Prezes WGPW, Ludwik Sobolewski, uznaje alternatywny rynek NewConnect za wielki sukces. Warszawskiej giełdzie nie udało się przejąć giełdy w Bułgarii, Słowenii, nie uda się kupić praskiego parkietu, ale stworzyła alternatywny rynek dla innowacyjnych spółek.
Dziś o wielkim sukcesie Sobolewskiego napisał Bloomberg: Warsaw Beats London as IPO `Casino’ Lures Buyers to 69% Losses – Warszawa pobiła Londyn ponieważ ‘kasyno’ ofert publicznych przyciągnęło kupujących do 69% strat. Dobra wiadomość jest taka, że Warszawa naprawę jest w tej chwili najbardziej aktywnym rynkiem IPO (na giełdzie nowojorskiej nie było IPO od kilku tygodni – to właśnie oznaka bessy) jeśli chodzi o ilość debiutów. Na warszawskiej giełdzie zadebiutowało w tym roku 68 spółek, o 9 więcej niż w Londynie, w tym 49 na rynku NewConnect.
Bloomberg twierdzi, że 11% wzrost wynagrodzeń w Polsce oraz łagodne reguły, które umożliwiają spółkom debiutowanie na alternatywnym rynku bez konieczności publikacji prospektu emisyjnego przyczyniły się do powodzenia wielu IPO i przyciągnęły inwestorów, takich jak student warszawskiej Politechniki, który za 2 000 złotych nabył akcje Euroimplant i dumą powiedział o NewConnect: To jest kasyno. Miał 100% rację. Ludwik Sobolewski i WGPW stworzyli ‘kasyno’, w którym garstka cwanych pseudo-przedsiębiorców wyłudza pieniądze od naiwnych inwestorów. O ile istnienie takiego procederu nie może dziwić, to zastanawia fakt, że WGPW zdecydowała się go ułatwić i rozpowszechnić.
Na jakie fakty zwraca uwagę artykuł z Bloomberga:
- 50% firm z NewConnect przyniosło straty w pierwszej połowie 2008 roku (biorąc pod uwagę, że wkraczamy w kilkuletnie spowolnienie gospodarcze, te 50% może zapowiadać ile firm z NewConnect przetrwa najbliższe 2,3 lata – T.)
- od początku roku indeks nowego rynku stracił 69%
- tylko roczne sprawozdania spółek z NC muszą być audytowane
- aż 92% obrotów realizują na NC inwestorzy indywidualni w porównaniu z 18% na rynku głównym
- średni dzienny wolumen wynosi zaledwie 5 mln akcji (co i tak nie oddaje tego jak topornie niepłynny jest to rynek. W III kwartale 2008 roku, dzienne obroty na całym rynku wynosiły średnio 2.2 mln złotych. Podzielone przez 68 spółek w III kwartale pokaże 32 000 złotych jako średni dzienny obrót na jednej spółce)
- spółka Holiday Planet urosła w czasie debiutu do 10 złotych by spaść do końca tego dnia do 67 groszy i osiągnąć 32 grosze kilka tygodni później. Dodaje także, że Komisja Nadzoru Finansowego podejrzewa, że ktoś mógł manipulować (mógł! Tak właśnie jest napisane. – T.), ale nie prowadzi śledztwa przeciwko konkretnym osobom (choć doskonale wiadomo kto był w posiadania akcji Holiday Planet w dniu debiutu – T.)
- Bloomberg cytuje także dwóch zarządzających funduszami. Jeden z nich mówi: Dla nas ten rynek jest zbyt ryzykowny i trzymamy się z daleka. Drugi zauważa: Na tym rynku nie ma płynności. A ceny są często radykalnie powyżej wartości fundamentalnej, jeśli jest się zdolnym oszacować jakąkolwiek wartość fundamentalną.
Tak wygląda wielki sukces Ludwika Sobolewskiego i WGPW.
Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach: