W jakim państwie wolelibyście żyć: w państwie, w którym pozycja społeczna rodziców determinuje pozycję społeczną ich dzieci czy w państwie, w którym związek pomiędzy pozycją społeczną rodziców a osiągnięciami ich dzieci jest luźny, niewielki? Które z tych państw bliżej jest ideału? Ujmijmy rzecz inaczej: chcielibyście żyć w społeczeństwie, w którym dziecko urodzone w rodzinie z najbiedniejszego decyla zamożności miałoby zbliżone szanse na osiągnięcie sukcesu do dziecka urodzonego w rodzinie z najbogatszego decyla zamożności przy założeniu, że inteligencja, pracowitość i ‘szczęście’ tych dzieci są na zbliżonych poziomach?

Zastanawiam się jak wielu zwolenników liberalizmu jest także zwolennikami wizji społeczeństwa równych szans. Nie równych ludzi ponieważ ludzie są różni, mądrzejsi, głupsi, ładniejsi, brzydcy, pracowitsi i bardziej leniwi.

Co myślicie o takiej teorii: nie ma znaczenia jak wielkie są nierówności dochodowe w społeczeństwie, liczy się mobilność społeczna – lepiej żyć w nierównym dochodowo społeczeństwie i mieć szanse na społeczny awans niż egzystować w równym społeczeństwie, w którym droga do społeczna awansu jest trudna? A co byście powiedzieli na taką hipotezę: społeczeństwa w państwach z rozbudowanymi systemami socjalnymi stają się leniwe i społeczna mobilność jest w nich niewielka, w przeciwieństwie do liberalnych społeczeństw, w których duch prawdziwego kapitalizmu i rywalizacja zwiększa wertykalną mobilność społeczną?

Czy hipotezy te nie brzmią znajomo i logicznie? Jeśli są prawdziwe to powinniśmy odkryć niewielką wertykalną mobilność społeczną w państwach nordyckich (socjał rozleniwia) i państwo równych szans w USA, prawda? To przecież w USA, najwyższy odsetek ankietowanych odpowiedział, że ludzie otrzymują od życia to co wynika z ich pracowitości i umiejętności –aż 69% Amerykanów zgadza się z tą opinią.

To spójrzmy jak wygląda międzypokoleniowa społeczna mobilność, która zmierzona będzie siłą z jaką zarobki synów odzwierciedlają zarobkami ojców w wybranych państwach OECD:

Za OECD

Za OECD

Skandynawowie! Kto by się spodziewał, że z tym swoim rozbudowanym socjałem stworzą jedne z najbardziej wertykalnie mobilnych społeczeństw na Ziemi, w których klasa społeczno-ekonomiczna rodziców ma minimalny wpływ na dochody dzieci. W ten sposób rozumiemy przecież mobilność społeczną – łatwość z jaką człowiek może się oderwać (w górę lub w dół) od poziomu, na którym znajdowali się jego rodzice.

Naturalnie, ‘przekazywanie wysokości zarobków’ z pokolenia na pokolenie odbywa się głównie poprzez przekazywanie osiągnięć edukacyjnych. Warto więc spojrzeć jeszcze na inną miarę społecznej mobilności, która mierzy w jakim stopniu wyniki edukacyjne dzieci odzwierciedlają wyniki edukacyjne rodziców:

Za OECD

Za OECD

Znów Skandynawowie! Cieszy bardzo wysoka pozycja Polski, którą, szczerze mówiąc, niespecjalnie potrafię wyjaśnić. Zwłaszcza jeśli poważnie miałbym traktować teorie o tym, że bezpłatne studia państwowe wybiera młodzież z bogatszych, wielkomiejskich rodzin a płatne studia prywatne mniej zamożna młodzież z mniejszych miast i wsi. Być może więc ta sytuacja znajduje odzwierciedlenie w zestawieniu zarobków rodziców i dzieci.

Oczywiście, pozycja społeczna rodziców może mieć wpływ na pozycję społeczną dzieci. Kanałem mogą być czynniki genetyczne i kulturowe. Nie determinują one jednak życia dzieci, są jednym z wielu zjawisk, które mają wpływ na osiągnięcia. Można odwołać się do przykładu państw nordyckich by pokazać, jak duży jest wpływ tych wewnętrznych cech po ‘wyczyszczeniu’ innych czynników.

Wydaje się sensowne stwierdzenie, że tym co sprzyja mobilności społecznej jest bezpłatny system edukacji na niezróżnicowanym wysokim poziomie, także, edukacji trzeciego stopnia. W przypadku zróżnicowanego poziomu lub niskiego poziomu edukacji zasoby finansowe rodziców z wyższą pozycją społeczną zapewnią przewagę ich dzieciom (patrz: korepetycje w polskim systemie edukacji).

Zastanawiam się więc jaki jest stosunek liberałów, licznie czytających przecież tego bloga, do idei społeczeństwa równych szans. W końcu, społeczeństwo równych szans opiera się nie tylko na ideach etycznych ale także ekonomicznych. W społeczeństwie nierównych szans dochodzi do gigantycznego marnotrawstwa zasobów… ludzkich. Wyobraźmy sobie dwoje dzieci. Jedno z biednej rodziny z inteligencją, pracowitością i szczęściem na poziomie 10 i drugie z bogatej rodziny z tymi samymi cechami na poziomie 3. Jeśli międzypokoleniowa mobilność społeczna jest niewielka i pierwsze dziecko skończy edukację ‘na zawodówce’ to zmarnowany zostanie gigantyczny potencjał, które posiadało. Jego miejsce, w zarządzie banku, zająć może drugie dziecko, które dostanie się tam tylko dzięki zasobom swoich rodziców. Przykład z życia? Zastanówcie się, jak daleko zaszedłby Bush junior gdyby urodził się w rodzinie Obamy.