich częstotliwości), dyskutowano o najważniejszych problemach gospodarczych na świecie (Paul Krugman występował przeciwko tezie o spekulacji na rynku ropy latem 2008 roku, Paul Krugman i Greg Mankiw spierali się o mnożnik przy bodźcu budżetowym i podatkowym – przy tym warto pamiętać, że był to spór laureata ekonomicznego Nobla i kandydata do tej nagrody), wreszcie to na blogach jeszcze przed kryzysem finansowym pojawiły się ostrzeżenie o nieuchronnej zapaści systemu finansowego (Nouriel Roubini i wielu innych).

Ekonomiczna blogosfera w Polsce, której częścią, jest blog Trystero.pl, wydaje się być dużo skromniejsza od ‘anglojęzycznej’ siostry – tym niemniej doczekała się dobrze przygotowanego tekstu jej poświęconemu, w najnowszym numerze magazynu Forbes. Sądzę, że tekst Pani Krystyny Doliniak jest bardzo pozytywny dla polskich blogerów ekonomicznych, powiedziałbym nawet entuzjastyczny i skromnie dodałbym, że być może trochę zbyt entuzjastyczny. W każdym razie, w ten właśnie sposób, za sprawą Forbes, ekonomiczna blogosfera wkroczyła w Polsce do mainstreamu.

W tekście wspomniano o blogach Adama Dudy, Dwa Grosze, Doxa, Instytutu Misesa, Lemansa i Syriusza, Panika 2008, Trystero i Wojciecha Białka. Nie wiem jakie było kryterium doboru blogów – moim zdaniem, trochę niefortunnie pominięto kilka świetnych blogów, na przykład blog Grzegorza Zalewskiego.

Niespecjalnie chciałbym komentować to co napisano o blogach – natomiast odczuwam potrzebę dodania kilku słów o sposobie traktowania ekonomicznej blogosfery w Polsce. Krystyna Doliniak napisała: Pewien polski profesor, wytrawny ekonomista pracujący dla ważnej instytucji publicznej, przyznał autorce tekstu w tajemnicy, że jest maniakiem blogów. Na pytanie, dlaczego sam ich nie pisze, odpowiedział rozbrajająco: – Nie powinienem. Nie tylko on tak myśli.

W Polsce naukowcowi nie wypada mieć bloga, w USA nie wypada go nie mieć.

To jest poważny problem. Żyje w Polsce spora grupa ludzi, którzy nie mają zamiaru się zniżać do poziomu pisania bloga, najwyraźniej dlatego, że czują się lepsi od laureatów ekonomicznego Nobla czy John Bates Clark Medal. Problem ten nie dotyczy tylko ekonomii lecz praktycznie każdej dyscypliny nauki. Co więcej, w środowisku naukowym istnieje pewien rodzaj ostracyzmu wobec badaczy wychodzących ze swoją wiedzą poza Akademię.

Problem z blogami w Akademii przejawia się chociażby w tym, że cytowanie czy odsyłanie do blogów w tekstach naukowych odbywa się ‘na własne ryzyko’ autora pracy.

Sytuację w blogosferze ekonomicznej ratują instytucje prywatne (banki, domy maklerskie), które zmuszają/zachęcają swoich analityków do pisania blogów (jak w inicjatywie DM Bossa). Z podobną inicjatywą występują media biznesowe w Polsce. Myślę, że z biegiem czasu pojawiać się będzie coraz więcej blogerów piszących o gospodarce i rynkach finansowych pod patronatem instytucji finansowych czy tradycyjnych mediów

Wracając do artykułu z Forbes. Nie rozumiem kryterium wyboru blogów anglojęzycznych. Mike Shedlock jest oczywiście bardzo dobrym blogerem ale zignorowanie takich blogów jak Big Picture (Barry Ritholtz) czy Calculated Risk (anonimowy) jest dla mnie niezrozumiałe. Z blogów prowadzonych przez naukowców zabrakło Marginal Revolution i Economist’s View by wymienić te, które najchętniej czytam. No i na koniec o ‘tagach’ w znaczeniu wpisów – pierwszy raz się z tym spotkałem.

Nie ukrywam, że w swoim podejściu do blogosfery skażony jestem naukowym utylitaryzmem oczekując od blogów, że będą użyteczne. Prowadzi to do surowej oceny nie tylko ‘blogasków’ ale także wszelkiej maści paplaniny publicystycznej w rodzaju ‘nie lubię partii X i uważam, że Y to złodziej i głupek’. Nie rozumiem, co interesującego może być w opinii przypadkowej osoby o życiu politycznym czy społecznym – jeśli mam ochotę wysłuchać czyjejś opinii w tej sprawie to wybieram inteligentnego znajomego i idę na piwo. Takie blogi miałyby jeszcze sens gdyby ich czytanie było czystą przyjemnością – niestety, blogerów publicystów, którzy potrafią dobrze pisać jest w Polsce dwóch, może trzech, z czego regularnie pisuje jeden.

Zupełnie odmiennie oceniam blogi profesjonalne, nie tylko ekonomiczne ale także te tworzone przez prawników, inżynierów, przedsiębiorców internetowych i innych profesjonalistów (choćby sinologów). Po przeczytaniu tekstów na takich blogach jestem pewien, że dowiedziałem się czegoś o czym wcześniej nie wiedziałem – mam więc wrażenie, że dobrze wykorzystałem czas.


To co napisałem wyżej determinuje moje podejście do blogowania. Uważam, że w najgorszym wypadku rolą blogera jest odsianie dla czytelników użytecznych informacji z informacyjnego szumu. To jest minimum. Bloger z aspiracjami będzie pokazywał ignorowane w mediach biznesowych fakty, dbał o przedstawienie drugiej strony medalu w miarę możliwości publikował wyniki własnych badań. Wtedy zarówno pisanie bloga jak i jego czytanie będzie miało sens.

Podziel się z innymi:
  • Google Bookmarks
  • Print
  • email
  • Wykop
  • MySpace
  • Twitter
  • Technorati
  • Facebook
  • PDF

Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach:

  1. Trzy wiadomości o blogowaniu
  2. Zdaniem polskich ‘ekspertów’ Amerykanie nie mają pojęcia kto wygrał debatę