W październiku 2009 napisałem obszerny tekst o aukcjach groszowych, zainspirowany skandalicznie niekompetentnym artykułem w Pulsie Biznesu. Przypomnę tylko, że jest to rodzaj aukcji internetowych, na których wystawiane są przedmioty z niską ceną wywoławczą (na przykład laptop za 1 złoty). Złożenie oferty kosztuje określoną kwotę (na przykład 1 złoty). Każda oferta podbija cenę o minimalną kwotę (na przykład 5 groszy). Aukcja kończy się gdy przez określony czas (na przykład 30 sekund) nikt nie złoży oferty. Model biznesowy opiera się na tym, że wpływy ze sprzedaży praw do złożenia ofert znacząco przekraczają koszt wystawionego towaru nawet jeśli jest sprzedawany w super atrakcyjnej cenie.

We wspomnianym tekście napisałem tak: Oczywiście na początku istnienia serwisu jego właściciel dokłada do biznesu i sprzedaje produkty po ‘szokująco’ niskich cenach – w końcu nawet gospodarz gry w trzy kubki pozwala na początku wygrywać.

Na ten fragment zareagował jeden z czytelników, Llukiz, który w przypływie zdrowego rozsądku i realistycznego myślenia napisał: Halo! Ziemia do Trystero. Skąd pomysł że właściciel dokłada do biznesu? Na początku to właściciel ’sprzedaje’ produkty po niskich cenach krewnym i znajomym królika, czyli w praktyce sobie… a później zresztą też.

Życie pokazało jak dobrze Llukiz przeczytał polską branżę aukcji groszowych. Gazeta.pl doniosła (Ukłony: Finanse Domowe dla Opornych), że policja poszukuje osób poszkodowanych przez portal internetowy Fruli, na którym były prowadzone aukcje groszowe. Cytuję: Policja podejrzewa, że licytacje na tym portalu przebiegały niezgodnie z regulaminem. Ponadto, że w aukcjach brali udział nie tylko realni klienci – dochodziło też do „sztucznych podbić” generowanych przez fruli.pl. – Takie działanie zapobiegało wygrywaniu aukcji przez jej rzeczywistych użytkowników, a portal zarabiał na „podbiciach” wykupionych przez klientów – mówiła Bagrowska (rzeczniczka Policji – T.).

W tekście z 2009 ostrzegłem przed modelem biznesowym aukcji groszowych, który dla klientów tych portali tworzył grę o sumie ujemnej a dla przeciętnego użytkownika oferował negatywną oczekiwana stopę zwrotu. Oczywiście, ktoś mógł przypisać wartość hedonistyczną samemu udziałowi w tej grze – wtedy jego udział w aukcjach groszowych był jak najbardziej racjonalny. W tym przypadku, diabeł także tkwi w motywacji.

Zwróciłem jeszcze uwagę na fakt, że model biznesowy aukcji groszowych powinien zostać potraktowany jak loteria, hazard i adekwatnie zostać opodatkowany i regulowany. Proszę zwrócić uwagę, że w państwach rozwiniętych loterie są audytowane – niezależna firma albo instytucja sprawdza czy odbywają się zgodnie z regulaminem i oferują równe szanse wszystkim uczestnikom. Przykład Fruli.pl pokazał, że w przypadku sektora aukcji groszowych nie ma żadnej pewności, że aukcje nie są ustawiane. Ja nie słyszałem przynajmniej o niezależnym audytowaniu algorytmów/mechanizmów aukcyjnych – jeśli ktoś z czytelników ma na ten temat informacje to bardzo proszę się nimi podzielić.

Dlatego wszyscy uczestnicy aukcji groszowych powinni zadać sobie pytanie z tytułu tekstu. Nikt przecież nie chce bawić się w ustawioną grę.