Przyznam szczerze, że zupełnie nie rozumiem dobiegającego z kilku środowisk lamentu nad ‘roztrzaskaniem’ przez rząd Tuska reformy emerytalnej. Nie chciałbym by były tu jakieś wątpliwości – sama idea reformy bardzo mnie niepokoi. Przede wszystkim dlatego, że rząd ‘majstruje’ przy ważnym systemie gospodarczym tylko i wyłącznie w celu uzyskania krótkotrwałych korzyści statystycznych, które, nie oszukujmy się, ułatwić mają rządowi prowadzenie polityki dalszego zadłużania państwa. Wszak ideą reformy jest odsunięcie w czasie dotarcia długu publicznego do progów ostrzegawczych co oznaczałoby istotne ograniczenia w kreowaniu deficytu budżetowego. Sam minister Boni opowiadając o działaniach rządu podkreśla przecież obniżenie wskaźnika dług do PKB o około 1 punkt procentowy rocznie.

‘Kowalskiego’ działania Tuska interesować mogą z dwóch powodów:

  • ich skutków dla wysokości emerytur
  • ich skutków dla przyszłości rynku akcyjnego w Polsce

Co ciekawe, obydwie te kwestię są w tej chwili jednym wielkim znakiem zapytania co jednak nie przeszkadza różnym ekspertom straszyć Polaków niższymi emeryturami i giełdową bessą. Ideą reformy jest przekazanie części składki, która trafiała do OFE (5 punktów procentowych z 7,3%) na indywidualne konta zarządzane przez ZUS. Trudno więc mówić, że rząd Tuska reformę roztrzaskuje skoro fundamentalna dla II filaru idea indywidualności oszczędzania została zachowana.

Czy wskutek działań Tuska emerytury Polaków będą niższe? Na to pytanie nikt nie potrafi obecnie odpowiedzieć (a każdy kto odpowiada zwyczajnie w świecie oszukuje swoich słuchaczy!) ponieważ nie jest znany mechanizm waloryzacji kwoty, która trafiać będzie do ZUS w ramach II filaru. Rząd wspominał o dwóch mechanizmach waloryzacji:

  • waloryzacja o nominalny wzrost PKB
  • waloryzacja o średnią stopę zwrotu OFE

Trudno mówić o niższych emeryturach ( w stosunku do scenariusza bazowego) w tym drugim przypadku. Nie znam historycznych zależności pomiędzy nominalną zmianą PKB a rentownością obligacji skarbowych i zmianą rynku akcyjnego – nie mogę więc ocenić jaki wpływ na wysokość emerytur miałoby stosowanie pierwszego mechanizmu. Mam nadzieję, że pojawią się wkrótce jakieś sensowne opracowania tego tematu.

Warto jeszcze wspomnieć, że nic nie wiadomo o kosztach administracyjnych ZUS – jest jednak możliwe, że będą one znacząco niższe od ‘złodziejskich’ prowizji pobieranych w tej chwili przez OFE. W przypadku waloryzowania o średnią stopę zwrotu OFE oznaczałoby to de facto wyższe emerytury.

Niewiele też można powiedzieć o skutkach działań rządu Tuska dla przyszłości rynku akcyjnego w Polsce ponieważ nie ma w tej chwili informacji o tym czy limit inwestycji w akcje dla OFE (40% aktywów) zostanie utrzymany. Jeśli tak się stanie to rzeczywiście ‘zniknie’ część popytu ze strony OFE. Pytanie brzmi: jak bardzo negatywnie odbije się to na warszawskim rynku akcyjnym? Odpowiedź na nie zależy od oceny efektywności rynku akcyjnego. Czy zgodnie z teorią zmniejszenie popytu ze strony OFE nie powinno spowodować obniżenia wycen a więc wzrost atrakcyjności rynku dla inwestorów zagranicznych, funduszy inwestycyjnych i inwestorów indywidualnych w więc zastąpienie popytu kreowanego przez OFE popytem innych graczy? W gruncie rzeczy, rozumowanie zakładające, że obniżenie składek kierowanych do OFE doprowadzi do załamania rynku akcyjnego w Polsce musi opierać się na założeniu, że OFE akceptują wyceny polskich akcji odstraszające innych inwestorów a więc, że polscy emeryci ‘przepłacają’ za akcje, których nikt inny nie chce kupić. Chyba nie taki przekaz chcą przekazać swoim klientom OFE?

O karkołomności argumentów krytycznych wobec działań rządu przekonuje poniższy cytat z wypowiedzi Pana Ryszarda Petru dla Pulsu Biznesu: Konta w ZUS można by nazwać drugim filarem, gdyby pieniądze tam odkładane były inwestowane na rynku, to znaczy, gdyby analitycy w ZUS wybierali najlepsze oferty inwestycyjne. Tymczasem ZUS po prostu „zainwestuje” te pieniądze w FUS, czyli w bieżące emerytury. Znam parę ciekawszych inwestycji.

Po pierwsze, dla przyszłych emerytów liczą się wyniki a nie medialna atrakcyjność inwestycji. Po drugie, OFE inwestują w obligacje skarbowe ( a więc między innymi w bieżące emerytury) od 50% do 60% swoich aktywów (53% w październiku 2010). Jakoś nikomu to nie przeszkadza i to mimo faktu, że za tę fascynującą strategię inwestycyjną OFE zabierają 3% do 4% składki i jakieś 0,5% wartości aktywów rocznie. To może skończymy wreszcie z tą emerytalną hipokryzją?