Obserwowanie notowań giełdowych urozmaicone jest w ostatnim czasie dreszczykiem emocji związanym z nowymi rekomendacjami dla spółek. Podstawowe pytanie jakie sobie zadaję gdy widzę nagłówek takiej analizy brzmi: jak bardzo odważny jest analityk? Najodważniejsi potrafią obciąć cenę docelową o dobre 70%.

Ostatnio pewne szacowne biuro maklerskie powiedziało inwestorom korzystającym z ich rekomendacji dla spółki TIM coś w rodzaju: od naszej ostatniej rekomendacji sporo się zmieniło. Spółka nie jest już warta 21.5 złotych. Wyceniamy ją teraz na 7 złotych.

Analityk zauważył, że spowolnienie gospodarcze, ze szczególnym uwzględnieniem załamania na rynku mieszkaniowym (jak inaczej nazwać 70% spadek sprzedaży?) odbije się na wynikach sieci hurtowni sprzętu elektrycznego.  Dlaczego poczynił te spostrzeżenie dopiero 20 października? Dlaczego rekomendacja ‘redukuj’, cena docelowa 7 złotych została wydana gdy na rynku akcje TIM kosztowały około 8 złotych? Ponieważ, jedyna rzecz, w której analitycy są dobrzy to mówienie co się STAŁO  na rynku. Doskonale pokazuje to wykres poniżej (analityczne prognozy zysków vs faktyczne zyski).

Za 80 Global Strategy

Napisałem już kiedyś, że jedyną przewagę jaką mogą mieć analitycy nad zdolnym i rozumnym inwestorem są specjalne kontakty z zarządem. Ale nawet jeśli analitycy nielegalnie otrzymują informacje od zarządu (których nie otrzymuje opinia publiczna), to mogą one mieć znaczenie tylko jeżeli założymy, że zarząd potrafi skutecznie prognozować. Cóż, takie lata jak 2008, w którym zarządy potrafią po kilka razy w roku zmieniać prognozy sugerują, że jest mitem pogląd jakoby managerowie prognozowali lepiej. Nie wiedzą. W mojej opinii jest po prostu za dużo zmiennych.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Wykop

Related posts:

  1. Słów kilka o rekomendacjach
  2. PAP Plaz(m)a: bo nie sprostowali
  3. Czym jest antysemityzm? Dlaczego jest antyintelektualny?