Tworzenie własnego bloga pozwala na skonfrontowanie własnych, subiektywnych opinii z poglądami większej liczby osób i taki jest właśnie cel tego tekstu. Otóż, chciałbym zwrócić uwagę czytelników na wyjątkowo irytujące mnie sformułowanie używane przez władze giełdowych spółek gdy opowiadają o planach kierowanych przez siebie przedsiębiorstw: ‘nie wyklucza’.

Władze spółek ‘nie wykluczają’ dokonania akwizycji, wypłacenia dywidendy, przekroczenia prognoz, podniesienia prognoz, emisji akcji, wejścia na nowe rynki, sprzedaży aktywów. Wszystko jest możliwe. Proszę zobaczyć:

nie wyklucza

Za Bossa.pl

Mnie zastanawia jaka jest wartość informacyjna owego ‘nie wyklucza’. Dlatego zatytułowałem ten tekst tak a nie inaczej. Czy mogę wykluczyć przejęcie Microsoftu? Jeśli Bill Gates zadzwoni do mnie i zaproponuje mi sprzedaż swoich udziałów za symbolicznego dolara to zapewne się zgodzę. Nie mogę więc wykluczyć przyjęcia Microsoftu. Oczywiście, prawdopodobieństwo takiego zdarzenia zmierza do zera ale pierwszego stycznia 2011 roku nikt nie będzie mógł zarzucić mi manipulacji bo przecież nie obiecałem, że przejmę Microsoft. Nie wykluczyłem takiej możliwości.

Czy podobnie kalkulują władze giełdowych spółek? Nie wiem. Myślę jednak, że wyrażenie ‘nie wykluczam przekroczenia prognoz’ obarczone jest mniejszą odpowiedzialnością niż ‘istnieje duże prawdopodobieństwo, że spółka przekroczy prognozy’. Z drugiej strony, obydwa stwierdzenia nie niosą ze sobą żadnej odpowiedzialności prawnej. Dlaczego więc zarządy giełdowych spółek tak często ‘nie wykluczają’?

Czy są jakieś elementy procesu komunikacji spółek giełdowych z rynkiem, które Was irytują?