Nie wiem na ile popularne jest wśród ludzi przekonanie, że zdolni (mądrzy, inteligentni) ludzie powinno sobie dobrze radzić na rynkach kapitałowych. Opinie takie wygłasza kilku czytelników bloga i dlatego chciałem zwrócić uwagę czytelników na interesujący wykres z najnowszego Quarterly Letter GMO, a więc J. Granthama.

Wykres przedstawia przebieg giełdowych inwestycji pewnego człowieka. Nazwałem go Mr. X:

Za GMO

Za GMO

Co byście o nim powiedzieli? Czy uważalibyście, że ma coś wartościowego do powiedzenia w kwestii polityki monetarnej? Czy opisalibyście go jako człowieka obdarzonego wyjątkowym intelektem?

Zadałem te pytania ponieważ Mr. X to Isaac Newton a wykres przedstawia jego inwestycje w okresie wielkiej bańki mórz południowych.

Za GMO

Za GMO

To oczywiście dowód anegdotyczny. Przykład niezwykle zdolnego człowieka, który na rynku kapitałowym zachował się jak przysłowiowy ‘leszcz’. Rzecz w tym, że odnoszenie sukcesów na rynku kapitałowym z reguły nie zależy od poziomu intelektualnego (choć potencjał intelektualny niewątpliwie ułatwia zadanie) lecz cech emocjonalno-psychologicznych, przede wszystkim tych definiujących stosunek do ryzyka inwestora ale także tych określających zdolność do trzymania się opracowanej strategii. Doskonale zdają sobie z tego zresztą sprawę ludzie, którzy na rynku kapitałowym odnoszą sukcesy.

Podobna sytuacja dotyczy zresztą prowadzenia prywatnego biznesu, budowania firmy. Zadziwiająco wielki odsetek ludzi myli przedsiębiorczość z niską awersją do ryzyka. Wielu zdolnych, pracowitych, kreatywnych osób nigdy nie założy własnego biznesu ponieważ w strategii życiowej preferuje minimalizowanie ryzyka. Co więcej, im słabsza jest sieć zabezpieczeń socjalnych w gospodarce (im większe prawdopodobieństwo, że porażka oznaczać będzie upadek na samo dno) tym większe znaczenie będzie mieć poziom awersji do ryzyka w decyzji o rozpoczęciu własnej działalności. W gruncie rzeczy wystarczy prześledzić wskaźnik przetrwania dla nowych przedsiębiorstw by uświadomić sobie jak bardzo racjonalnie zachowują się nieskore do ryzyka osoby pozostając na etacie. To z kolei prowadzi do innej konkluzji: kapitalizm, w pewnej swojej formie, nie wynagradza najzdolniejszych – wynagradza ryzykantów (1% z nich, 99% brutalnie karze ale te 99% nie trafia do świadomości społecznej). Pomijam formę kapitalizmu, która wynagradza szczęśliwców grających w ‘orzeł – wygrywam, reszka – przegrywa podatnik’.

A jakie są Wasze przemyślenia w tej kwestii?