Badania opinii publicznej pokazały, że sytuacja gospodarcze skorelowana jest ze społecznymi nastrojami wobec wolnego handlu (ale także imigracji). W okresie prosperity wzrasta liczba zwolenników wolnego handlu, w okresie recesji rośnie liczba zwolenników protekcjonizmu.

To dosyć poważny problem polityczno-gospodarczy. Zarówno z teoretycznego jak i empirycznego punktu widzenia wolny handel jest korzystny dla wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony, wprowadzenie protekcjonizmu jest relatywnie łatwym sposobem na schlebianie nastrojom społecznym – o czym doskonale wiedzą politycy.

Warto więc zwrócić uwagę na sytuację w USA. Państwo to boryka się ze sporym deficytem handlowym. Pojawiła się w nim także krzykliwa siła polityczna sprzyjająca protekcjonizmowi gospodarczemu. Ruchem tym jest Tea Party.

Zwolennicy ruchu Tea Party nie lubią wolnego handlu. W badaniach opinii społecznej przygotowanych przez Pew Research Center okazało się, że 63% zwolenników ruchu Tea Party jest krytyczna wobec umów o wolnym handlu (takim jak NAFTA) czy polityki liberalizacji światowego handlu. Dla porównania, 54% republikanów, 45% niezależnych i 35% demokratów wyraża podobne zdanie. Zdumiewające?

Za Pew Research Center

Za Pew Research Center

Wspieranie idei wolnego handlu jest jednym z kluczowych elementów liberalnego paradygmatu gospodarczego – co ciekawe, to jeden z tych elementów, z którym zgadza się wielu ludzi niepodzielających liberalnego światopoglądu. Tymczasem ruch Tea Party zdaje się skłaniać ku protekcjonizmowi gospodarczemu. Jak można połączyć żądanie zmniejszenia roli rządu w gospodarce z postulatem wprowadzenia przez rząd protekcjonizmu gospodarczego?

Proszę zwrócić uwagę na wykresy bilansów handlowych kluczowych gospodarek. Z całą pewnością zwrot USA ku protekcjonizmowi gospodarczemu wywoła adekwatną reakcję amerykańskich partnerów handlowych. Ewentualne odwrócenie procesu liberalizacji światowego handlu może mieć natomiast niekorzystny wpływ na odrodzenie gospodarcze.

Za New York Times

Za New York Times