Przeciętna amerykańska rodzina wydaje około 540 USD rocznie na losy 43 stanowych loterii. Dla porównania: wydatki na alkohol wynoszą przeciętnie około 444 USD a na produkty mleczne około 430 USD rocznie. Co ciekawe, nominalne wydatki na loterie stanowe są mniej więcej takie same we wszystkich grupach zamożności: najmniej zarabiających, osiągających średnie dochody oraz najbogatszych. Oczywiście oznacza to, że relatywnie do swoich dochodów to najbiedniejsi wydają najwięcej na loterie stanowe.

Warto o tym pamiętać ponieważ zgodnie z obliczeniami, przeciętnie stanowe loterie oferują negatywną oczekiwaną stopę zwrotu, w wysokości około 52 centów na zainwestowanego dolara. Powstaje więc pytanie: czy rozrywka związana z braniem udziału w loterii warta jest tych 48 centów na dolara?

Ludzie angażują się w działania o negatywnej oczekiwanej stopie zwrotu, takie jak loterie z dwóch kluczowych powodów:

  • udział w loterii zapewnia im rozrywkę
  • ulegają, opisywanemu przez ekonomistów behawioralnych, skrzywieniu do preferowania wysokich wygranych o niskim prawdopodobieństwie nad niskie wygrane o większym prawdopodobieństwie

Powyższe skrzywienie wzmacniane jest przez błąd poznawczy polegający na przypisywaniu zbyt dużego znaczenia zjawiskom o niskim prawdopodobieństwie zdarzenia oraz optymistycznemu skrzywieniu, to jest przeceniania szans na wystąpienia pozytywnych zdarzeń (i niedoważania szans na wystąpienie negatywnych zdarzeń). Widać to wyraźnie w wynikach sondażu przeprowadzonego w 2006 roku przez Consumer Federation of America i The Financial Planning Association, który pokazał, że 21% Amerykanów i 38% Amerykanów zarabiających rocznie poniżej 25 000 USD uznaje wygranie loterii za najbardziej praktyczną drogę do zakumulowania kilkuset tysięcy dolarów.

Jeśli połączymy powyższe informacje z wiadomościami, że 19% Amerykanów kompletnie ignoruje swoje finanse osobiste to nasunie się wniosek, że fundamentalna edukacja w zakresie zarządzania finansami indywidualnymi przydałaby się sporej części społeczeństwa. Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy angażujący się w działania (nie chcę używać w tym przypadku słowa inwestycje) o negatywnej oczekiwanej stopie zwrotu mają jakiś poważny problem. Sam okazjonalnie bawię się zakładami sportowymi, z reguły przy okazji wielkich imprez piłkarskich. W tym przypadku, diabeł tkwi najprawdopodobniej w motywacji do angażowania się w takie działania.