Bez obawy, piszę o deficycie handlowym, w dodatku bilateralnym, pomiędzy USA a Chinami. Wall Street Journal zwrócił uwagę na interesujące badania, które przeprowadzili Yuqing Xing i Neal Detert, a które pokazują, że statystyki bilateralnych deficytów handlowych mogą być niewiele warte.

Problemem jest fakt, że takich statystykach nie stosuje się księgowania według wartości dodanej lecz według wartości wszystkich produktów eksportowych i importowanych z danego państwa. Tego problemu z oczywistych powodów nie ma ani w statystykach dotyczących PKB (z definicji PKB to wartość FINALNYCH produktów wytworzonych w danej gospodarce) ani w statystykach dotyczących deficytów handlowych poszczególnych państw – w tym przypadku błędy wzajemnie się znoszą. Problem wartości dodanej może jednak determinować niezwykle delikatne z polityczne punktu widzenia stosunki handlowe USA i Chin.

Analitycy zbadali ten problem na przykładzie jednego produktu: iPhona. Według oficjalnych danych, import iPhonów z Chin do USA dodał do amerykańskiego deficytu z Chinami około 1,9 mld USD. Tymczasem iPhone zaprojektowany został przez amerykańską firmę, która zajmuje się także marketingiem produktu a podzespołu do urządzenia powstały w wielu różnych państwach. Zgodnie z wynikami badań zaledwie 3,6% wartości iPhona powstaje w Chinach. Proszę zwrócić uwagę na poniższy rysunek:

Za WSJ

Za WSJ

Tak więc zdecydowana większość wartości iPhonów powstaje w Japonii, Niemczech i Korei Południowej. Mimo to cały eksport iPhonów z Chin do USA obciąża chińsko-amerykański deficyt handlowy. Co by się stało gdyby w analizie wymiany handlowej związanej z produkcją iPhonów uwzględnić wartość dodaną? Paradoksalnie, USA zanotowałyby nadwyżkę z Chinami:

Za WSJ

Za WSJ

Naturalnie, taka metodologia zwiększyłaby deficyt USA w handlu z Japonią, Koreą Południową i Niemcami. Wydaje się rozsądne, że państwa nastawione na składanie gotowych produktów są w dużym stopniu narażone na niereprezentowanie przez statystyki rzeczywistego stanu wymiany handlowej z głównymi rynkami eksportowymi. Pascal Lamy, dyrektor generalny WTO szacuje, że nieuwzględnianie wartości dodanej zawyża amerykański deficyt w handlu z Chinami o 100%. Nie zmienia to ogólnego bilansu handlowego Chin ani USA lecz jest olbrzymim problemem dla Chin z politycznego punktu widzenia – to na tym państwie skupia się populizm amerykańskich polityków szukających odpowiedzialnych za słabość amerykańskiego rynku pracy.

Otóż, uświadomienie sobie opisanego wyżej zjawiska pomaga też sensownie spojrzeć na amerykańskie działania na rzecz rewaluacji juana. Pisałem o tym niedawno: zdecydowana większość chińskiej nadwyżki handlowej generowana jest przez tak zwany obrót uszlachetniający (processing trade). Wiele chińskich produktów eksportowych w Chinach jest jedynie składanych w oparciu o podzespoły importowane z innych państw Azji Wschodniej, głównie z Korei Południowej i Tajwanu. Oznacza to, że ewentualne wzmocnienie juana a więc osłabienie konkurencyjności chińskiego eksportu nie leży w interesie państw Azji Wschodniej, które istotnie odczują spadek chińskiego eksportu, który przełoży się na spadek eksportu z tych państw do Chin. Oczywiście, oznacza to także, że nawet jeśli USA zmuszą Chiny do rewaluacji juana to co najwyżej skłonią wielkie korporacje do przeniesienia fabryk składających gotowe produkty z Chin do Wietnamu czy Indonezji – bez wpływu na statystykę amerykańskiego bilansu handlowego.