Niewielu czytelników bloga bezpośrednio zetknęło się antyjapońskimi nastrojami w USA pod koniec lat 80’ XX wieku. Ja kojarzę je głównie z amerykańskich filmów z tego okresu (na przykład ze Szklanej Pułapki). Umocnienie jena i astronomiczne ceny domów i mieszkań w Japonii sprawiły, że pod koniec lat 80’ Japończycy zdominowali globalny rynek nieruchomości. W tym czasie miały miejsca najbardziej spektakularne inwestycje jak warte 2 mld USD przejęcie Rockefeller Center przez japońską grupę finansową – dodajmy, inwestycja totalnie nieudania, z której The Mitsubishi Estate Company of Japan wycofała się po kilku latach.

Myślę, że zamożni Chińczycy zaczynają pełnić obecnie rolę Japończyków z lat 80’ XX wieku. W ekonomicznej popkulturze powoli wypierają arabskich szejków i rosyjskich oligarchów.

The Economist opublikował niedawno zestawienie, które pokazuje za jaki odsetek transakcji o wartości powyżej 1 mln USD Chińscy inwestorzy odpowiadają na kluczowych rynkach nieruchomości:

Za The Economist

Za The Economist

Poza rynkami w regionie Azji Wschodniej i Pacyfiku Chińczycy nie odgrywają jeszcze ważnej roli. Trudno się temu dziwić. Po pierwsze na rodzimym rynku nieruchomości ciągle trwa boom. Po drugie, juan jeszcze nie umocnił się do głównych walut i nie zwiększył siły nabywczej chińskich milionerów. Po trzecie, Chiny, mimo znaczącej liczby bardzo bogatych ludzi, ciągle są ‘państwem na dorobku’.

Jednak wielkość Chin sprawia, że widoczna obecność chińskich inwestorów na rynku nieruchomości (ale także sztuki) jest nieunikniona i zapewne będzie wzrastać. Pytanie brzmi: czy wywoła to falę gospodarczej sinofobii?