W czwartek późnym wieczorem, szef FED – Ben Bernanke i szef Treasury Department – Henry Paulson, złożyli nagłą i nietypową wizytę w amerykańskim Kongresie. Spotkali się z najważniejszymi amerykańskimi politykami w biurze speakera Izby Reprezentantów – Nancy Pelosi. Tego wyjątkowego wieczoru, Bernanke i Paulson zrezygnowali z powtarzania absurdalnych kłamstw o ‘zdrowym systemie finansowym w USA’, ‘polityce silnego dolara’, etc i zapoznali amerykańskich prawodawców z faktyczną sytuacją na rynku kapitałowym.

Zgodnie z wypowiedzią senatora J. Dodda, szefa Banking, Housing and Urban Affairs Committee Ben Bernanke miał powiedzieć: ‘we’re literally maybe days away from a complete meltdown of our financial system, with all the implications here at home and globally’.

Byliśmy dosłownie o kilka dni od kompletnego załamania systemu finansowego, z wszystkimi tego konsekwencjami w USA i na całym świecie. Byliśmy? Cholera, ktoś zapomniał o tym powiedzieć kilku miliardom idiotów wypruwających sobie żyły by nakarmić swoich bliskich.

Moim zdaniem, bez względu na to czy plan ratowania systemu finansowego stworzony Bernanke i Paulsona (B-P) się powiedzie czy nie, świat jaki znaliśmy, wolny rynek, nieskrępowane przepływy kapitałowe, być może także wolny handel i wiele z wolności obywatelskich, jest już przeszłością. Obecny system finansowy jest niewydolny, nie działa. Wall Street is kaput.

Tak, globalne giełdy, wzrosły o 10% od dołka zanotowanego w czwartek ale wystarczy poznać przyczyny tego wzrostu by uświadomić sobie, że jest on bez znaczenia. Po pierwsze rynki wzrosły ponieważ inwestorzy ucieszyli się na myśli o planie B-P, który polegać ma na tym, że amerykański rząd wyemituje gigantyczne ilości papierów dłużnych (ich wartość poważni i uczciwi ludzie szacują na > 1 biliona dolarów choć projekt ustawy wymienia zaledwie 700 mld), które wymieni z amerykańskimi instytucjami finansowymi na toksyczne aktywa zalegające w księgach rachunkowych tych ‘technicznych bankrutów’. Sponsorem tej akcji ratowniczej będzie amerykański podatnik przede wszystkim, ale także każdy mieszkaniec ziemi, który zapłaci podatek inflacyjny. Po drugie, indeksy giełdowe wrosły, ponieważ na dwóch najważniejszych rynkach finansowych, giełdzie nowojorskiej i londyńskiej, zakazano krótkiej sprzedaży. W Polsce, nie zrobiłoby to wielkiego wrażenia, ponieważ władze giełdy na czele z Ludwikiem S. nie uznały za stosowne udostępnić krótkiej sprzedaży na masową skalę, słusznie podejrzewając, że stanowiłoby to istotną przeszkodę w pompowaniu śmieciowych akcji do absurdalnych rozmiarów, obniżyłoby obroty i zainteresowanie spółdzielni spekulacyjnych giełdą a tym samym pozbawiłoby kilku ludzi istnego zastrzyka finansowego. Ale na cywilizowanych rynkach, krótka sprzedaż, czyli sprzedawanie akcji, których się nie posiada po uprzednim ich pożyczeniu, stanowi istotny element obrotu giełdowego i zakazanie jej w przypadku około 800 spółek finansowych w USA nie tylko ściągnęło z rynku sporą część podaży ale zainicjowało kolejny ‘short covering really’.

Mijający tydzień dostarczył tylu tematów do dyskusji, że nie sposób objąć ich jednym, nawet rozbudowanym tekstem, postaram się więc zwrócić uwagę na kilka najważniejszych kwestii.

Na czym polegała bliskość finansowego Armagedonu? Otóż, po upadku Lehman Brothers i ‘nacjonalizacji’ AIG rynki finansowe, a przede wszystkim rynki pieniężne, stały się niewydolnie niepłynne. Informowały o tym wskaźniki rynku pieniężnego. Dolarowy LIBOR osiągał momentami 6% przy stopach procentowych na poziomie 2%, trzymiesięczne bony skarbowe USA oprocentowane były na 0.02%, operacje repo amerykańskiego FED odbywały się przy 4% do 6% oprocentowaniu (przy stopach procentowanych na poziomie 2%). Wszystko to wskazywało, że rynki zamarły w przerażeniu, że nikt nie chce nikomu pożyczać, a jeśli to robi to wymaga olbrzymiej premii za ryzyko. System finansowy po prostu nie może istnieć bez płynnego rynku pieniężnego. Dodatkowo, kolejne fundusze rynku pieniężnego, informowały o stratach co do końca podważyło zaufanie do rynku pieniężnego (fundusze te uchodzą za bezpieczne inwestycje, niemalże na poziomie depozytów bankowych). Bez wątpienia, gdyby nie uratowano AIG, która zaangażowana była w warte około pół biliona dolarów derywaty związane z rynkiem CDS – system finansowy nie przetrwałby tego tygodnia.

To dlatego największe banki centralne, BoE, ECB i FED, ‘wpompowały’ do systemu miliardy dolarów dbając o zapewnienie chociaż minimalnej płynności na rynku. Tym samym, wkroczyliśmy w etap rozwoju ludzkości, w którym trzech ludzi, King z BoF, Trichet z ECB i Bernanke z FED, dysponuję władzą nad całym globalnym systemem ekonomicznym. Nie jest to jeszcze rząd światowy, ale ktokolwiek widział zagrożenie dla państw narodowych ze strony organizacji politycznych typu ONZ czy korporacji międzynarodowych przeoczył banki centralne. Gdybym miał stworzyć swój prywatny ranking najbardziej wpływowych ludzi świata, King, Trichet i Bernanke razem z Grossem z PIMCO (800 miliardów dolarów w papierach dłużnych) i Paulsonem byliby w pierwszej 10, z tym, że panowie KTB i Paulson otwieraliby tę listę. Chyba warto zaznaczyć, że uważam, że lepiej, że władza ta znajduje się w rękach doktorów ekonomii niż polityków.

Mijający tydzień przyniósł powstanie nowego organizmu politycznego: Stanów Zjednoczonych Socjalistycznej Ameryki. By przekonać czytelników do mojego punktu widzenia podam jeden przykład: po przejęciu kontroli na GSE (Freddie Mac i Fannie Mae) amerykański rząd kontroluje ponad połowę narodowego rynku kredytów hipotecznych, przy czym jego udział w nowych kredytach ocenić można na 80%. Innymi słowy, około 80% nowych zakupów nieruchomości mieszkalnych finansowane jest pośrednio przez amerykański rząd. Nie wiem, czy ludowy gabinet Gomułki kontrolował kiedykolwiek 80% rynku nieruchomości mieszkalnych w Polsce. Nie sądzę. Przejęcie AIG uczyniło z FED największego globalnego ubezpieczyciela i zapewne zapewniło kontrolę nad rynkiem długu korporacyjnego (poprzez warte około 500 mld dolarów zaangażowanie na rynku credit default swaps – CDS). Dodajmy do tego, wprowadzony z dnia na dzień, zakaz krótkiej sprzedaży krępujący wolność obrotu giełdowego i otrzymamy najbardziej interwencjonistyczny rząd od czasów New Deal FDR. Czy to jest porażka czy sukces ruchu neokonserwatywnego? To zabawne, ale wszyscy komentatorzy mówią o porażce. A ja, zdając sobie sprawę z trockistowskiej przeszłości liderów tego ruchu mam wątpliwości.

Świat był na krawędzi finansowego warto więc zastanowić się co stanie się z ludźmi, którzy do tego doprowadzili. Szefowie bankrutujących banków inwestycyjnych, prezesi firm ubezpieczeniowych angażujący swoje korporacje na rynku długu korporacyjnego, dyrektorzy finansowi wielkich banków podejmujący zbyt ryzykowne operacje finansowe ponoszą bezpośrednią odpowiedzialność za obecny bałagan w systemie finansowym. Profesor Stiglitz trafnie zauważył, że zapewne żaden z nich nie pójdzie z tego powodu do więzienia. Nikt też nie straci gigantycznych premii, które otrzymał za zysku z lat 2005-2006, choć straty z lat 2007-2008 nie tylko przekroczyły zyski z lat ubiegłych ale doprowadziły firmy do bankructwa. Mówimy tu o dziesiątkach milionów dolarów jakie otrzymywali prezesi banków inwestycyjnych. To jest właśnie ‘moral hazard’ na Wall Street. Szefowi wielkich korporacji dostają gigantyczne premie za angażowanie firm w ryzykowne i zyskowne operacje a gdy się one nie udają to najwyższą karą jaka na nich czeka jest utrata pracy, osłodzona często ‘złotym spadochronem’ wartym kilkadziesiąt milionów dolarów. Trudno się spodziewać by wieloletni szef Goldmana Sachsa, Henry Paulson, zrobił cokolwiek co naraziłoby jego byłych kolegów z branży na istotne szkody.

Ostatnią kwestią jaką chciałbym poruszyć jest ‘kapitalizacja zysków i socjalizacja strat’, która stała się główną zasadą działania neokonserwatywnej administracji. O ile, jestem w stanie zrozumieć powodu dla interwencji rządowych czy nawet nacjonalizacji AIG (to proste: straty związane z ryzykiem załamania się systemu w przypadku interwencji byłyby duże wyższe niż koszty interwencji, po prostu bardziej opłacało się zainterweniować niż patrzeć na gospodarczy Armagedon) to zupełnie nie rozumiem, dlaczego w przypadku AIG ochroniono posiadaczy obligacji wyemitowanych przez AIG a FED przejmie 80% a nie 100% akcji! Zarówno akcjonariusze jak i posiadacze obligacji popełnili fatalną pomyłkę i powinni ponieść tego konsekwencje. Jeśli AIG upadłoby bez rządowej pomocy to interwencja rządu powinna zostać tak przeprowadzona by ceny akcji i obligacji AIG odzwierciedlały bankructwo AIG. To samo dotyczy planu B-P. Jeśli rząd ma odkupywać toksyczne aktywa od amerykańskich instytucji finansowych i bez tej interwencji te instytucje upadłby to rząd powinien zrobić wszystko by koszty tej interwencji przenieść na inwestorów zaangażowanych w akcji i obligacje amerykańskich banków. Nie ma żadnego powodu by amerykański podatnik wykupywał akcjonariuszy prywatnych banków.

O planie B-P napiszę jutro, zbyt mało jest informacji by go ocenić a kwestia ma fundamentalne znaczenie dla przyszłości rynku finansowego.

Ostatnie wydarzenia potwierdziły także słuszność wyboru jaki dokonałem gdy zdecydowałem się żyć z inwestycji. Tylko spekulacyjne inwestowanie w oparciu o krótkoterminowy ruch cen wydaje się sensowne w takim czasie jak teraz.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Wykop

No related posts.