A zdarzyło się pewnego dnia, że zwolennik obniżania podatków (ZOP) spotkał na swej drodze rzewnie płaczącego byłego premiera pewnego europejskiego państwa. Zapytał więc ZOP premiera dlaczego tak płacze.

Płaczę ponieważ doprowadziłem swoje państwo do upadku – odpowiedział premier

Nie obniżałeś podatków? – zapytał ZOP

Nie, stymulowałem gospodarkę za pomocą bodźca w postaci zwiększonych wydatków budżetowych.

Ty głupcze! Dlaczego postąpiłeś tak nierozsądnie?

Cóż, moi doradcy powiedzieli mi, że za recesję odpowiada spadek zagregowanego popytu i by uratować kraj rząd powinien zwiększyć swoje wydatki. W ten sposób stworzy popyt, który pomoże gospodarce.

A skąd rząd miał wziąć pieniądze na te zwiększone wydatki? Chyba nie podwyższyłeś podatków?

Skądże znowu, i ja wiem, że miałoby to fatalne konsekwencje w czasie recesji. Bodziec fiskalny rząd finansował długiem.

Ach tak, pożyczyłeś więc pieniądze by sfinansować dodatkową konsumpcję. Dobrze rozumiem?

W rzeczy samej.

A co z tymi pożyczonymi pieniędzmi?

Płaciłem od nich odsetki.

Odsetki, które powiększały wydatki rządowe w przyszłości, tak?

W rzeczy samej.

A czy długu, który zaciągnąłeś nie musiałeś kiedyś spłacić?

Oczywiście, że musiałem.

Skąd miałbyś wziąć pieniądze na spłatę tego długu?

Planowałem podnieść podatki.

A czy zdajesz sobie sprawę nierozsądny człowieku, że podatki te zmniejszą rozporządzalne dochody społeczeństwa w przyszłości a więc obniżą konsumpcję w przyszłości? Czy nikt nie opowiedział Ci o teorii racjonalnych oczekiwań zgodnie, z którą już wtedy gdy wprowadziłeś bodziec fiskalny ludzie zrozumieli, że w przyszłości będziesz musiał podnieść podatki by spłacić zaciągnięty dług? Musieli więc dostosować swoje wydatki konsumpcyjne o oczekiwany w przyszłości spadek rozporządzalnych dochodów.

Eureka! A więc cały ten bodziec fiskalny nic nie zmienił! Cóż więc powinienem zrobić?

Obniżyć podatki!

Udał się więc zwolennik obniżania podatków do swojego domu, a w drodze ukazał się mu duch Johna Maynarda Keynesa. Zwolennik obniżania podatków wydobył z pochwy krzywą Laffera lecz ducha Keynesa powiedział:

P = M*V/T

Teraz wiem, że przychodzisz w pokojowych zamiarach – powiedział ZOP. Nauczyłem dziś jednego premiera korzyści z obniżania podatków.

Po cóż to miałby obniżać podatki?

W czasie recesji, obniżka podatków sprawia, że ludzie dysponują większą ilością pieniędzy, które mogą przeznaczyć na konsumpcję lub inwestycje.

To interesujące. A czy nie dotyka ich utrata transferów rządowych?

O czym Ty mówisz? Przecież cięcie wydatków rządowych w czasie recesji może zwiększyć trudności gospodarcze!

Ach, więc stosować radzisz samofinansującą się obniżkę podatków – powiedział duch Keynesa po czym zaśmiał się szczerze.

Cicho siedź – powiedział ZOP do krzywej Laffera i odrzekł – Nie, obniżkę podatków finansować trzeba deficytem budżetowym.

A więc obniżka podatków zastymulować ma prywatną konsumpcję oraz inwestycje a by utrzymać konsumpcję sektora publicznego na niezmienionym poziomie zaciągnąć chcesz dług?

W rzeczy samej.

A więc chce finansować długiem dodatkową konsumpcję?

Tak właśnie.

Od długu będziesz spłacał odsetki, które pogorszą bilans budżetowy a kiedyś i tak będziesz musiał go spłacić. Jakże inaczej jeśli nie poprzez podwyżkę podatków?

No tak, ale…

A więc w przyszłości podnieść będziesz musiał podatki co obniży rozporządzalne dochody i zmniejszy konsumpcję. Co więcej, ludzie już w momencie obniżki podatków oczekiwać mogą ich podwyżki w przyszłości i o te oczekiwania dostosować plany konsumpcyjne. Czymże się więc różnisz od keynesistów?

I wstąpił na zwolennika obniżania podatków obłok z góry i dostąpił fiskalnej epifanii. Od tej pory był jak ci, którzy wiedzą, że w długim terminie nie ma różnicy pomiędzy finansowanym deficytem bodźcem wydatkowym a finansowaną deficytem obniżką podatków. A prawda, o tym zwolennik obniżania podatków wiedział, ukryta jest w mnożniku…