To interesujące, że obok siebie funkcjonują dwa przeciwstawne poglądy na temat relacji pomiędzy recesją a demokracją. Z jednej strony istnieje pogląd funkcjonujący w wiedzy potocznej, który zakłada, że trudne z ekonomicznego punktu widzenia czasy sprzyjają populistycznym politykom, którzy po dojściu do władzy często ignorują demokratyczne standardy. W najlepszym wypadku okresy recesji zmuszają demokratyczne rządy do wzmożonej interwencji w życie gospodarcze co musi ograniczać w pewien sposób demokratyczne i obywatelskie swobody. Wielka Depresja i tragiczne lata 30′ ubiegłego wieku są smutnym przykładem takich procesów.

Z drugiej strony w politologii i ekonomii funkcjonuje zupełnie przeciwna teoria, w myśl której okresy recesji i problemów gospodarczych generalnie sprzyjają demokratycznym przemianom. Najbardziej znanym przykładem takiego poglądu jest Pierwsze Prawo Petropolityki, które stworzył Tom Friedman, głoszące, że wraz z ceną ropy naftowej rośnie cena demokracji przez to staje się ona dobrem trudno dostępnym w krajach bogatych w ropę naftową. Naturalnie, wraz ze spadkiem cen ropy spada także cena demokracji i coraz więcej społeczeństw jest w stanie sobie na nią pozwolić.

Dlaczego tak się dzieje? By to zrozumieć wystarczy odwrócić motto Amerykańskiej Rewolucji. No representation, without taxation. Gdy przywódcy państw posiadających ropę naftową nie muszą ściągać podatków od swoich obywateli, nie czują się zobowiązani do reprezentowania ich, a więc do szukania demokratycznej legitymacji dla swojej władzy. Gdy Irańczyk, czy Rosjanin dostaje od państwa emeryturę, opiekę zdrowotną etc. nie obchodzi go problem niezależności mediów. Gdy Putin, aby z dnia na dzień podnieść ceny gazu o 100% nie potrzebuje dywizji pancernych. Gdy ropa kosztuje $145 za baryłkę Chavez może się bawić w kontynentalnego Fidela Castro.  Sytuacja zmienia się diametralnie gdy cena ropy spada poniżej 45 dolarów za baryłkę, a budżety autokratycznych państw eksportujących ropę zbalansowane są przy cenie na poziomie $70 czy $90.

Postanowiłem poruszyć ten problem ponieważ globalna gospodarka wchodzi w okres spowolnienia, najprawdopodobniej najsilniejszego od czasów Wielkiej Depresji. Stąd pytanie o to, czy będzie to okres demokratyzacji, czy zaniku demokracji wydaję się wyjątkowo na czasie. W lutym 2008 roku opublikowano niezwykle interesujące badania dotyczące związków pomiędzy okresami bogatymi w deszcz oraz okresami suszy w krajach Afryki Subsaharyjskiej i poziomem demokracji w tym regionie. Wyniki badań są zachęcające. Bruckner i Ciccone przeanalizowali okres 25 lat, od 1980 do 2004 roku. Po wybraniu pięcioletnich okresów o największych i najmniejszych opadach w poszczególnych krajach i zbadaniu ilości procesów demokratyzacji okazało się, że po pięcioletnich okresach suszy następowało dwa razy więcej transformacji w kierunku demokracji niż po pięcioletnich okresach obfitych opadów. Trzeba w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że badanych krajach okresy suszy wiązały się z drastycznym spadkiem dochodów i marazmem gospodarczym.

Po poddaniu wyżej wspomnianych danych analizie statystycznej (wielokrotnym regresjom) związek pomiędzy recesją a demokratyzacją jest nadal widoczny choć zdecydowanie mniej wyraźny. Autorzy doszli do wniosku, że spowodowane przez susze recesje, które powodowały spadek dochodów o 5% w stosunku do trendu zwiększały prawdopodobieństwo demokratyzacji o 7%.  Najprostszym wyjaśnieniem tego zjawisko jest stwierdzenie, że okresy gospodarczego spowolnienia zmniejszają koszty walki z autokratycznym reżimem. Być może więc najbliższe kilka lat będzie okresem ekspansji demokracji w krajach rozwijających się.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Wykop

Related posts:

  1. Fundamenty na rynku ropy naftowej
  2. Spadek wartości aktywów a deflacja i recesja
  3. Spokojnie! To tylko poważna, długotrwała recesja