<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Strefa euro: trudno wejść a wyjść jeszcze trudniej</title>
	<atom:link href="http://www.trystero.pl/archives/4450/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.trystero.pl/archives/4450</link>
	<description>Niezależny Blog Finansowy</description>
	<lastBuildDate>Wed, 08 Feb 2012 14:57:08 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
	<item>
		<title>Autor: Gotówkowiec</title>
		<link>http://www.trystero.pl/archives/4450#comment-7600</link>
		<dc:creator>Gotówkowiec</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 13 Nov 2010 13:34:13 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.trystero.pl/?p=4450#comment-7600</guid>
		<description>Dlatego odwiecznie powtarzam żeby się nie pchać w tą zgubną strefę euro, bo wyjście z niej może nas dużo kosztować. Pieniądze powinny być kontrolowane przez każde państwo osobno, a nie przez globalną dyktaturę. Powinniśmy się przeciwstawiać rozprzestrzenianiu tej zgubnej waluty.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Dlatego odwiecznie powtarzam żeby się nie pchać w tą zgubną strefę euro, bo wyjście z niej może nas dużo kosztować. Pieniądze powinny być kontrolowane przez każde państwo osobno, a nie przez globalną dyktaturę. Powinniśmy się przeciwstawiać rozprzestrzenianiu tej zgubnej waluty.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: trystero.pl: » Strefa euro: trudno wejść a wyjść jeszcze trudniej Trystero: &#124; flaker.pl</title>
		<link>http://www.trystero.pl/archives/4450#comment-7599</link>
		<dc:creator>trystero.pl: » Strefa euro: trudno wejść a wyjść jeszcze trudniej Trystero: &#124; flaker.pl</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 07 Mar 2010 09:42:46 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.trystero.pl/?p=4450#comment-7599</guid>
		<description>[...]    » Strefa euro: trudno wejść a wyjść jeszcze trudniej Trystero: Niezależny blog finansowy trystero.pl/archives/4450     Pokaż reakcje    /*  */   inne strony z tej witryny  + obserwuj co [...]</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>[...]    » Strefa euro: trudno wejść a wyjść jeszcze trudniej Trystero: Niezależny blog finansowy trystero.pl/archives/4450     Pokaż reakcje    /*  */   inne strony z tej witryny  + obserwuj co [...]</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: radek</title>
		<link>http://www.trystero.pl/archives/4450#comment-7598</link>
		<dc:creator>radek</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 21 Feb 2010 23:43:29 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.trystero.pl/?p=4450#comment-7598</guid>
		<description>Wg mnie poszi ma rację. Wyjście jest takie iż Grecja musi zbankrutować. Niestety trudno sobie wyobrazić aby zbankrutował kraj ze strefy EUR. To z punktu widzenia Niemiec jest niedopuszczalne. A zatem wyjście ze strefy EUR i ogłoszenie bankructwa bowiem pozostanie nic nie daje - deflacja spowoduje dalszy spadek wpływów budżetowych. Nie zgodzę się także z tezą że Grecja nie jest eksporterem.  Jest i to dość specyficznym. Bardzo duża część PKB to turystyka a tutaj Grecja przegrywa konkurencję cenową z Chorwacją czy Turcją. Przy własnej zdewaluowanej walucie nagle okazałoby się iż jest to kraj tani.....

Jest oczywiście druga strona medalu - w takim wariancie poważnie ucierpiałyby banki (głównie niemieckie).</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Wg mnie poszi ma rację. Wyjście jest takie iż Grecja musi zbankrutować. Niestety trudno sobie wyobrazić aby zbankrutował kraj ze strefy EUR. To z punktu widzenia Niemiec jest niedopuszczalne. A zatem wyjście ze strefy EUR i ogłoszenie bankructwa bowiem pozostanie nic nie daje &#8211; deflacja spowoduje dalszy spadek wpływów budżetowych. Nie zgodzę się także z tezą że Grecja nie jest eksporterem.  Jest i to dość specyficznym. Bardzo duża część PKB to turystyka a tutaj Grecja przegrywa konkurencję cenową z Chorwacją czy Turcją. Przy własnej zdewaluowanej walucie nagle okazałoby się iż jest to kraj tani&#8230;..</p>
<p>Jest oczywiście druga strona medalu &#8211; w takim wariancie poważnie ucierpiałyby banki (głównie niemieckie).</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Kuba</title>
		<link>http://www.trystero.pl/archives/4450#comment-7597</link>
		<dc:creator>Kuba</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Feb 2010 13:38:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.trystero.pl/?p=4450#comment-7597</guid>
		<description>Dziwna jest cała ta zabawa z wprowadzanie eurasów, Bośnia i Hercegowina zrezygnowały z własnej waluty i korzystają z euro (podobnie Ekwador z dolarem. Można zrobić szybko i bez okresów przejściowych? Można. A co do utraty NAWET 10% PKB to te obawy są śmieszne, ukochany Balcerowicz zarżnął kiedyś 20-30% polskiego PKB i gdzie jesteśmy teraz? To że wielu problemów m.in. z wysokim bezrobociem nie udało się rozwiązać jest powodem odejścia od zasady sformułowanej przez Adama Smitha,że wystarczą niskie podatki i stabilne prawo by w krótkim czasie państwo podniosło się z barbarzyństwa do cywilizacji (pomijam członkostwo w UE bo gdyby wspomniany wcześniej profesor nie schładzał gospodarki za czasów rządów marionetki Krzaklewskiego to byśmy w UE nie byli, a dwa - drenaż zasobów ludzkich wcale taki dobry dla gospodarki nie jest)
Pozdrawiam</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Dziwna jest cała ta zabawa z wprowadzanie eurasów, Bośnia i Hercegowina zrezygnowały z własnej waluty i korzystają z euro (podobnie Ekwador z dolarem. Można zrobić szybko i bez okresów przejściowych? Można. A co do utraty NAWET 10% PKB to te obawy są śmieszne, ukochany Balcerowicz zarżnął kiedyś 20-30% polskiego PKB i gdzie jesteśmy teraz? To że wielu problemów m.in. z wysokim bezrobociem nie udało się rozwiązać jest powodem odejścia od zasady sformułowanej przez Adama Smitha,że wystarczą niskie podatki i stabilne prawo by w krótkim czasie państwo podniosło się z barbarzyństwa do cywilizacji (pomijam członkostwo w UE bo gdyby wspomniany wcześniej profesor nie schładzał gospodarki za czasów rządów marionetki Krzaklewskiego to byśmy w UE nie byli, a dwa &#8211; drenaż zasobów ludzkich wcale taki dobry dla gospodarki nie jest)<br />
Pozdrawiam</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: poszi</title>
		<link>http://www.trystero.pl/archives/4450#comment-7596</link>
		<dc:creator>poszi</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 21 Jan 2010 10:15:10 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.trystero.pl/?p=4450#comment-7596</guid>
		<description>@trystero,

Dewaluacja bez reform = ból bez zdrowienia. Pełna zgoda. Ale Grecja to nie Irlandia, gdzie reformy bez szoku są jeszcze wyobrażalne. Grecja inaczej się do nich nie weźmie.

Problemem krajów bałtyckich nie jest recesja. Recesja jest tylko symptomem zwijania się manii kredytowej. Problemem ciągle obecnym jest zupełny brak konkurencyjności na skutek wybujania się płac przy sztywnym kursie walutowym oraz ogromny dług zewnętrzny. Różnica (drobna z punktu widzenia równowagi zewnętrznej) w stosunku do Grecji jest taka, że w krajach bałtyckich dług publiczny jest umiarkowany, a ogromny dług posiadają obywatele. W Grecji jest pół na pół.

Jeśli chodzi o Polskę w EMU, to problemem w ocenie jest to, że korzyści sa łatwo namacalne (w szczególności ułatwienia w obrocie), a koszty bardzo trudno, bo to jest ukryte, podskórne i wychodzi po latach (a jeszcze boom kredytowy niejedni w czasie jego trwania uznawać będą za korzyść). Ponadto ma też dużą wariancję. Przy dozie szczęścia problemy nie wyjdą, ale przy innym zbiegu okoliczności, mamy katastrofę bałtycką.

Jeśli chodzi o bilans korzyści i strat, to eurozwolennicy mówią o pozytywnym wpływie rzędu pół procenta rocznie (raport o euro NBP mówi o 0,2-0,7%). Nie jest więc to coś, co warto robić za wszelką cenę (i nic się dramatycznego nie stanie, gdyby opóźnić korzystanie z tych wspaniałości o 10-15 lat). Takie okreslenia jak &quot;korzystanie z waluty rezerwowej świata&quot; to tylko kwiecista retoryka. Co do kosztów, to może jak &quot;kurz opadnie&quot; ktoś to oszacuje na postawie krajów bałtyckich i krajów śródziemnomorskich.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że nie jest oczywista relacja &quot;tańszy kredyt=dobrze&quot;, mimo tego, że to jest uważane niemal za aksjonat w mainstream. Dlatego mówienie o korzyści w postaci niskich stóp procentowych jest dla mniej podejrzane. Dlaczego? Po pierwsze źródło tego &quot;szczęścia&quot; jest zagraniczne, a nie wewnętrzne. Wydawać by sie mogło, że nie ma nic lepszego niż napływ pieniędzy. Tymczasem istnieją opracowania, że np. takie kraje jak Meksyk, które mają ogromny udział transferów pieniężnych od obywateli pracujących w USA, netto na tym nie zyskują (jako gospodarka, bowiem oczywiście adresaci przelewów korzystają), bowiem to wywołuje rozmaite dystorsje. W przypadku kredytów, które trzeba w końcu zwrócić, korzyść robi się jeszcze mniej oczywista.  Po drugie uważam, że każda gospodarka ma pewnien optymalny poziom stóp procentowych. Ustawienie zarówno za niskiego, jak i za wysokiego stwarza jakieś napięcia. Jakkolwiek trudno taki poziom oszacować, jest on niemal na pewno dodatni realnie. Niższe stopy powodują złe inwestycje i nadmierną konsumpcje. W miarę trudny pieniądz powoduje zaś, że tylko najbardziej sensowne inwestycje są podejmowane, a konsumpcja na kredyt jest ograniczona. Każda zaś gospodarka ma tylko pewnien ograniczony potencjał inwestycyjny. Zobacz, co się stało w wyniku boomu budowlanego: wzrosły koszty budowy, bowiem jest ograniczona skala zasobów, które można w tę działalność było zaangażować. Być może w wyniku niskich stóp gospodarka poczatkowo się szybciej rozwija, ale potem przychodzi taki kac, jak w krajach bałtyckich. Znasz bajkę o zającu i żółwiu?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@trystero,</p>
<p>Dewaluacja bez reform = ból bez zdrowienia. Pełna zgoda. Ale Grecja to nie Irlandia, gdzie reformy bez szoku są jeszcze wyobrażalne. Grecja inaczej się do nich nie weźmie.</p>
<p>Problemem krajów bałtyckich nie jest recesja. Recesja jest tylko symptomem zwijania się manii kredytowej. Problemem ciągle obecnym jest zupełny brak konkurencyjności na skutek wybujania się płac przy sztywnym kursie walutowym oraz ogromny dług zewnętrzny. Różnica (drobna z punktu widzenia równowagi zewnętrznej) w stosunku do Grecji jest taka, że w krajach bałtyckich dług publiczny jest umiarkowany, a ogromny dług posiadają obywatele. W Grecji jest pół na pół.</p>
<p>Jeśli chodzi o Polskę w EMU, to problemem w ocenie jest to, że korzyści sa łatwo namacalne (w szczególności ułatwienia w obrocie), a koszty bardzo trudno, bo to jest ukryte, podskórne i wychodzi po latach (a jeszcze boom kredytowy niejedni w czasie jego trwania uznawać będą za korzyść). Ponadto ma też dużą wariancję. Przy dozie szczęścia problemy nie wyjdą, ale przy innym zbiegu okoliczności, mamy katastrofę bałtycką.</p>
<p>Jeśli chodzi o bilans korzyści i strat, to eurozwolennicy mówią o pozytywnym wpływie rzędu pół procenta rocznie (raport o euro NBP mówi o 0,2-0,7%). Nie jest więc to coś, co warto robić za wszelką cenę (i nic się dramatycznego nie stanie, gdyby opóźnić korzystanie z tych wspaniałości o 10-15 lat). Takie okreslenia jak &#8222;korzystanie z waluty rezerwowej świata&#8221; to tylko kwiecista retoryka. Co do kosztów, to może jak &#8222;kurz opadnie&#8221; ktoś to oszacuje na postawie krajów bałtyckich i krajów śródziemnomorskich.</p>
<p>Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że nie jest oczywista relacja &#8222;tańszy kredyt=dobrze&#8221;, mimo tego, że to jest uważane niemal za aksjonat w mainstream. Dlatego mówienie o korzyści w postaci niskich stóp procentowych jest dla mniej podejrzane. Dlaczego? Po pierwsze źródło tego &#8222;szczęścia&#8221; jest zagraniczne, a nie wewnętrzne. Wydawać by sie mogło, że nie ma nic lepszego niż napływ pieniędzy. Tymczasem istnieją opracowania, że np. takie kraje jak Meksyk, które mają ogromny udział transferów pieniężnych od obywateli pracujących w USA, netto na tym nie zyskują (jako gospodarka, bowiem oczywiście adresaci przelewów korzystają), bowiem to wywołuje rozmaite dystorsje. W przypadku kredytów, które trzeba w końcu zwrócić, korzyść robi się jeszcze mniej oczywista.  Po drugie uważam, że każda gospodarka ma pewnien optymalny poziom stóp procentowych. Ustawienie zarówno za niskiego, jak i za wysokiego stwarza jakieś napięcia. Jakkolwiek trudno taki poziom oszacować, jest on niemal na pewno dodatni realnie. Niższe stopy powodują złe inwestycje i nadmierną konsumpcje. W miarę trudny pieniądz powoduje zaś, że tylko najbardziej sensowne inwestycje są podejmowane, a konsumpcja na kredyt jest ograniczona. Każda zaś gospodarka ma tylko pewnien ograniczony potencjał inwestycyjny. Zobacz, co się stało w wyniku boomu budowlanego: wzrosły koszty budowy, bowiem jest ograniczona skala zasobów, które można w tę działalność było zaangażować. Być może w wyniku niskich stóp gospodarka poczatkowo się szybciej rozwija, ale potem przychodzi taki kac, jak w krajach bałtyckich. Znasz bajkę o zającu i żółwiu?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

