Jeśli Michael Moore chciał za pomocą tego filmu obrzydzić system prywatnych ubezpieczeń medycznych ,to wykonał fenomenalną pracę. W moim przypadku miał ułatwione zadanie: od dawna jestem przeciwnikiem wolnorynkowego systemu ubezpieczeń medycznych. W kilku akapitach postaram się wyjaśnić moje zdanie, ale wcześniej kilka zdań o filmie.

Wiem kim jest Moore, wiem, że uprawia tak zwaną lewicową propagandę. Nie za bardzo mnie to martwi. Obejrzałem ‚Zabawy z bronią’ i uważam, że to niezwykle wyważony film, który nawet nie próbuje przekonywać, że wszystkiemu winny jest dostęp do broni. Nie oglądałem ‚Fahrenheit 9.11’ ale jeśli myślą przewodnią filmu była idea, że wojna w Iraku toczy się o zasoby ropy naftowej, to Moore nakręcił film o rzeczy oczywistej, o której mówił nawet Alan Greenspan.

Mój ulubiony chwyt propagandowy z ‚Sicko’, to pokazanie, że terroryści, którzy zniszczyli WTC mają w GITMO zapewnioną lepszą opiekę medyczną niż ratownicy z Nowego Jorku, którzy pracowali w Strefie Zero. Mam nadzieję, że miliony Amerykanów poznało tę niewygodną prawdę. Podobnych zagrań było mnóstwo. Londyński lekarz pracujący w strasznej socjalistycznej służbie zdrowia mieszkający w domu za milion dolarów i jeżdżący nowym Audi, porównanie długości życia Amerykanów i Kubańczyków, albo porównanie wskaźników śmiertelności niemowląt w tych krajach, porównanie cen leków w USA i innych miejscach na świecie, etc.

Moim skromnym zdaniem, także cała myśli przewodnia ‚Sicko’ jest sensowna. System prywatnych ubezpieczeń medycznych, w którym prywatni ubezpieczycieli kierują się chęcią zysku jest niekorzystny dla klientów. Dlaczego? Ponieważ w tym systemie nie ma miejsca na sytuacje, w której ubezpieczyciel i ubezpieczony wspólnie odnoszą korzyści. Co więcej, nie działa w nim najpoważniejsza rynkowa siła sprawiająca, że usługodawcy nie chcą oszukiwać klientów – obawa przed ich stratą. Klient, który opłacał swoją składkę przez 30 lat jest ogromnym zyskiem dla firmy ubezpieczeniowej. Gdy ten klient zachoruje na raka, to całkowicie racjonalnym, z rynkowego punktu widzenia, zachowaniem dla firmy ubezpieczeniowej jest uśmiercenie tego klienta poprzez odmowę finansowania leczenia.

Prywatny system ubezpieczeń medycznych nie jest także w stanie zaspokoić potrzeb bardzo chorych ludzi i ludzi, którzy rodzą się z wadami genetycznymi. W takim systemie ci ludzie pozostawieni są na pewną śmierć. Napisałem kiedyś tekst o kilkunastu milionach ludzi w USA, którzy nie są w stanie kupić ubezpieczenia ze względu na już istniejące problemy zdrowotne.

Większość radykalnych zwolenników wolnego rynku twierdzi, że w społecznym systemie ubezpieczeń medycznych bardziej majętni składają się na ubogich. Moim zdaniem nie jest to najważniejszą cechą systemu publicznych ubezpieczeń zdrowotnych. Jego najważniejszą zaletą jest rozkładanie ryzyka poważnej choroby na miliony ludzi. Tak długo jak ludzie godzą się na rozłożenie ryzyka i pokrywanie ze swoich składek bardzo drogich operacji i procedur medycznych innych ludzi w zamian za zapewnienie, że oni też będą mieli do nich dostęp gdy ciężko zachorują, publiczny system ubezpieczeń zdrowotnych jest sprawiedliwy i racjonalny. Większość ludzi odznacza się silną awersją do ryzyka – publiczny system ubezpieczeń zdrowotnych odpowiada na tę skłonność do ograniczania ryzyka.

Cała zresztą sytuacja jest kuriozalna. Nie znam zbyt wielu ludzi, którzy argumentują za prywatnym system straży pożarnej, policji i armii. Dlaczego nie wprowadzić prywatnego systemu zwalczania przestępczości? Policja interweniuje tylko w obronie ubezpieczonych ludzi i przygląda się jak gang gwałci nieubezpieczoną kobietę. Albo straż pożarna interweniuje tylko w przypadku pożarów ubezpieczonych nieruchomości. Jeśli ilość zużytej wody przekracza wartość zapisaną w umowie straż pożarna kończy interwencję. Dokładnie tak działa system prywatnych ubezpieczeń medycznych. Jakimś sposobem miliony uważają, że ten system działa dobrze. Nie rozumiem tego.

W gruncie rzeczy każda osoba, która domaga się systemu prywatnych ubezpieczeń medycznych, a jest zwolennikiem utrzymania państwowej armii jest ideologicznym hipokrytą. Jeśli sprywatyzować można życie i zdrowie obywateli, to tym bardziej można sprywatyzować istnienie lub upadek państwa. Jeśli ktoś uważa, że istnienie państwowej armii, na którą składają się wszyscy obywatele jest ważniejsze od istnienia państwowego systemu ubezpieczeń zdrowotnych, to bliżej mu do totalitaryzmu niż ideologii wolności indywidualnych. Cóż, są ludzie, którzy bardziej cenią życie i zdrowie obywateli niż trwałość struktur państwowych. To kwestia uznania tego czy kluczowym celem państwa jest zapewnienie ochrony obywatelom, czy przetrwanie w swoich strukturach. Odpowiedź należy do czytelników.

Oczywiście, w publicznym systemie ubezpieczeń medycznych jest mnóstwo miejsca na rynkowe mechanizmy. Takie mechanizmy są zresztą wprowadzane w krajach Europy Zachodniej. Publiczny system opieki zdrowotnej nie wyklucza też istnienia prywatnych firm ubezpieczeniowych i prywatnych placówek służby zdrowia. Trudno sobie w Polsce wyobrazić, że taki system może działać efektywnie, ale z racjonalnego punktu widzenia urzędnicy mogą być równie efektywni co kadra managerska. Co więcej, świadomość praktyk stosowanych w ubezpieczeniach samochodowych w Polsce, w umowach kredytowych, w umowach o zakup mieszkania, etc. prowadzi do wniosku, że każdy kto domaga się by postkomunistyczny kapitalizm kolesiów rozszerzył się na system ubezpieczeń medycznych jest potencjalnym samobójcą.