W USA mianem rannej kaczki (lame duck) określa się każdego wybranego polityka, który zbliża się do końca swojej kadencji bez możliwości reelekcji lub po przegranych wyborach. W tej chwili cała Waszyngtońska administracja składa się z takich rannych kaczek; od prezydenta Busha począwszy, na Sekretarzu Skarbu Paulsonie skończywszy. Dlatego całkiem spore grono publicystów i ekonomistów próbuje oszacować negatywne skutki okresu przejściowego pomiędzy listopadowym zwycięstwem Obamy, a jego styczniowym zaprzysiężeniem.

Nie jest tajemnicą, że ogromną rolę w pogłębieniu Wielkiej Depresji w latach 30′ odegrał zmarnowany, niemal półroczny (wtedy prezydent zaczynał kadencję w marcu) okres przejściowy pomiędzy zwycięstwem FDR w wyborach, a jego zaprzysiężeniem. FDR do marca zachowywał się niczym prywatny człowiek, a niezwykle niepopularny Hoover nie decydował się na podejmowanie żadnych kluczowych decyzji. Nietrudno  znaleźć analogie pomiędzy Hooverem, a bijącym rekordy niepopularności Bushem. Poważnie okres przejściowy traktuje Obama, który skompletował już cały zespół odpowiedzialny za gospodarkę. Departamentem Skarbu ciągle jednak włada Paulson …

To on jest najprawdopodobniej głównym reżyserem pomocy rządu dla banku Citigroup. Tak przynajmniej sugeruje Paul Kedrosky cytując depesze Reutersa z niedzielnego popołudnia informującą, że rzecznik Białego Domu oświadczyła, że Biały Dom nie wie o żadnych rozmowach w sprawie ratunkowej pomocy dla Citigroup.

Może to i lepiej bo pakiet pomocy dla Citigroup wygląda wyjątkowo rabunkowo, przynajmniej z punktu widzenia amerykańskiego podatnika. Przede wszystkim nie podzielono Citi na dobry bank i zły bank (ten model wielokrotnie stosowano, przede wszystkim w Japonii), lecz rząd amerykański pieniędzmi amerykańskiego podatnika zagwarantował 306 mld dolarów toksycznych aktywów Citi. Pierwsze 29 mld dolarów straty z tych aktywów weźmie na siebie Citigroup, a 90% z pozostałych… Departament Skarbu, FDIC i FED – czyli amerykański podatnik. Citigroup otrzyma też 27 mld dolarów nowego kapitału w zamian za akcje uprzywilejowane z 8% dywidendą (Buffet dostał 10% od Goldman Sachs). W umowie zapisano także warranty dla Departamentu Skarbu na warte 2.7 mld dolarów akcje zwykłe z ceną wykonania powyżej 10$ (w piątek wieczorem akcje Citigroup kosztowały mniej niż 4$). Właśnie dlatego Paul Kedrosky nazwał ten nowy model bankowości Fuc*** Bank.

Groteskowo wygląda ograniczenie dywidendy do jednego centa kwartalnie (dlaczego właśnie jeden cent?) ,a przede wszystkim brak zapisów o jakichkolwiek zmianach w zarządzie i ograniczeniu zarobków managerów i prezesów. To przecież jawna kpina, że ludzie, którzy doprowadzili bank na skraj bankructwa (Citigroup nie przetrwałby bez rządowej pomocy) zachowali nie tylko swoje pozycje, ale także swoje pensje i bonusy.

Citigroup ma w swoim bilansie ponad 2 biliony dolarów aktywów, z których duża część będzie sprawiać w przyszłości problemy. Ani 27 mld dolarów zastrzyku kapitałowego, ani gwarancja na 1/7 tych aktywów nie rozwiąże problemów banku. Banku, który wart jest obecnie mniej więcej tyle ile trzy rodzime PKO BP. Jest więcej niż pewne, że Citigroup zwróci się ponownie po rządową pomoc w bliskiej przyszłości.

A skoro już piszę o korporacjach finansowych z Wall Street. Wielu czytelników pamięta finansową panikę po upadku Lehman Brothers i spekulacje, że Morgan Stanley będzie następnym bankrutem. Być może też żywe w pamięci są nawoływania korporacji finansowych do zakazu krótkiej sprzedaży i wszelkich działań podważających zaufanie do banków. Wall Street Journal opublikował tekst, w którym napisał, że w dwóch kluczowych dniach września (17 i 18) największymi graczami obstawiającymi upadek Morgan Stanley były… inne instytucje finansowe co widać na poniższym rysunku:

Za Bespoke via WSJ

Za WSJ via Bespoke

Podziel się z innymi:
  • Google Bookmarks
  • Print
  • email
  • Wykop
  • MySpace
  • Twitter
  • Technorati
  • Facebook
  • PDF

Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach:

  1. Im bliżej bankructwa, tym większe zyski
  2. Wizualizacja bańki na rynku nieruchomości w USA
  3. 16 z 19 największych banków w USA jest technicznie niewypłacalnych?
  4. ‘Nasze’ banki wydają się wielkie
  5. Komu bije dzwon na S&P 500?
  6. O co naprawdę martwią się Chiny?
  7. Amerykańska oligarchia