Przemówiła opozycja. Konkretnie, uczynił to Jarosław Kaczyński, który powiedział: Złoty powinien trwać 10 lat – niektórzy mi tak radzili. Ja powiem – dłużej, co najmniej 20 lat. Rzeczpospolita parafrazuje dalszą część wywodu Kaczyńskiego: polska waluta powinna pełnić funkcję przynajmniej trzeciej waluty zapasowej w naszej części Europy, po euro i dolarze.

Cóż, zapasowe to jest koło w samochodzie. Waluta może być rezerwowa. Nie chciałbym zresztą wytykać tego typu pomyłek. Dużo bardziej fascynuje mnie idea złotego – waluty rezerwowej regionu. Od razu więc zapytam czytelników: czy wyobrażacie sobie by PLN mógł w okresie najbliższych 20 lat pełnić rolę waluty rezerwowej?

Na koniec 2009 roku 96,9% rezerw walutowych denominowanych było w dolarze, euro, funcie brytyjskim, jenie i franku szwajcarskim. Pozostałe 3,1% w innych walutach. Myślę, że sporą część stanowiły w tej grupie dwie inne benchmarkowe waluty: dolar australijski i dolar kanadyjski. Zdziwiłbym się gdyby choć jeden promil rezerw walutowych denominowany był w PLN.

Oczywistym kandydatem do roli waluty rezerwowej jest juan. Być może rosnąć będzie rola brazylijskiego reala, indyjskiej rupii czy rosyjskiego rubla. Norweska korona uważana jest za ostateczną bezpieczną przystań przez wielu analityków. Gdzie tu miejsce dla złotego?

Inną kwestią jest to dlaczego państwa regionu miałyby traktować PLN jako walutę rezerwową? Rezerwy walutowe są zabezpieczeniem przed szokami, które odcinają gospodarkę państwa od finansowania. To naturalne, że złoty podatny jest na te same procesy, które mogłyby zachwiać gospodarkami państw regionu. Niewiele więc byłoby korzyści z rezerw walutowych denominowanych w PLN.

Myślę, że ‘rezerwowe’ ambicje złotego najlepiej podsumowują tabele podatności gospodarek wschodzących na szoki finansowe, przygotowane przez Credit Writedowns (S-T Debt to to krótkoterminowy dług zewnętrzny):

Za Credit Writedowns

Za Credit Writedowns