Tytuł tekstu jest oczywiście parafrazą książki Alexandra Eldera. Tak naprawdę, nie lubię myśleć o sobie jak o spekulancie, głównie ze względu  na mizerny kapitał, którym obracam w porównaniu do finansowych możliwości prawdziwych spekulantów giełdowych. Najlepszym słowem byłby angielski ‘trader’ (bo już polski odpowiednik – ‘handlarz’ – kojarzy się bardziej z marchewkami na zielonym rynku) – nie chcę jednak wprowadzać kolejnego anglicyzmu na bloga.

W każdym razie chciałbym napisać kilka tekstów o ignorowanych stronach giełdowej spekulacji jako o podstawowym źródle dochodów – bez względu na to czy rzecz dotyczy akcji, kontraktów czy opcji. Zamiast wstępu, który pojawi się dużo później, chciałbym zacząć od kilku aksjomatów:

  • utrzymywanie się ze spekulacji giełdowej nie jest łatwe;
  • ten rodzaj pracy zawodowej nie jest stworzony dla każdego i wymaga specjalnych właściwości psychicznych;
  • spekulacja giełdowa to zawód jak każdy inny: wymaga przygotowania, udoskonalania warsztatu i tak dalej.

Serię tekstów o spekulacji jako zawodzie chciałbym rozpocząć od zwrócenia uwagi na sprawę banalną i być może dlatego umykającą uwadze wielu uczestników rynku. Chodzi o wszystkie te rzeczy, które rozpraszają koncentrację w czasie pracy na rynku. Jack Schwager w Stock Market Wizards- Interviews with America’s Top Stock Traders w ten sposób opisał codzienną rutynę Michaela Mastersa: W czasie sesji giełdowej koncentracja Mastersa na zachowaniu rynku jest intensywna i totalna. By uniknąć wszystkiego co mogłoby mu przeszkodzić i rozproszyć Masters zamyka się w swoim gabinecie z głównym maklerem (…). Z nielicznymi wyjątkami Masters nie odbiera żadnych połączeń telefonicznych w czasie sesji giełdowej.

Zapewnienie sobie komfortowych warunków pracy w czasie obecności na rynku to bardzo prosty w realizacji punkt zwycięskiego planu w spekulacji giełdowej. Podobno na forum Parkietu udzielał się swego czasu człowiek, który zwykł spekulować ‘z laptopa’ położonego na przednim siedzeniu swojej taksówki. Zapewne są ludzie dysponujący zdolnością skoncentrowania się w każdych warunkach – ja do nich nie należę i jedną z fundamentalnych rzeczy jest dla mnie zapewnienie sobie cichego, spokojnego, pozbawionego innych ludzi miejsca, w którym mogę pracować.

Drugą, ściśle związaną z koncentracją sprawą, jest tak zwana ‘złośliwość przedmiotów martwych’. Nic tak bardzo nie wyprowadza mnie z równowagi jak zawieszony komputer, przerwane połączenie internetowe czy awaria w domu maklerskim. Pamiętam, że kilka lat temu sieć internetowa w moim mieszkaniu ulegała kilkuminutowych awariom kilka razy w tygodniu. Prowadziło to nie tylko do ‘fizycznych’ strat (nie zdążyłem złożyć zlecenia, nie widziałem ruchów rynku), ale przede wszystkim wpływało na moją kondycję psychiczną jako silny czynnik stresogenny. Uważam, że każdy spekulant powinien zacząć od sprawnego laptopa, porządnej sieci internetowej i mało-awaryjnego domu maklerskiego, najlepiej z zabezpieczeniem w postaci drugiego laptopa, alternatywnej sieci (przez komórkę?) i rezerwowego rachunku. Koszty tych działań są praktycznie pomijalne.

Na kolejną kwestię związaną z koncentracją zwrócił uwagę Van K. Tharp, który napisał: Czy w związku z faktem, że to Ty jesteś najważniejszym czynnikiem decydującym o twoich wynikach inwestycyjnych nie warto poświęcić trochę czasu na analizowanie samego siebie? Czynniki stresogenne i wszystko co może obniżyć twoją sprawność, na przykład przeziębienie czy choroba (problemy rodzinne, wypadki losowe, etc. – T.) będzie mieć wpływ na twoje wyniki inwestycyjne.

Większość uczestników rynku pomija takie rzeczy jak chorobę czy problemy rodzinne w planowaniu swoich działań na rynku. Tymczasem praktycznie każdy (architekt, księgowy, inżynier) przyzna, że w czasie choroby lub zewnętrznego stresu pracują mniej efektywnie niż w czasie optymalnej kondycji psychofizycznej. Różnica pomiędzy nimi a uczestnikiem rynku polega na tym, że oni nie tracą pieniędzy gdy pracują gorzej (przynajmniej nie w bezpośredni sposób). Ja sam nauczyłem się redukować wielkość pozycji i zaangażowanie na rynku gdy jestem chory. To samo zresztą dotyczy dni, w których mam do zrobienia coś poza rynkiem i muszę na kilka godzin wyjść z mieszkania.

Jedną z najważniejszych rzeczy jakie nauczyłem się z czytania literatury giełdowej jest przesłanie z wymienionej wcześniej książki Schwagera, które można streścić słowami ‘dobra strategia to taka, która Tobie przynosi pieniądze’. Koniec kropka. Jeden z rozmówców Schwagera mówi zresztą, że nie zaprzestał spekulacji w czasie zapalenia płuc i czterdziestostopniowej gorączki. Dlatego też wszystko o czym powyżej napisałem może nie mieć znaczenia dla dużej grupy uczestników rynku. W moim przypadku są to ważne czynniki wpływające na moje wyniki inwestycyjne.


Podziel się z innymi:
  • Google Bookmarks
  • Print
  • email
  • Wykop
  • MySpace
  • Twitter
  • Technorati
  • Facebook
  • PDF

Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach:

  1. Nie oglądaj telewizji, nie czytaj gazet, a osiągniesz sukces na giełdzie
  2. Chroń swojego laptopa
  3. Oszuści mają się świetnie na warszawskiej giełdzie
  4. Dwa wykresy o zdolnościach analityków giełdowych
  5. Czy Zdzisław Sawicki jest oszustem giełdowym? Co zrobi KNF?
  6. Ile można było zarobić ostatnio na warszawskiej giełdzie?