Ten tekst spodoba się kilku ludziom – nie będzie w nich danych statystycznych, badań empirycznych, będzie za to moja własna opinia. W gruncie rzeczy podobną tyradę moglibyście usłyszeć w kolejce do lekarza – co wyjaśnia dlaczego takich tekstów piszę niewiele.

Sprawa jest jednak poważna. Gazeta.pl doniosła o maklerze, który ukradł z kont klientów około miliona złotych. Okazało się, ze duży polski bank kompletnie nie nadzorował pracy tego maklera. Mało tego, nie nadzorował pracy całego segmentu usług obracania jednostkami funduszy inwestycyjnych ponieważ, cytuję, nie miał wglądu do specjalnego programu informatycznego, który obsługiwał te transakcje. Potencjalnym klientom Banku Gospodarki Żywnościowej polecam tę informację pod rozwagę.

Bank oczywiście oddał klientom pieniądze a sprawa trafiła do sądu. Makler oddał bankowi 120 000 złotych, do zwrotu zostało 860 000 złotych. Tak się złożyło, ze w czasie śledztwa makler zdołał rozwieść się z żoną i przepisać na nią cały majątek czemu, być może z dobrodusznym uśmiechem przyglądała się prokuratura. Cytuję prokurator: Zrobiliśmy wszystko, aby zabezpieczyć majątek podejrzanego, ale on był sprytniejszy.

A teraz najlepsze. Złodziej nie pójdzie siedzieć. Zawarł układ z prokuraturą. Poddał się dobrowolnie karze i otrzymał cztery lata więzienia w zawieszeniu na sześć lat. Znów cytuję panią prokurator: To rozwiązanie zaakceptował niezawisły sąd, co znaczy, że musiało być trafne. Cóż za argument!

Moje pytanie brzmi: jaki sygnał wysłał sąd i prokuratura do potencjalnych oszustów w białych kołnierzykach? Ja odniosłem wrażenie, że można w Polsce ordynarnie ukraść pierwszy milion, ukryć pieniądze przed wymiarem sprawiedliwości i nie trafić do więzienia.

Zastanawiam się więc czy naprawdę nie ma w Polsce wystarczającej liczby uczciwych polityków by znowelizować Kodeks Karny i wpisać do niego, że jeżeli oszust finansowy, złodziej, etc nie współpracuje w 100% z prokuraturą (nie robi w czasie śledztwa wszystkiego co prokuratura od niego żąda) w kwestii zadośćuczynienia wyrządzonych przez siebie szkód to sąd MA OBOWIĄZEK wymierzyć mu maksymalny możliwy wymiar kary. Czy nie brzmi to rozsądnie?

Jak prokurator może zawrzeć układ z przestępcą, o którym prokurator mówi, że w czasie śledztwa okazał się sprytniejszy od prokuratury i zdołał ukryć ukradzione pieniądze przed wymiarem sprawiedliwości? Sądziłem, że wszelkie mechanizmy łagodzące karę przysługują jedynie oskarżonym, którzy współpracują z wymiarem sprawiedliwości.

Ta historia dotyczy dwóch istotnych kwestii. Po pierwsze, przyzwolenia na łagodne traktowanie przestępców w białych kołnierzykach. Czy ktoś wyobraża sobie, że złodziej, który włamał się do banku, ukradł milion złotych a po złapaniu nie wskazał miejsca schowania łupu mógłby uniknąć więzienia? Po drugie, ignorowania faktu, że jest kategoria przestępców, którzy łamią prawo z kalkulacji. Wysokie kary mogą nie odstraszyć zwykłych złodziejaszków, morderców, przestępców seksualnych ponieważ z reguły nie kalkulują oni opłacalności przestępstwa. Złodzieje w białych kołnierzykach kalkulują.

Nie chcę żyć w państwie, w którym opłacane z moich podatków sądy i prokuratury dają oszustom do zrozumienia, że przywłaszczanie cudzych pieniędzy jest w Polsce ekonomicznie opłacalne NAWET GDY ZOSTANIE SIĘ ZŁAPANYM.