Miałem okazję spędzić kilka dni w Rzymie i wizyta w tym mieście skłoniła mnie do zastanowienia się nad efektami oceny historycznych projektów inwestycyjnych przy użyciu współczesnych narzędzi ekonomicznych. Impulsem było uświadomienie sobie liczby kościołów w Rzymie. Spacerując ulicami, na których co 50 czy 100 metrów znajdował się okazały budynek sakralny zastanawiałem się czy Państwo Kościelne rzeczywiście dokonało optymalnej alokacji zasobów inwestując tak pokaźne środki w budownictwo sakralne. Zastanawiałem się jak wyglądałby świat gdyby włodarze Rzymu zainwestowali finansowe nadwyżki w jakiś gorący sektor średniowiecznej czy renesansowej gospodarki, choćby w ekspedycje eksploracyjno-handlowe.

Naturalnie, poszukałem później informacji w Sieci ale większość z nich dotyczy ekonomii gotyckich katedr. Co więcej, okazuje się, że trudno jest nawet określić koszt ich budowy. Najbardziej rozbudowana analiza dotyczy katedry w Chartres, która, zgodnie z jednymi wyliczeniami kosztować miała około 50 mln USD z 1972 roku. To dałoby jakieś 250 mln współczesnych dolarów. Całkiem sporo jak na, co najwyżej, kilkadziesiąt tysięcy (???) ludzi, którzy zamieszkiwali ten region. w XI i XII wieku. Naturalnie, średniowieczne katedry budowano często kilkadziesiąt, czasem ponad sto lat więc wydatki rozkładały się w czasie. Przy okazji, budowa bazyliki Św. Piotra kosztować miała 48 mln USD (nie wiadomo jednak, z którego roku – więc dane nie są użyteczne)

Dwie rzeczy należałoby wziąć pod uwagę. Z jednej strony, katedry i budynki sakralne spełniały istotne funkcję ekonomiczne. Po pierwsze podnosiły morale ludności, zapewne zwiększając w pewien sposób produktywność. Po drugie, były magnesem przyciągającym pielgrzymów – turystyka religijna była bardzo popularna w Europie w średniowieczu i renesansie.

Z drugiej strony, oceniając trafność inwestycji w budowę katedr należałoby uwzględnić wartość pieniądza w czasie. Tu pojawia się problem ponieważ wspomniane 250 mln USD po 800 latach byłoby gigantyczną kwotę nawet przy użyciu minimalnego zwrotu z inwestycji. Kolejny problem to uświadomienie sobie, że w okresie owych 800 lat nie istniała inwestycja wolna od ryzyka (potrzebna do dyskontowania przepływów pieniężnych) a wyliczenie stóp inwestycji w działalność gospodarczą (rolnictwo, handel, etc) jest praktycznie niemożliwe. Wspomniałem kiedyś na blogu ile problemów sprawia ocena zasadności zakupu Alaski przez USA, wydarzenie z XIX wieku.

Wreszcie czym innym jest ocena ekonomicznego zwrotu z wielkich katedr (Bazyli Św. Piotra czy wielkich Duomo, choćby florenckiego) a czym innym ocena mniejszych kościołów. W końcu krańcowa użyteczność trzysetnego czy czterysetnego kościoła w Rzymie zapewne jest bardzo niska. Badania wskazują, że w wielu regionach średniowiecznej Europy jeden budynek sakralny przypadał na 200 osób. Te dane dla renesansowego Rzymu mogłyby być jeszcze mniejsze. Podaje za tym, interesującym, opracowaniem na temat ekonomii gotyckich katedr.

Czas więc przejść do innych projektów. Gdy myślałem o najgorszej inwestycji w historii do głowy od razu przyszła mi Linia Maginota. Niestety, dane o kosztach tej bezużytecznej (tu jest hindsight bias) konstrukcji są mało precyzyjne: 5 bln franków francuskich lub 100 mln USD – bez informacji, z którego roku są to kwoty, nie znaczy praktycznie nic. Co z Murem Chińskim?

W kategorii najlepsze inwestycji w historii chyba postawiłbym na Projekt Manhattan. Zyski z monopolu na broń atomową były dla USA gigantyczne a Projekt Manhattan zapoczątkował na dobrą sprawę cały przemysł atomowy. Okazuje się też, że zyskowny był Projekt Apollo. W tym wypadku dysponujemy twardymi danymi – analiza z 1971 wyliczyła zwrot z inwestycji (ROI) projektu na 33% rocznie. Imponujące, nie tylko na jak na projekt rządowy. Oczywiście, jeśli zaliczyć wszystkie wpływy Europejczyków z kolonizacji Nowego Świata jako zyski z wyprawy Kolumba to pewnie byłaby to najlepsza inwestycja w historii.

W tym miejscu należy wreszcie wspomnieć o kosztach alternatywnych. Z perspektywy czasu wiemy, że największe stopy z inwestycji notowały projekty poprawiające warunki zdrowotne – na przykład zapewniające czystą wodę lub tworzące systemy sanitarne. Równie wysokie stopy zwrotu mogły mieć projekty edukacyjne – wprowadzenie powszechnej, bezpłatnej edukacji w XIX wieku. Zyski z tych projektów to koszty alternatywne wielkich projektów militarnych, sakralnych czy rezydencjalnych.

To są oczywiście moje luźne przemyślenia na ten temat – będę wdzięczne za wszelkie odnośniki do stosownych badań naukowych, opracowań oraz za Wasze propozycje najlepszych i najgorszych projektów inwestycyjnych w historii.