W NewScientist ukazał się świetny tekst o tym w jaki sposób śmieciowe jedzenie uzależnia. Warty polecenia jest ten fragment: W jeszcze nieopublikowanych badaniach Eric Stice wykazuje, że po nakarmieniu koktajlem mlecznym szczupli dorośli z otyłymi rodzicami wykazują większy przyrost stężenia dopaminy, a więc satysfakcji, niż szczupli dorośli ze szczupłymi rodzicami. Stice uważa, że tutaj właśnie leży sedno problemu. Rodzą się ludzie, dla których jedzenie jest po prostu bardziej przyjemne (dosłownie: orgasmic). Co więcej, wraz z przejadaniem się ten efekt słabnie i jedzenie sprawia coraz mniejszą przyjemność co skłania ludzi… do zwiększenia dawek – zupełnie jak z alkoholem.

To naturalnie tylko jedne z wielu badań ale jeśli powstanie jakiś konsensus naukowy wokół tego jak dużą odpowiedzialność za otyłość ponoszą czynniki genetyczne – to pytanie czy można pozwalać karać ludzi za złe geny stanie się aktualne w kontekście chociażby potencjalnych wyższych składek na ubezpieczenie zdrowotne dla otyłych ludzi. A przynajmniej w USA, wydatki medyczne na osoby otyłe są przeciętnie o 38% wyższe niż wydatki medyczne na osoby o normalnej wadze (dane z 2007 roku – wkrótce o tym napiszę). W tym miejscu skłonny jestem zapytać: czy istnieją genetyczne czynniki wpływające na skłonność do uzależnienia się od palenia?

Z tego samego tekstu: Hank Cardello, który pracował jako manager dla Coca Cola i General Mills twierdzi, że korporacje nie tworzą produktów żywnościowych w taki sposób by były uzależniające ale przyznaje, że wiele produktów jest tworzonych z myślą o ‘wysokiej wartości hedonistycznej’ – z taką kombinacją zawartości cukru, soli i tłuszczu, która zgodnie z posiadaną przez korporacje wiedzą, skłania konsumentów do jedzenia większych ilości. Nie dostrzegam tutaj różnicy, którą podkreśla Cardello

To jest o tyle interesująca kwestia, że powiększa się ilość literatury naukowej, która wskazuje, że śmieciowe jedzenie jest uzależniające dokładnie w taki sam sposób w jaki uzależniająca jest nikotyna, alkohol i ciężkie narkotyki. Laboratoryjne szczurki uzależnione przez naukowców od śmieciowego jedzenia były w stanie znieść podrażnianie prądem elektrycznym by otrzymać porcję jedzenia. Zupełnie jak szczurki uzależnione od kokainy.

Istnieję dowody na to, że Big Tobacco tworzyła papierosy z myślą o zwiększeniu efektu uzależniającego. Nie trudno uwierzyć, że sektor śmieciowego jedzenia zachowuje się podobnie. Stąd jest już naprawdę niedaleka droga do regulacji w sektorze śmieciowej żywności, przypominających te antynikotynowe. Podwójny cheeseburger opakowany w zdjęcie tkanki tłuszczowej obrastającej serce? Myślę, że to nie kwestia ‘czy’ lecz ‘kiedy’… Pierwszą jaskółką są próby wprowadzenia ‚soda tax‚, czyli podatku od słodzonych napojów.