Jestem pewien, że niewielu czytelników bloga zdaje sobie sprawę, że ‘obchodzimy’ dziś 26 rocznicę incydentu, od którego niemalże na nowo zaczęła się współczesność. Rok temu, okrągła, 25 rocznica tego wydarzenia przeszła bez echa a pamięć o człowieku, któremu najprawdopodobniej zawdzięczamy wszystko co mamy nie istnieje.
W niewielkim miasteczku Fryazino, oddalonym o 25 kilometrów od Moskwy, żyje sobie na emeryturze emerytowany oficer Armii Czerwonej Stanisław Petrow – człowiek, który 26 września 1983 roku ocalił świat. Dosłownie.
Wrzesień 1983 roku nie rozpoczął się szczęśliwie. Pierwszego dnia tego miesiąca, rosyjski myśliwiec przechwytujący pomyłkowo zestrzeliły samolot pasażerski południowokoreańskich linii lotniczych (jak wskazują zebrane dowody stało się to praktycznie w momencie, w którym Boeing OPUSZCZAŁ radziecką przestrzeń powietrzną – co ciekawe, po trafieniu dwoma rakietami powietrze-powietrze samolot jeszcze przez około pół godziny znajdował się w powietrzu). Wszyscy pasażerowie i członkowie załogi zginęli. Wśród 269 ofiar znajdował się amerykański kongresman. Ronald Reagan nazwał to zdarzenie ‘aktem barbarzyństwa, który nigdy nie może zostać zapomniany’.
Incydent ten przytrafił się w najgorszym z możliwych momentów ponieważ stosunki radziecko – amerykańskie przedstawiały się fatalnie – nadwyrężone interwencją w Afganistanie, stanem wojennym w Polsce, kryzysem wokół rozmieszenia rakiet nuklearnych średniego zasięgu w Europie oraz nastawieniem najwyższych władz obydwu krajów. W USA prezydentem był nieugięty antykomunista Ronald Reagan otwarcie mówiący o potrzebie pokonania imperium zła. Najwyższa władza w ZSRR znajdowała się w rękach Andropowa – schorowanego kagiebisty autentycznie przekonanego, że USA może wykonać pierwsze uderzenie nuklearne – powiedzmy sobie szczerze, przekonanego nie z powodu jakiejś obsesji lecz z powodu krańcowo nieodpowiedzialnej polityki administracji Reagana, która skutecznie przekonała Rosjan, że Amerykanie są zdolni wykonać pierwsze uderzenie.
Właśnie w tym czasie, tuż po północy 26 września komputery satelitarnego systemu wczesnego ostrzegania zlokalizowane w bunkrze pod Moskwą wykryły międzykontynentalną rakietę balistyczną wystrzeloną z terytorium USA. Osobą odpowiedzialną za kontrole nad systemem tej nocy był Stanisław Petrow. Do jego obowiązków należało natychmiastowe powiadomienie przełożonych o wykrytym wystrzeleniu rakiety, którzy mogli ogłosić pełną gotowość do zmasowanego uderzenia odwetowego albo rozkazać zmasowane uderzenie odwetowe. Petrow zignorował sygnał alarmowy uznając go za błąd systemu. Po upływie kilku minut system satelitarny wykrył cztery kolejne rakiety balistyczne wystrzelone z terytorium USA. Petrow uznał także te sygnały za błąd systemu. Wnioskował na podstawie zdrowego rozsądku. Radziecki radar naziemny mógł wykryć rakiety dopiero wtedy gdy znajdowały się nad horyzontem – Petrow nie miał więc możliwości zweryfikowania swojego przekonania. Jak wyjaśnił później, na podstawie informacji przekazanych mu na szkoleniach wywnioskował, że atak nuklearny za pomocą 5 rakiet balistycznych jest bardzo nieprawdopodobny ze względu na oczywiste założenie, że pierwsze uderzenie wykonuje się wszystkimi dostępnymi siłami. Mając tę wiedzę Petrow zdecydował, że nie będzie anihilował świata. Fałszywy alarm systemu spowodowany został nietypowym ustawieniem chmur nad amerykańską bazą rakietową, które odbijały promienie słoneczne w sposób, który dla systemu komputerowego wyglądał jak wystrzelenie rakiet. Gdyby Petrow zawiadomił swoich przełożonych o alarmie (dotyczącym 5 rakiet a nie jednej!) ci najprawdopodobniej zdecydowaliby o zmasowanym uderzeniu atomowym na USA ponieważ wykrycie rakiet nad horyzontem zostawiało zaledwie kilka minut na przeprowadzenie skutecznego uderzenia odwetowego i stawiało ZSRR w dużo gorszej pozycji. Według różnych źródeł, Petrow albo zameldował o fałszywym alarmie albo powiadomił przełożonych o incydencie dopiero później. Decyzja Petrowa spotkała się najpierw z uznaniem przełożonych, następnie przeszedł wyczerpujące przesłuchania by zostać przeniesionym na mniej kluczowe stanowisko. Przeszedł na wcześniejszą emeryturę i zmagał się z załamaniem nerwowym. Incydent z 26 września 1983 stał się publicznie znany dopiero w latach dziewięćdziesiątych. W 2006 roku Petrow został uhonorowany zaproszeniem do siedziby ONZ w Nowym Jorku. Utrzymuje się z emerytury w wysokości około 200 dolarów.
Related posts:







