Co piąty Amerykanin zupełnie ignoruje stan swoich finansów osobistych wynika z sondażu przeprowadzonego przez Javelin Strategy & Research. To odsetek o 140% wyższy niż zanotowany rok temu – co jest tym bardziej dziwne, że zdrowy rozsądek, sugerowałby, że w okresie trudności gospodarczych ludzie baczniej analizują swoje domowe budżety.

Około 46% Amerykanów od czasu do czasu loguje się na swoje konta bankowe (spadek z 59% rok temu). Taki sam odsetek zarządza domowych budżetem za pomocą kartki i ołówka (spadek z 50%).

Zastanawiam się w jaki sposób interpretować te dane. Z jednej strony sam niespecjalnie przykładam się do zarządzania finansami osobistymi, przynajmniej stroną wydatkową, o stroną dochodową zajmuję się intensywnie. Wynika to z mojego przekonania, że o finansowym statusie decyduje przede wszystkim strona przychodowa i to na niej powinni się skupić ludzie dostrzegający w sobie potencjał do sprostania wymaganiom współczesnego rynku. Trudno mi sobie jednak wyobrazić życie bez regularnego logowania się na rachunek bankowy czy bez ogólnego wyobrażenie o średnim miesięcznym poziomie wydatków i odsetków w nim wydatków stałych.

W linkowanym artykule znajduje się jeszcze jeden interesujący fakt: 75% Amerykanów posiada kartę kredytową wystawioną przez inną instytucję niż tę, która obsługuje ich podstawowe konto. Posiadanie wielu kart i wiele rachunków bankowych zdecydowanie komplikuje zarządzanie budżetem. Także banki niespecjalnie kwapią się do pomocy klientom – trudno się temu dziwić – na różnego rodzaju karnych opłatach osiągają bardzo wysokie marże.

Konsumentom posiadającym skomplikowany budżet pozostają więc albo programy komputerowe dedykowane zarządzaniu finansami osobistymi albo strony internetowe oferujące takie narzędzia.