Gregory Webster dokonał analizy około 54 000 tekstów naukowych, który ukazały się w Science w latach 1901-2000 i odkrył bardzo wyraźną korelację pomiędzy liczbą źródeł, które autor artykułu w nim cytuje a tym ile razy artykuł jest później cytowany. Zdaniem Webstera, zjawisko to statystycznie wyjaśnia nawet połowę wariancji w liczbie cytowań poszczególnych artykułów. Co więcej, zdaniem Webstera wspomniana korelacja rosła przez cały XX wieku.

Poniższy wykres przedstawia omawiana korelację przy uwzględnieniu ilości stron artykułów:

Za Gregory Webster

Za Gregory Webster

Badania są o tyle interesujące, że liczba cytowań, w świecie desperacko szukającym kwantytatywnych sposobów oceny wyników uchodzi za jeden z istotnych wskaźników rozwoju naukowego. Zdumiewa mnie natomiast wyjaśnienie Webstera, który od zaobserwowanej korelacji do związku przyczynowo-skutkowego przechodzi za pomocą teorii ‘ja Ciebie cytuję, a Ty mnie’. Daleki jestem od zaprzeczania, że taki efekt istnieje – to zjawisko da się nawet zaobserwować w blogosferze.

Zdumiewa mnie natomiast fakt, że nikt nie pochylił się nad najbardziej oczywistym rozwiązaniem zagadki. Otóż, ja nie wiem jak sytuacja wygląda w naukach ścisłych czy przyrodniczych oraz jak sytuacja wygląda na poziome uznanych naukowców. Mogę jednak powiedzieć, że na poziomie magistrów i doktorantów, w naukach społecznych, liczba cytowanych źródeł jest ściśle skorelowana… z jakością przeprowadzonych badań. Oczywiście są wyjątki, świetne artykuły z małą ilością cytowanych źródeł i słabe teksty ‘upstrzone’ cytowaniami. Generalnie jednak, solidnie przeprowadzone badania polegają między innymi na zapoznaniu się z możliwie szerokim zakresem literatury a to skutkuje częstym cytowaniem. W tym przypadku korelacja pomiędzy liczbą cytowań w artykule i liczbą cytowań artykułu byłaby wynikiem faktu, że obydwa wskaźniki skorelowane są z merytoryczną jakością artykułu.

A jakie są Wasze spostrzeżenia?