Popularne jest przekonanie, że wraz ze wzrostem dobrobytu w społeczeństwach spada dzietność, czyli liczba dzieci urodzonych przez jedną kobietę w czasie jej życia. Jest to proces przeciwny do mechanizmów występujących w naturze gdzie poprawa warunków życiowych prowadzi do wzrostu reprodukcji. W społeczeństwach rozwiniętych wraz ze wzrostem dobrobytu dzietność, a więc działania reprodukcyjne, spadała i obniżyła się z 5-8 do 1,2-1,5.
Wskaźnik dzietności potrzebny do zastępowania pokoleń wynosi około 2,1 dla społeczeństw rozwiniętych (jest wyższy w biednych państwach) tak więc spadek dzietności powodował starzenie się populacji i spadek liczby ludności w tych państwach, które nie było w stanie uzupełnić naturalnego ubytku ludności imigracją. Oczywiście, proces ten rodzi poważne problemy ekonomiczne związane głównie ze zmianą stosunku pomiędzy osobami pracującymi (jest ich relatywnie mniej) a osobami pobierającymi świadczenia emerytalne (jest ich relatywnie więcej). Trzeba jednak zauważyć, że spadek dzietności ma długofalowe pozytywne efekty w postaci zmniejszenia liczby ludności a więc tempa wyczerpywania zasobów naturalnych.
Okazuje się jednak, że spadek dzietności związany ze wzrostem dobrobytu nie jest trwały i trend ten ulega odwróceniu po osiągnięciu pewnego, bardzo wysokiego, poziomu zamożności. Fenomen ten zmienia dotychczasowe wyobrażenia o związku wzrostu dobrobytu i dzietności. Ma on pozytywne skutki średnioterminowe (więcej pracujących) i negatywne skutki długoterminowe (większa konsumpcja).
Na opisany wyżej fenomen zwrócił uwagę Mikko Myrskyla z University of Pennsylvania a jego badania opisał The Economist. Badania Myrskyla podsumowuje jeden wykres przedstawiający na osi OX poziom Human Development Index mierzącego zamożność społeczeństw, na osi OY zaś poziom dzietności w dwóch okresach: w roku 1975 i 2005.
W 1975 roku zależność pomiędzy dobrobytem społeczeństw a poziomem dzietności była jasna: im większy dobrobyt tym mniejsza dzietność. W 2005 roku ta reguła obowiązuję do pewnego poziomu dobrobytu a po przekroczeniu pewnego poziomu zamożności (odpowiadającego wskazaniu indeksu HDI na poziomie >0,9) trend odwraca się i dzietność rośnie. Linia trendu w 2005 roku wygląda więc trochę na lustrzane odbicie litery ‘j’. Od tego fenomenu istnieją dwa poważne wyjątki: w Japonii i Kanadzie nie nastąpiło ‘odbicie’ wskaźnika dzietności po przekroczeniu wskazanego poziomu zamożności.
Badacze wyjaśniają ten fenomen faktem, że w najbardziej rozwiniętych państwach rozbudowany system socjalny i działania na rzecz równouprawnienia kobiet w miejscu pracy pozwalają kobietom cieszyć się potomstwem bez konieczności rezygnowania z życia zawodowego i społecznego. Innymi słowy naukowy konsensus w tej sprawie jest dokładnie sprzeczny z postulatami polskiego konserwatyzmu: sposobem na zwiększenie dzietności jest umożliwienie kobietom robienia kariery i posiadania dzieci a nie umożliwienie ‘siedzenia w domu’ i rodzenia dzieci. Warto o tym pamiętać gdy czyta się teksty krytyczne wobec pomysłu współfinansowania przez rząd kosztów opieki nad dzieckiem dla pracujących rodziców.
W tym kontekście warto zwrócić uwagę na mapę dostosowanej dzietności w Europie, a więc dzietności uwzględniającej zmianę wieku, w którym kobiety rodzą dzieci. Po pierwsze, zgodnie z tym wskaźnikiem sytuacja wielu państw Europy nie jest zła, są one blisko poziomu zastępowania pokoleń. Po drugie, widać na mapie wyraźną przepaść pomiędzy państwami północnej Europy i Francją oraz państwami południowej i wschodniej Europy w kwestii wskaźnika dzietności. Roztropny obserwator zastanowi się z czego wynika ta różnica bo przecież nie z promowania tradycyjnego modelu rodziny w państwach skandynawskich.
Warto także spojrzeć na wskaźnik dzietności w skali globalnej by przekonać się, że na świecie istnieją już tylko dwa obszary wzmożone przyrostu demograficznego Afryka Subsaharyjska i Bliski Wschód.
Related posts:










