Interesujący problem poruszył na swoim blogu tegoroczny noblista z ekonomii – Paul Krugman. Komentując wywiad z ministrem finansów Niemiec, który ukazał się w Newsweeku, Krugman zwrócił uwagę na pewne trudności jakie rządy krajów członkowskich UE mogą napotkać, gdy zechcą implementować programy stymulujące gospodarkę.

Zacznijmy od początku. Minister finansów Niemiec zdecydowanie sprzeciwił się wprowadzeniu jakiegokolwiek programu pobudzania gospodarki, co więcej pozwolił sobie na nazwanie Gordona Browna ‘wulgarnym keynesistą’. Z całości wywiadu wynika, że Niemcy nie tylko nie będą liderem interwencyjnych działań stymulujących gospodarkę, ale poważnie rozważą sens wprowadzenia jakichkolwiek stymulatorów rządowych.

Ze względu na siłę globalnego spowolnienia oraz sytuację w polityce monetarnej jedynymi efektywnymi działaniami rządu mogą być: impulsy fiskalne oraz program infrastrukturalnych wydatków rządowych. Stanie się tak, ponieważ nominalne stopy procentowe na świecie zbliżą się do zera w pierwszej połowie 2009 roku i trudno będzie oczekiwać impulsów stymulujących z polityki monetarnej, tym bardziej, że banki centralne mogą popaść w pułapkę płynności.

Nie chcę w tym tekście rozważać, że interwencje rządowe są skuteczne w czasie recesji. Chciałbym jedynie zauważyć, że impulsy fiskalne (czyli obniżki podatków) oraz zwiększone wydatki sektora publiczne lepiej sprawdzają się w czasie spowolnienia niż w czasie wzrostu gospodarczego. Wynika to z teorii crowding-in i crowding-out. Należy także zauważyć, że zarówno stymulatory fiskalne jak i programy infrastrukturalne nastawione są na zwiększenie zagregowanego popytu. Innymi słowy, państwo decydujące się na takie projekty zwiększa popyt wewnętrzny. Pytanie brzmi: o ile zwiększy wewnętrzną produkcję?

Odpowiedź się komplikuje jeśli weźmie się pod uwagę, że import stanowi około 25% PKB krajów Unii Europejskiej, a ze względu na uwarunkowania wolnego rynku w obrębie UE nie są możliwe żadne mechanizmy protekcjonistyczne zarówno dla towarów jak i dla usług. Krugman sugeruje, że ze względu na zwiększoną, relatywnie do PKB, zmienność importu i eksportu w czasie recesji około 40% zmiany w finalnym popycie ‘wycieknie za granicę’. Ktoś dostanie darmową przejażdżkę, ktoś za nią zapłaci! Niemcy płacić nie chcą, co dobrą wiadomością dla Polski nie jest bo to nasz największy partner handlowy.

Mam nadzieję, że czytelnicy rozumieją problem, który za Krugmanem poruszyłem. Jakiekolwiek impulsy fiskalne i projekty infrastrukturalne opłacane będą z budżetu kraju wprowadzającego te inicjatywy i obciążać będą jego deficyt budżetowy (którym nikt się nie martwi w czasie recesji, ale który znajdzie się w centrum uwagi w czasie odbudowy wzrostu gospodarczego) natomiast beneficjentami tych inicjatyw będą w pewnym stopniu (nawet do 40%) inne kraje. Problem ten z uwagi na wspólny rynek szczególnie widoczny będzie w Unii Europejskiej, ale istnieć będzie na całym świecie. To właśnie z powodu wyciekania poza granice efektów stymulatorów gospodarczych administracja USA apelowała do Chin o wprowadzenie interwencji na rynku wewnętrznym.

Jakie mogą być konsekwencje opisanego wyżej zjawiska? Po pierwsze, problem ten może być przyczyną zwlekania rządów z wprowadzeniem programów stymulujących wzrost gospodarczy, co może pogłębić globalne spowolnienie. W przypadku gdyby problem został dostrzeżony można się spodziewać, zwłaszcza w UE, dalszego zacieśnienia koordynacji polityki gospodarczej. Dla Polski opisane zjawisko powinno być korzystne. Ze względu na wszystkim znane ograniczenia, programy stymulujące gospodarkę, będą miały dużo mniejszy rozmiar w Polsce niż w bogatych krajach UE. Co oznacza, że ze względu na wymianę handlową Polska będzie beneficjentem netto takich programów. Wydaje się, że zwolennicy akcesji do UE mają kolejny argument za swoją postawą.

Podziel się z innymi:
  • Google Bookmarks
  • Print
  • email
  • Wykop
  • MySpace
  • Twitter
  • Technorati
  • Facebook
  • PDF

Podobne zagadnienia omówiłem w tekstach:

  1. Kryzys finansowy w Europie