Kierowana przez byłego oficera KGB Władimira P. organizacja kryminalna, powszechnie znana jako Federacja Rosyjska (Barry Ritholtz w najwyższej formie), jak przystało na kandydata do Światowej Organizacji Handlu, osiągnęła dziś, w godzinach południowych lokalnego czasu, nowy poziom wolnego rynku. W związku z nieodpowiedzialnym zachowaniem inwestorów wyprzedających rosyjskie akcje, handel na moskiewskiej giełdzie zawieszono do odwołania. Łatwo zauważyć, że jest to poziom wolności gospodarczej niedostępny jeszcze ogarniętemu manią nacjonalizacyjną rządowi U.S.S.R – United States Socialist Republic (Citigroup FX-team w najwyższej formie, to zwrot z oficjalnego komentarza rynkowego !).
A teraz na poważnie. Od szczytu zanotowanego w maju 2008 roku, rosyjski indeks giełdowy RTS spadł o 58%. Sam rozmiar ruchu spadkowego, choć imponujący, nie odbiega od rozmiarów przeceny na innych rynkach wschodzących (na przykład w Chinach). Tym co wyróżnia załamanie koniunktury na giełdzie w Rosji jest szybkość ruchu. Utrata niemal 60% kapitalizacji w 4 miesiące robi wrażenie. Na wykresie, wygląda to tak (dane za Bloomberg):

We wtorek 16 września, rosyjskie indeksy spadły około 15% (RTS -11.5%, MICEX -17.5%), w środę, po wysokim otwarciu, spadły o 10% w godzinę co skłoniło władze giełdy do zawieszenia notowań do odwołania. W tym momencie RTS tracił 6% a MICEX 3%. W czym tkwi przyczyna tak gwałtownej przeceny? Moim zdaniem, można wymienić trzy powody wyprzedaży: ropa naftowa, Putin, rosyjski system finansowy.
Cena baryłki ropy naftowej spadła ze 147 dolarów na początku lipca do 95 dolarów obecnie. Ponieważ firmy naftowe i gazowe stanowią dużą część kapitalizacji rosyjskiej giełdy to ich przecena dotknęła cały parkiet. Ale to nie jedyny powód. Dużo ponad 50% wpływów rosyjskiego budżetu, pochodzi z eksportu ropy naftowej i gazu. Spadek cen tych surowców do obecnych poziomów nie oznacza jeszcze bankructwa Rosji (średnia cena ropy w 2007 wyniosła 70$) ale spowoduje utratę sporej części nadwyżki budżetowej.
Drugim powodem przeceny jest polityka Putina, który zdołał definitywnie przekonać zagranicznych inwestorów, że Rosja nie jest bezpiecznym krajem, w którym można lokować swoje pieniądze. Ponieważ afery z TNK-BP, Mechel oraz inwazja i okupacja Gruzji miały miejsce w czasie gigantycznego zamieszania na globalnym rynku kapitałowym, a więc w czasie gdy ‘duże pieniądze’ tradycyjnie uciekają z rynków wschodzących na rynki dojrzałe (co pokazuje osłabienie złotówki) to ich negatywny efekt był dużo silniejszy.
Z polityką Putina wiąże się jeszcze jeden problem: rosyjska ekonomia praktycznie nie istnieje poza sektorem surowcowym i energetycznym. Małe i średnie przedsiębiorstwa generują 15% PKB (ponad 50% w USA), większość młodych ludzi marzy by pracować w rozrastającej się biurokracji, w rankingu korupcji Rosja walczy o miejsce w 14 dziesiątce z Gambią. Rosja, znajduje się tam, gdzie inne kraje naftowe znajdowały się w latach 70 ubiegłego wieku.
Ostatnim problemem jest rosyjski system finansowy zupełnie nieprzystosowany do poradzenia sobie z takimi przepływami pieniężnymi z jakimi ma do czynienia. Jednym z powodów wtorkowej i środowej paniki, było pękanie zabezpieczeń kredytowych i konieczność upłynniania dużych pozycji na rynku akcji przez duże instytucje finansowe. Stopa pożyczek międzybankowych (moskiewski LIBOR) skoczyła do 11% a Bank Centralny i Ministerstwo Finansów zdecydowały udostępnić kilku największym bankom 44 miliardy dolarów (40% polskiego budżetu).
Wydaje się, że prawdopodobieństwo powtórzenia się kryzysu z 1998 roku jest bardzo małe. Mylą się jednak ci, którzy sugerują, że dzięki dużym rezerwom walutowym i zyskom z eksportu ropy naftowej Rosja z łatwością poradzi sobie z zawirowaniami na rynkach finansowych. Tym bardziej, że około ¼ tych rezerw ulokowana jest obligacjach opartych na amerykańskich kredytach hipotecznych. Taki dowcip globalizacji.
Related posts:







