Wiem, że część czytelników nie uwierzy mi gdy napiszę, że przypadkiem zająłem się tym zagadnieniem ale tak rzeczywiście było. Planuję podróż włoskim odpowiednikiem pociągu szybkich prędkości i postanowiłem wyszukać czy w tych pociągach są pasy bezpieczeństwa oraz dlaczego w ogóle nie stosuje się ich w transporcie kolejowym. Tak, od nitki do kłębka, trafiłem na fascynującej badania naukowe z 2001 roku.

Otóż, krąży sobie w Internecie taki mem – pasy bezpieczeństwa pogarszają bezpieczeństwo na drodze. Ludzie używający pasów bezpieczeństwa czują się bezpieczniej więc jeżdżą bardziej ryzykownie co powoduje zwiększoną ilość wypadków i neutralizuje pozytywny efekt używania pasów bezpieczeństwa dla przeżywalności wypadków. Najmniej ofiar byłoby gdyby każdy miał na kierownicy powbijane na sztorc noże – do takich wniosków dochodzą najgorliwsi krzewiciele wspomnianego poglądu. Oto kolejne twierdzenie, które wydaje się logiczne, sensowne, zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Ma jedną poważną wadę – przeczą mu dane empiryczne.

W naukowym żargonie wspomniany wyżej proces nazywa się kompensacja ryzyka. Koncept powstał w latach 70’. Jego twórcą był Sam Peltzman, profesor ekonomii na Uniwersytecie w Chicago. W sumie, nie trudno się domyśleć, że powyższa idea zakiełkowała w mateczniku antyregulacyjnej ideologii.

Istnieje prosty sposób na zweryfikowanie tezy o mechanizmie kompensacji ryzyka w przypadku pasów bezpieczeństwa. Jeśli wzrost powszechności używania pasów bezpieczeństwa z jednej strony obniża liczbę ofiar i skalę obrażeń chronionych przez pasy osób (jest to jednak relatywnie niewielki spadek liczby ofiar gdyż korzyści z zapinania pasów bezpieczeństwa neutralizowane są przez większą ilość wypadków) a z drugiej strony powoduje wzrost ryzykownych zachowań na drodze to wraz ze wzrostem powszechności używania pasów bezpieczeństwa powinniśmy obserwować wzrost liczby wypadków, niewielki spadek liczy ofiar wypadków drogowych wśród kierowców i pasażerów oraz wzrost liczby ofiar wśród rowerzystów i pieszych. To takie oczywiste! Ci ostatni, nie korzystają z ochrony pasów bezpieczeństwa ale narażenie są na skutki bardziej niebezpiecznej jazdy. Co w tej sprawie mówią dane empiryczne? Cóż, spoglądają w Tatry gdzie echo rezolutnie powtarza trzecia prawdę Tischnera. Zwiększenie powszechności używania pasów bezpieczeństwo nie zwiększa ani liczby ofiar ani ilości wypadków wśród pieszych i rowerzystów.

Alma Cohen i Liran Einav z Harvard University doszli do wniosku, że wzrost powszechności używania pasów bezpieczeństwa o 10% obniża liczbę ofiar wypadków wśród kierowców i pasażerów o 1,35% i nie ma znaczącego wpływu na liczbę ofiar wśród innych użytkowników dróg. W Polsce, rocznie ginie w wypadkach drogowych około 5 500 osób. Zwiększenie powszechności używania pasów bezpieczeństwa o 10% ‘uratowałoby’ więc około 75 istnień ludzkich rocznie przy założeniu, że można zastosować mnożnik z amerykańskiego badania. W Polsce, 76% kierowców, 74% pasażerów z przodu i 38% pasażerów z tyłu ma zapięte pasy bezpieczeństwa – dane z 2005 roku. Co ciekawe, w badaniu OBOP z 2005 roku, około 20% respondentów przyznało, że zapina pasy bezpieczeństwa tylko dlatego, że takie jest obowiązujące prawo – to daje około 150 istnień ludzkich rocznie uratowanych przez obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa w Polsce. Półtorej katastrofy smoleńskiej rocznie.

Proszę tylko zwrócić uwagę na fakt, że wyniki amerykańskich badań są duże niższe niż dane podawane przez National Highway Traffic Safety Administration. Według NHTSA korzyści z używania pasów bezpieczeństwa są dużo wyższe – zwiększenie powszechności używania pasów w USA z około 68% do 85% miałoby ‘uratować’ od 2000 do 3000 istnień ludzkich (mnożnik -0,3 a nie -0,135) i oszczędzić około 9 mld USD.

W amerykańskich badaniach stwierdzono, że obowiązek zapinania pasów z bezpośrednim egzekwowaniem prawa (policja może zatrzymać i ukarać za brak zapiętych pasów) zwiększa powszechność używania pasów bezpieczeństwa o około 22 punkty procentowe. Obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa z pośrednim egzekwowaniem prawa (policja może karać za brak zapiętych pasów tylko gdy zatrzyma kierowcę za inne wykroczenie) zwiększa powszechność używania pasów bezpieczeństwa o 11 punktów procentowych.

Cóż, po raz kolejny więc mamy do czynienia z kultową w pewnych środowiskach, logiczną, sensowną teoria, która nie ma żadnego potwierdzenia w danych empirycznych. Dlaczego tak się dzieje? Mam dwie robocze hipotezy:

  • o stylu jazdy decydują indywidualne cechy osobowościowe, przede wszystkim poziom awersji do ryzyka a nie czynniki zewnętrzne takie jak posiadanie ubezpieczenia, pasy bezpieczeństwa czy posiadanie pasywnie bezpieczniejszego samochodu
  • ludzie w dużą większym stopniu kompensują zwiększenie ryzyka (zwalniają przy złej pogodzie) niż kompensują zmniejszenie ryzyka (jeżdżą bardziej ryzykowniej ponieważ kupili bezpieczniejszy samochód)

Nie znam nikogo kto wsiada do samochodu i mówi ‘używanie pasów bezpieczeństwa zmniejsza prawdopodobieństwo śmierci w wypadku od 40% do 70%; jazda z prędkością o 1 km szybszą zwiększa prawdopodobieństwo wypadku o X% – mogę więc jechać o Y szybciej w pasach bezpieczeństwa i ponosić dokładnie takie samo ryzyko śmierci w wypadku’. To są naturalnie moje spekulacje i nic więcej.

Ostatnia uwaga. Z całą pewnością zechcą ten tekst skomentować ludzie, których komentarze wraz z moimi ripostami utworzą taki dialog.

No dobrze, pasy ratują życie, obowiązek ich zapinania zwiększa ich użycie – ale dalej nie widzę powodu by państwo decydowało za mnie co jest dla mnie lepsze.

Cóż, państwo płaci za koszty Twojego ewentualnego leczenia po wypadku więc ma pełne prawo skłonić Cię do zachowania pewnych standardów bezpieczeństwa, które zmniejszą potencjalne wydatki państwa.

Ale ja nie chcę by państwo płaciło za moje leczenie. Chcę się wypisać z systemu!

Cóż, żyjemy w demokracji z publiczna służbą zdrowia i bez możliwości opt-out. Zdecydowała o tym większość. Jeśli Ci się to nie podoba to wykorzystaj swoje niebywałe zdolności, dorób się fortuny, opanuj media, wylansuj polityka, który wprowadzi system opt-out i ciesz się wolnością. Innymi słowy, wykorzystaj możliwości, które oferuje wolny rynek w demokratycznym państwie zamiast użalać się nad sobą.

Cieszę się, że mamy tę dyskusję za sobą.