Analityk Millennium DM SA, powiedział dziś w wywiadzie dla PAP, że spodziewa się w tym tygodniu politycznego rozstrzygnięcia sytuacji na Bliskim Wschodzie. Cytuję: We wtorek rynki obiegła informacja, że Rada Współpracy Zatoki Perskiej mogłaby zdecydować się na pomoc ekonomiczną dla Omanu (myślę, że Łukasz Bugaj pomylił Oman z Jemenem – T.) i Bahrajnu, czyli dwóch państw objętych największymi politycznymi niepokojami w regionie Bliskiego Wschodu. Spotkanie rady ma się rozpocząć 10 marca, czyli na dzień przed niedawno zapowiedzianym pierwszym ‘Dniem Gniewu’ w Arabii Saudyjskiej. Wygląda więc na to, że ten tydzień może okazać się przełomowy dla Zatoki Perskiej.

W tej sytuacji warto zwrócić uwagę na zestawienie skali zagrożeń dla stabilności, które sporządził jakiś czas temu The Economist. W zestawieniu uwzględniono:

  • wielkość populacji młodych ludzi
  • poziom PKB per capita
  • długość sprawowania władzy przez obecny rząd
  • pozycję w rankingu demokratyzacji, korupcji i wolności prasy

Szczerze mówiąc, mam spore wątpliwości co do dwóch ostatnich punktów. Myślę, że ważniejsze jest występowanie napięć politycznych pomiędzy Sunnitami i Szyitami, czyli w gruncie rzeczy występowanie istotnej mniejszości szyickiej. Zestawienie wygląda tak:

Za The Economist

Za The Economist

O ile trudno mieć uwagi do pierwszych trzech pozycji to miejsce Bahrajnu budzi już spore wątpliwości. Czytelnicy sami wyrobić sobie mogą opinię o faktycznym zagrożeniu przewrotem w poszczególnych państwach na podstawie tej interaktywnej mapy Ligii Arabskiej, ze szczegółowymi informacjami o każdym członku:

Usystematyzowane informacje o wskaźnikach rozwoju społeczno-gospodarczego państw Bliskiego Wschodu zawiera też poniższe zestawienie:

Za Global Macro Monitor

Za Global Macro Monitor

Nie znalazłem jeszcze przekonywujących argumentów za traktowaniem ostatnich wydarzeń na Bliskim Wschodzie jako przejawu dążenia do demokratyzacji. Myślę, że motywami wystąpień są przede wszystkim kwestie ekonomiczne. Z wyjątkiem Bahrajnu gdzie dominują kwestie religijno-polityczne, które zresztą nakładają się na kwestie ekonomiczne (pod rządami sunnickiej dynastii, sunnicka mniejszość w Bahrajnie odniosła dużo większe korzyści ekonomiczne niż szyicka większość). Wreszcie, wystąpienie przeciwko nieefektywnej tyranii nie musi oznaczać domagania się wprowadzenia demokratycznego porządku.

Uważam także, że poziom ryzyka niestabilności w poszczególnych państwach powinno się zestawiać z jego znaczeniem dla stabilności rynku ropy naftowej. Antyrządowe wystąpienia w Jemenie ‘powinny’ niepokoić inwestorów dużo mniej niż zamieszki w Omanie czy Arabii Saudyjskiej.