W październiku 2010 roku pisałem o skandalicznym wyroku świdnickiego sądu, który skazał na cztery lata więzienia w zawieszeniu na sześć lat maklera, który ukradł około 860 000 złotych z kont klientów a pieniądze zdołał ukryć przed prokuraturą. Napisałem wtedy, że wymiar sprawiedliwości reprezentowany przez świdnicki sąd wysłał wszystkim oszustom i złodziejom w Polsce czytelny sygnał: ukradnijcie milion, ukryjcie pieniądze przed prokuratorem a my zadbamy o to byście uniknęli kary więzienia.

Okazuje, że skandaliczną decyzję świdnickiego sądu podtrzymał Sąd Apelacyjny. Cytuję za Gazeta.pl: Kara czterech lat więzienia w zawieszeniu na sześć lat wcale nie jest łagodna – tłumaczy sędzia Jerzy Skorupka. Pełnomocnik osób, którymi pieniędzmi obracał makler jest innego zdania: Kary w zawieszeniu w ogóle nie odczuje, a spłacanie szkody w polskich warunkach oznacza, że wystarczy, aby co miesiąc przekazywał na konto banku jakąkolwiek kwotę, choćby 50 złotych, by sąd uznał jego dobrą wolę i nie odwieszał mu kary. Po okresie zawieszenia to już w ogóle będzie ciężko cokolwiek z niego ściągnąć.

Po prostu ręce opadają gdy dostrzega się poziom moralny i intelektualny polskiego wymiaru sprawiedliwości. Czy sędzia Jerzy Skorupka, który uważa, że nie skazanie złodzieja 860 000 tysięcy złotych, którego postępowanie uniemożliwiło wymiarowi sprawiedliwości odzyskanie skradzionych pieniędzy nie jest przejawem łagodności ze strony sądu miałby podobne zdanie gdyby nie chodziło o maklera w białym kołnierzyku lecz zwykłego złodzieja włamującego się do banku i kradnącego pieniądze z sejfu?

Gazeta.pl donosi: Do oddania zostało mu 860 tys. zł plus odsetki. Ale okazało się, że Dariusz O. nie ma nic. Bo w międzyczasie rozwiódł się z żoną i przepisał wszystko na nią. Mieszka w jej mieszkaniu, jeździ jej autem. Prokuratura nie ustalała, co stało się z wyprowadzonymi pieniędzmi. Uwierzyła mu na słowo, że przegrał je na giełdzie i wydał na życie. Przecież ten złodziej śmieje się teraz w twarz wszystkim uczciwym ludziom w Polsce. Bezczelnie, bez krzty wyrafinowania, ukradł około miliona złotych, prostacko przepisał te pieniądze na żonę i się z nią rozwiódł (zero wysiłku, sprytu, rajów podatkowych, etc) a teraz mieszka z nią, korzysta z owoców swojej przestępczej działalności a wymiar sprawiedliwości nie ma nawet zamiaru wtrącić go za kratki.

Myślę sobie nawet, że za kratki prędzej trafiłby bloger, który nazwałby sędziów wydających opisywane wyroki tępymi, zepsutymi palantami, którzy swoimi skandalicznymi wyrokami utwierdzają potencjalnych złodziei w białych kołnierzykach, że w Polsce opłaca się ukraść pierwszy milion, niż któryś z tych złodziei.

Zapytam więc jeszcze raz: co stoi na przeszkodzie by znowelizować Kodeks Karny i wpisać do niego, że jeżeli oszust finansowy, złodziej, etc nie współpracuje w 100% z prokuraturą (nie robi w czasie śledztwa wszystkiego co prokuratura od niego żąda) w kwestii zadośćuczynienia wyrządzonych przez siebie szkód to sąd MA OBOWIĄZEK wymierzyć mu maksymalny możliwy wymiar kary. To chyba jedyne realne rozwiązanie problemu cwaniaków przepisujących majątek na żonę a potem śmiejących się w twarz oszukanym przez siebie ludziom.

Część czytelników może zaskoczyć emocjonalny język tego wpisu. Rzecz w tym, że ta sprawa bezpośrednio dotyczy zwyczajnych, uczciwych ludzi. Takie wyroki zwiększają prawdopodobieństwo, że kiedyś staniemy się ofiarami ordynarnego oszustwa i w najlepszym wypadku zwiększają koszty związane z ubezpieczeniem się od takiego ryzyka.