Uwaga: tekst oznaczony tagami: ‘media’, ‚Ziemkiewicz,’ ‘polityka’, ‘polskie bagienko’, ‘wolny rynek’. Proszę, nie czytajcie jeśli nie jesteście zainteresowani.

Niesamowita historia. Pan Ziemkiewicz, rolnik z zamiłowania, ilustracja konserwatywnej kindersztuby i wielki miłośnik wolnego rynku, napisał wstrząsający, porażający tekst na swoim blogu, który zaczyna się tak: Wiadomość o zwolnieniu Janiny Jankowskiej z uznawanej za prestiżową prywatnej szkoły dziennikarskiej dla części środowiska – tej, śmiem twierdzić, która nie uległa jeszcze całkowitej degrengoladzie w propagandowej służbie jedynie słusznej władzy – stanowi wstrząs.

Wstrząs to dobre słowo na opisanie uczucia, które powinien przeżyć każdy człowiek, który zda sobie sprawę, że Ziemkiewicz oskarżył sporo niewinnych ludzi i zasugerował, że współczesna Polska przypomina tę z czasów Bieruta tylko dlatego, że jest pozbawionym elementarnej dziennikarskiej przyzwoitości leniem, któremu nie chciało się zweryfikować kluczowej dla wymowy jego tekstu informacji. Pani Janina Jankowska nie została zwolniona. Doprawdy, dziwię się ludziom, którzy wierzą w cokolwiek co wyszło spod ręki Ziemkiewicza.

Nie to jest jednak najważniejsze w pompatycznym wpisie Ziemkiewicza lecz wyłożenie przez niego prawdziwego stosunku pro-pisowskiej prawicy do wolnego rynku i wolności w ogóle. Otóż, szkoła, w której pracowała Pani Jankowska jest szkołą prywatną. Utrzymuje się z opłat, które za naukę wnoszą studenci. Uzbrojeni w tę informację spójrzmy na błyskotliwą puentę wpisu Ziemkiewicza: Najciekawsze może, że Jankowskiej wyjaśniono, iż jej zwolnienia żądali… studenci. Bo nie chcą “pisowców”. Za Bieruta (kto pamięta?) to też wcale nie władza szykanowała przedwojennych profesorów; spełniała tylko żądania młodzieży, która dość miała reakcyjnych i klasowo obcych wykładowców.

Ach! Ręce same składają się do oklasków. Największy  zwolennik wolnego rynku wśród pro-pisowskich dziennikarzy ma pretensje do prywatnego przedsiębiorcy, że ten chce wyjść naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów! Z czym kojarzy się Ziemkiewiczowi to działanie, będące przecież kwintesencją mechanizmu rynkowego? Z Bierutem. To skojarzenie to dobry pretekst do sporządzenia diagnozy stanu umysłowego Ziemkiewicza, któremu, moim skromnym zdaniem, wszystko co nie jest po jego myśli, kojarzy się z Bierutem, Stalinem czy innym Hitlerem.

Jeśli studenci prywatnej uczelni uznali Panią Jankowską za pro-pisowską tubę propagandową to prywatny przedsiębiorca, w warunkach gigantycznej konkurencji na rynku prywatnych usług edukacyjnych, może chyba podjąć kroki w celu poprawienia samopoczucia swoich klientów, studentów. Jeśli, oznaczałoby to zwolnienie Jankowskiej to byłaby to kolejna ilustracja niewidzialnej ręki rynku eliminującej z obiegu wybrakowane produkty, usługi i nieelastycznych przedsiębiorców. A gdyby, jak sugeruje to Ziemkiewicz, opinia studentów była jedynie kłamliwym pretekstem do zwolnienia świetnego pracownika jakim jest Pani Jankowska, to studenci zniesmaczeni takim zachowaniem zagłosowaliby swoimi pieniędzmi i przenieśli się do szkoły, która lepiej odpowiada ich wymaganiom (zapewne do pewnej profesjonalnej i rzetelnej uczelni w Toruniu!). Prywatny przedsiębiorca, który wbrew oczekiwaniom rynku zwolniłby Panią Jankowską poniósłby stratę a może nawet zostałby wyeliminowany z rynku. Na jego miejsce Pan Ziemkiewicz mógłby otworzyć swoja własną szkołę, w której wykładałby tajniki dziennikarskiego ‘researchu’, w końcu jest prawdziwą ikoną tej dziedziny dziennikarskiego rzemiosła.

Ziemkiewicz, po ledwie zauważalnym przyznaniu, że prywatna szkoła mimo wszystko ma prawo realizować własną politykę kadrową, pisze dalej: Ale porządki pójdą dalej, znamy już ten mechanizm, popatrzmy na tzw. prywatne media. Uprawiając bezczelną partyjną propagandę, bo jako prywatne mają prawo do wyrazistych, jednoznacznych poglądów, zarazem jako “niezależne” rozliczają z bezstronności i ustawiają media publiczne, przyrównując je, jako do wzorca, do siebie. To jest podstawowy błąd ekonomicznego myślenia pro-pisowskiej prawicy. Ziemkiewicz jest intelektualnie niezdolny do zrozumienia, że prywatne i publiczne media mają różne, wynikające właśnie ze struktury właścicielskiej cele.

W przypadku prywatnych mediów celem, parafrazuję Friedmana, jest maksymalizacja zysku akcjonariuszy. Jeśli środkiem do tego celu jest rzetelne, zrównoważone dziennikarstwo to prywatne media zapewne posługują się tą metodą. Jeśli natomiast, dobrze zarabiający, młodzi i średnio młodzi mieszkańcy wielkich miast, którzy ze względu na swoją rynkową siłę są właśnie ‘targetem’ prywatnych mediów, oczekują anty-pisowskiego skrzywienia (wystarczy spojrzeć na wyniki wyborów by się przekonać czy oczekują czy nie) swoich ulubionych gazet i stacji telewizyjnych, to prywatne media realizując ideały wolnego rynku powinny wyjść naprzeciw oczekiwaniom rynku i zaaferować klientom to, czego klienci oczekują. W innym przypadku spotkałyby się przecież z ostrą reakcją akcjonariuszy zaniepokojonych tym, że tracą okazję do zwiększenia zysków albo konkurencją tych stacji, które gotowe są wyjść naprzeciw oczekiwaniom klientów Elementarne.

Pro-pisowska prawica wychodzi natomiast z założenia, że skoro prywatne media są skrzywione w jedną stronę to publiczne media powinny być skrzywione w drugą stronę (parafrazuję teraz wypowiedź jakiegoś ważnego pro-pisowskiego dziennikarza z mediów publicznych, która kilka tygodni temu strąciła mnie z fotela swoją żelazną logiką) czym pokazuje po prostu, że nie odróżnia prywatnego kapitału od publicznych środków. W historii mieliśmy do czynienia z taką ideologiczną formacją ale nie była ona uznawana za prawicową. Otóż, ja nie widzę powodów do istnienie mediów publicznych ale jeśli już istnieją to powinny realizować jasno określoną misję, której integralną częścią powinna być polityczna neutralność – co wydaje się logiczne jeśli weźmiemy pod uwagę, że finansowane są z podatków ludzi o różnych poglądach politycznych.

W gruncie rzeczy  odmienny pogląd na media publiczne jest na wskroś socjalistyczny. Pro-pisowska prawica nie domaga się w gruncie rzeczy niczego innego niż redystrybuowania przez państwo pewnych zasobów. Zakładając, że prywatne media rzeczywiście są skrzywione anty-pisowsko, możemy napisać, że wskutek koncentracji kapitału w rękach ludzi o anty-pisowskich poglądach (mam tutaj na myśli klientów, publiczność, która decyduje o skrzywieniu mediów, nie ich właścicieli) występuje na rynku nierównowaga anty-pisowskich i anty-peowskich informacji. Tych pierwszych jest więcej. Pro-pisowska prawica domaga się więc by państwo wykorzystało wpływy z podatków do subsydiowania anty-peowskich informacji. W tym celu, wykorzystując publiczne środki, państwo przywróci równowagę na rynku informacji.

Ja nie jestem ideologicznym wrogiem redystrybuowania przez państwo pewnych zasobów. Po prostu uważam, że subsydiowanie opieki medycznej dla potrzebujących jest ważniejszym zadaniem dla państwa niż subsydiowanie anty-peowskich informacji dla potrzebujących. W tym ostatnim przypadku mam pewien problem. Nie jestem pewien czy potrzebującymi są klienci, publiczność czy setki genialnych, uczciwych, rzetelnych pro-pisowskich dziennikarzy, na których wolny rynek się nie poznał nad czym kiedyś tak uroczo rozpaczał Ziemkiewicz: Dziennikarz, który w niedzielne przedpołudnie kilkakrotnie zwiększa oglądalność anteny niemogącej się równać z pierwszą czwórką, regularnie gromadząc około 9 proc. całej widowni telewizyjnej dla niszowego z natury programu z gatunku „meet the press”, w kraju normalnym przebierałby w propozycjach stacji komercyjnych.

W końcu, polska publiczność miała już okazję kilka razy pokochać pro-pisowskie czy pro-prawicowe media. Jest Rzeczpospolita, która ciągle ma mniejszy nakład niż znienawidzona Gazeta Wyborcza, były dziesiątki (a może setki) milionów złotych quasi-publicznych pieniędzy utopionych w Telewizję Familijną, były badania rynku przez globalnego króla mediów o prawicowym skrzywieniu, była nawet jego inwestycja na polskim rynku telewizyjnym. Nic z tego nie wyszło. Być może po prostu nie ma popytu na pro-pisowskie media, albo ten rodzaj popytu nie jest atrakcyjny marketingowo.

W tym miejscu, kończąc ten przydługawy tekst, dochodzimy do sedna sprawy, którym jest stosunek pro-pisowskiej prawicy do wolnego rynku i prywatnej własności. Ten stosunek jest ambiwalentny by użyć eufemizmu. Tak długo jak wolny rynek dyskryminuje kobiety, palaczy, Afroamerykanów w USA czy działania pro-ekologiczne działa mechanizm rynkowy. Gdy tenże mechanizm rynkowy zaczyna dyskryminować geniuszy prawicowego dziennikarstwa zaczyna przypominać Bieruta. Ot, dyskutuj z takim.

Nie mam wątpliwości, że gdyby zrządzeniem losu prywatne media miały anty-peowskie skrzywienie to pro-peowscy dziennikarze zachowywaliby się identycznie jak Ziemkiewicz i reszta pro-pisowskich dziennikarzy. To widać, choćby po stosunku, prywatnych mediów, do działań prywatnego, bądź co bądź, przedsiębiorcy w branży medialnej, Pana Tadeusza Rydzyka. Tak więc, tekst ten może się wydawać anty-pisowski w swojej wymowie tylko przez dobór przykładu. W rzeczywistości, to tekst pro-wolnorynkowy.