Insider trading, czyli handel akcjami z wykorzystaniem poufnych, niedostępnych publicznie informacji jest zakazany na wszystkich cywilizowanych rynkach kapitałowych. Delegalizacja tego procederu nie zmienia jednak faktu, że zmagają się z nim inwestorzy na wszystkich rynkach. Oczywiście, im lepiej rozwinięty system giełdowy oraz system regulacji tym mniejszy problem stanowi insider trading. Im bardziej bananowa jest giełda tym więcej przypadków insider trading.
Wyjątkowo specyficzną formę insider trading stanowi handel z wykorzystaniem tajnych informacji pochodzących ze źródeł rządowych. Grupa badaczy zbadała ten proceder na amerykańskim rynku giełdowym w odniesieniu do planowanych przez CIA i zatwierdzanych przez administrację planów zamachów stanu i akcji zbrojnych w krajach rządzonych przez reżimy niechętne rządowi amerykańskiemu.
Na przykład, wraz z dojściem do władzy komunizujących prezydentów w krajach Ameryki Łacińskiej, aktywa amerykańskich firm w tym krajach (plantacje, kopalnie, rafinerie) były nacjonalizowane. Powodowało to spadek kursów akcji tych spółek na nowojorskiej giełdzie. W niektórych jednak przypadkach przeprowadzone lub koordynowane przez CIA i rząd amerykański zamachy stanu i akcje militarne doprowadzały do zmiany reżimu na usłużny amerykańskim interesom. W takich przypadkach amerykańskie korporacje odzyskiwały swoje aktywa, co musiało pociągać wzrost kursu ich akcji na giełdzie. Pytanie brzmi: czy ktoś zachowywał się na rynku jakby wiedział, że do tych zamachów stanu dojdzie? Odpowiedź: z całą pewnością.
Niestety, nie wiemy kto handlował, dysponując ściśle tajną wiedzą ponieważ amerykańska komisja giełdowa (SEC) uznała, że nie ma obowiązku ujawniać wszystkich danych o podejrzanych transakcjach na rynkach finansowych. Brzmi jak teoria spiskowa? Być może.
Oto przykład z lat pięćdziesiątych: w 1951, drugim demokratycznie wybranym prezydentem Gwatemali został Arbenz Guzman. Wkrótce potem znacjonalizował plantacje należące do UFC (United Fruit Co. – teraz Chiquita). Jego problem polegał na tym, że nie docenił władzy jaką mieli ‘przyjaciele’ UFC. Asystentem Sekretarza Stanu ds. amerykańskich był brat prezydenta UFC. Sekretarz stanu wykonywał wcześniej usługi prawnicze dla UFC. Jego brat był szefem CIA i członkiem rady nadzorczej UFC. Dziś wiemy, że wszyscy czterej panowie odbyli serię tajnych spotkań, na których ustalili, że Arbenz Guzman musi odejść. Koordynowany przez CIA zamach stanu doprowadził do tego w 1954 roku. Nas interesuje jednak coś innego: czy ktoś kupował akcje UFC dysponując informacjami o planowanych zamachu stanu?
Gdyby tak się stało popyt ze strony insider trading spowodowałby wzrost kursu UFC przed zamachem stanu. Tak też się stało. Nadzwyczajny zwrot z akcji UFC w okresie następującym po zatwierdzeniu działań militarnych (co było ściśle tajną informacją) wyniósł ponad 6.3%. Co ciekawe w okresie po zamachu stanu nadzwyczajny zwrot z akcji UFC wyniósł około 3.7%. Oznacza to, że w dniu zamachu cena akcji spółki uwzględniała już w dużym stopniu sukces zamachu stanu.
Badacze przeanalizowali jeszcze przypadki interwencji w Iranie w 1953 roku, na Kubie w 1961 roku i w Chile w 1973 roku i doszli do wniosku, że wzrost cen akcji spółek mających strategiczne interesy w tych krajach w okresie podejmowania kluczowych decyzji w sprawie przeprowadzenia zamachów stanu w tych państwach był znaczący i zdecydowanie większy przed zamachem niż po nim (10% do 3.5%)
Interesujące, ale istnieją badania związane z przebiegiem elekcji z 2000 roku i zachowaniem kursów spółek kojarzonych z demokratami i republikanami, które wskazują, że po ostatecznej rezygnacji All Gore z prezydentury ‘republikańskie’ spółki zachowywały się relatywnie lepiej od rynku podczas gdy ‘demokratyczne’ wypadały gorzej od szerokiego rynku. Specjalną uwagę w tym tekście poświęcono Halliburton, z którą związany był Dick Cheney.
Inspiracja: Slate
No related posts.







