Pamiętam, że swoje liceum wybrałem za pomocą rzutu monetą. Dorastałem w średniej wielkości mieście wojewódzkim, w którym były dwa ‘najlepsze’ licea (to świadomy błąd logiczny). Jako laureat olimpiady miałem wolny wstęp do obydwu z nich. Uznałem, że nie dysponuje istotnymi danymi, które mogłyby mi pomóc podjąć decyzję, musiałem coś postanowić, więc rzuciłem monetą.
Przypomniałem sobie o tym gdy przeczytałem, że Dan Ariely udostępnił aplikację, o inspirującej nazwie Procrastinator, na iPhone, która ma pomóc niezdecydowanym ludziom podejmować decyzję. Aplikacja działa w ten sposób, że użytkownik ustala termin podjęcia decyzji. Jeśli w założonym terminie nie wybierze jednej z opcji to aplikacja losowo wybierze za niego.
Ariely w interesujący sposób uzasadnia swój pomysł. Większość osób dokonując wyboru pomiędzy A i B rozważa konsekwencje A i konsekwencje B. Ignoruje natomiast konsekwencje przedłużania wyboru lub niedokonania wyboru. Te ostatnie mogą być istotne. Ariely podaje przykład człowieka, który długo zastanawiając się nad wyborem dwóch niemal identycznych aparatów fotograficznych traci okazję na zrobienie mnóstwa interesujących zdjęć. Ariely ma rację ale pomija istotny fakt: konsekwencje niepodjęcia decyzji lub przeciągania decyzji mogą być pozytywne. Łatwo sobie wyobrazić inwestora, który przez cały 2007 rok nie mógł się zdecydować czy zainwestować w fundusz blue chipów czy w fundusz małych i średnich spółek. Dotrwał w ten sposób do pierwszy gwałtownych spadków i zdecydował się założyć lokatę (albo zainwestować w super bezpieczne obligacje oparte o kredyty hipoteczne z USA, które sprzedał mu Fabrice Tourre na lotnisku w Brukseli).
Zmierzam do tego, że by podjąć racjonalną decyzję potrzebujemy dwóch rzeczy: adekwatnych danych i narzędzia badawczego (modelu, algorytmu, równania, etc). W wielu przypadkach życiowych nie dysponujemy jednym z tych elementów, często brakuje obydwu z nich. Weźmy pod uwagę wybór kierunku studiów: czy naprawdę istnieje ktoś zdolny do oceny wszystkich ‘za’ i ‘przeciw’ w wyborze pomiędzy ‘finansami i bankowością’ a ‘ finansami i zarządzaniem ryzykiem’ albo pomiędzy ‘informatyką’ a ‘automatyką i robotyką’. Nie sądzę.
Trudno nam to zaakceptować gdyż mamy wbudowane pragnienie posiadania poczucia kontroli nad tym co robimy ale w wielu przypadkach próba racjonalnego (być może lepszym sformułowaniem byłoby kwantytatywnego) podejścia do zagadnienia nie daje nam żadnej przewagi. Wręcz przeciwnie, pochłania nasze zasoby (uwagę, intelekt), które moglibyśmy wykorzystać tam gdzie dadzą nam one przewagę (edge) nad innymi ludźmi. Rozwiązaniem może być zdanie się na losowość tam gdzie racjonalna analiza nie ma ekonomicznego uzasadnienia. Naturalnie, nie potrzeba do tego żadnej aplikacji, wystarczy dostatecznie silna samokontrola.
Related posts:







