Wiele wskazuje na to, że Hiszpania dołączy do Łotwy, Islandii i Irlandii w występowaniu w roli największego zagrożenia dla stabilności europejskiej gospodarki. Co więcej, o ile pozostałe trzy państwa mogły stanowić zagrożenie jedynie jako pierwsze ogniwo efektu domina to wielkość hiszpańskiej gospodarki nadaje jej potencjał do wystąpienia w roli prawdziwej dziury europejskiego bilansu. Taki właśnie tytuł nosi tytuł analiza Variant Perception o hiszpańskim systemie bankowym i hiszpańskiej gospodarce.
Zwróćmy uwagę na kilka faktów przytoczonych przez analityków Variant Perception:
-
Hiszpania ma porównywalny z USA zapas niesprzedanych domów (około 1 mln) choć jest sześć (tak napisali badacze z VP – ja napisałbym ‘co najmniej siedem’) razy mniejsza. Co więcej, niesprzedane domy w Hiszpanii stoją ‘w złych miejscach’, na wybrzeżu – tam gdzie potrzebowali ich liżący rany Anglicy a nie Hiszpanie
-
PKB Hiszpanii stanowi około 10% PKB Unii Europejskiej – mimo to, od 2000 roku w Hiszpanii budowano około 30% wszystkich nowych domów w UE
-
wartość kredytów udzielonych deweloperom wzrosła o 850% w latach 2000 do 2008, z 33,4 mld euro do 318 mld euro – stanowi to prawie 50% hiszpańskiego PKB. Zwracam uwagę, że nie piszę teraz o kredytach hipotecznych lecz o kredytach dla deweloperów
-
stopa bezrobocia przekroczyła już 17%
-
Hiszpania ma duże zadłużenie zewnętrzne i duży deficyt na rachunku obrotów bieżących – co sprawia, że rząd będzie mieć ograniczone środki na pomoc
-
Hiszpania już teraz boryka się z deflacją, która czyni obsługę długu jeszcze trudniejszym zadaniem, nawet przy niskich nominalnych stopach procentowych
-
Hiszpania jako państwo strefy euro nie dysponuje narzędziami polityki monetarnej, które pomogłyby zwiększyć konkurencyjność gospodarki (mówiąc ‘po chłopsku’: Hiszpania nie może zdewaluować/pozwolić na deprecjacje swojej waluty)
O rozmiarach hiszpańskiego kryzysu na rynku nieruchomości najlepiej świadczy ten wykres indeksu sektorowego deweloperów – bliźniaczo podobny do analogicznego wykresu z USA.
Co ciekawe, sytuacja z cenami na rynku nieruchomości w Hiszpanii bardziej przypomina tę z Polski niż z USA. Ceny spadły od szczytów o około 10% w porównaniu z 35% spadkiem w USA. Podstawowe pytanie w tej sytuacji powinno brzmieć: jak to się dzieje, że hiszpańskie banki uchodzą za jedne z najbardziej stabilnych i bezpiecznych na świecie? Analitycy z VP zwracają uwagę na kilka faktów: Co można dodać do tego opisu? Jeśli analitycy Variant Perception mają rację to Hiszpania wejdzie na drogę, którą kroczy już Irlandia – inne rozwinięte państwo ‘zbierające się’ po przekłuciu mega-bąbla na rynku nieruchomości. Problem polega na tym, że Hiszpania jest dużo większą gospodarką i jej problemy odbiją się większym echem w Europie.
Related posts:








