W jednym z poprzednich tekstów zwróciłem uwagę, że zdobywanie wyższego wykształcenia nie zawsze przynosi finansowe korzyści – wielu absolwentów nie znajduje pracy, w której może wykorzystać nabyte umiejętności. Czas i pieniądze poświęcone na zdobycie wyższego wykształcenia nie zwracają się w ekonomicznym sensie.

Pewien miłośnik prostych rozwiązań zaatakował mnie w pierwszym swoim komentarzu na moim blogu: No dobrze, tylko czy Pan jako człowiek promujący tutaj notorycznie poglądy lewicowe, a także jako doktorant państwowej uczelni zgodzi się, że jedynym sposobem na uniknięcie tej patologii jest płatna edukacja? Normalnie zignorowałbym tego typu trolling – ale tym razem postanowiłem wykorzystać okazję by pokazać dane, które od dawna mnie fascynowały.

Mamy w Polsce dwa typy uczelni: publiczne (1,27 mln studentów) i niepubliczne (0,66 mln studentów). Uczelnie publiczne w 74% opierają się na dotacjach z budżetu. Uczelnie niepubliczne w 94% opierają się na opłatach za zajęcia dydaktyczne. Studia oferowane na uczelniach niepublicznych są płatne – potencjalni studenci dysponują więc realną, ekonomiczną motywacją by wybrać studia zgodnie z rachunkiem ekonomicznym: skoro płacę za te studia to wybiorę takie, które poprawią moje szanse na rynku pracy.

Zobaczmy więc dwa wykresy. Pierwszy pokazuje udział studentów poszczególnych kierunków studiów w ogólnej liczbie studentów i obejmować będzie zarówno studentów uczelni publicznych jak i niepublicznych:

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Drugi wykres pokaże udział poszczególnych kierunków studiów oferowanych przez uczelnie niepubliczne w ogólnej liczbie kierunków studiów oferowanych przez uczelnie niepubliczne:

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Zdaję sobie sprawę, że nie są to dane w 100% porównywalne. Nie uwzględnia płatnych studiów zaocznych na publicznych uczelniach. Można także zaobserwować, że grupy na kierunkach humanistycznych i ekonomicznych na uczelniach prywatnych są dużo liczniejsze od grup na kierunkach technicznych. Myślę więc, że dane dotyczące liczby studentów na poszczególnych kierunkach uczelni niepublicznych jeszcze bardziej byłyby skrzywione na korzyść kierunków humanistycznych i ekonomicznych. Zróbmy małe porównanie:

Kierunki Uczelnie wszystkie (studenci) Uczelnie prywatne (kierunki)
Nauki społeczne, ekonomia, prawo 40% 47%
Pedagogika 14% 12%
Nauki humanistyczne i sztuka 10% 10%
Nauka 9% 9%
Technika, przemysł budownictwo 12% 5%

O, rety! Jak to się dzieje, że studenci, którzy wybierają płatną edukację (gdyby nie wybierali to prywatni przedsiębiorcy nie tworzyliby tych kierunków) częściej wybierają nauki społeczne, ekonomiczne i prawne niż studenci, którzy korzystają z darmowej, publicznej edukacji? Rzadziej natomiast decydują się na studia techniczne. Przecież oni płacą za edukację! Płatna edukacja ma przecież sprawić, że studenci nie będą wybierać mało perspektywicznych kierunków studiów wyższych.

Jak więc wytłumaczyć fakt, że młodzi ludzie gotowi są poświęcać swój czas i pieniądze na zdobywanie wykształcenia, które nie będzie przydatne w ich życiu zawodowym? Ja podkreśliłbym dwa zagadnienia. Po pierwsze mechanizm rynkowy determinuje zbliżoną do optymalnej alokację zasobów tylko w warunkach zbliżonych do konkurencyjnych. Jednym z warunków istnienia konkurencji na rynku jest brak drastycznej asymetrii informacji. Czy rynek usług edukacyjnych odznacza się symetrią informacji? Nie sądzę. Ja przynajmniej nie znam żadnych danych ani żadnego narzędzia badawczego, które umożliwiałoby młodym ludziom choćby oszacowanie wpływu ukończenia poszczególnych kierunków studiów na ich przyszłe zarobki i perspektywy zawodowe.

Drugim warunkiem działania mechanizmu rynkowego jest podejmowanie przez uczestników rynku racjonalnych decyzji (gdzie racjonalnych definiujemy jako optymalnych z punktu widzenia założonych celów). Mamy więc dwie możliwości: albo bardzo duża grupa młodych ludzi nie kontynuuje edukacji z powodów ekonomicznych (w celu poprawienia swojej pozycji na rynku pracy) lecz w celach hedonistycznych albo spora grupa młodych ludzi zachowuje się nieracjonalnie. Dlaczego? Być może ulega presji społecznej. Byś może błędnie odczytuje sygnały z rynku pracy. Powodów może być wiele.

Stworzyć można wreszcie trzecią teorię: path dependence. Wybór kierunku studiów determinowany jest przez decyzje podjęte w czasie edukacji podstawowej czy gimnazjalnej, nie łudźmy się, decyzje o ‚odpuszczeniu’ sobie matematyki bo jest ‚za trudna’.

W każdym razie, warto pochylić się nad fenomenem niepublicznej edukacji w Polsce i popularności mało perspektywicznych kierunków studiów w tym segmencie by uświadomić sobie, że mechanizm rynkowy, rynkowe bodźce (takim bodźcem jest czesne) nie zawsze działają. Nawet jeśli podobnie jak autor tego tekstu jest się zwolennikiem jak najszerszego stosowania mechanizmu rynkowego, także w sektorze edukacyjnym.