Na początku lutego poleciłem w ‘Do przeczytania’ satyryczny tekst na stronach The Onion o tym, że Republikanie odwołali warty 440 mld USD plan prezydenta Obamy zmierzający do zniszczenia komety zagrażającej istnieniu życia na Ziemi. Republikanie argumentują, że podwyżki podatków potrzebne do sfinansowania planu, który ma ocalić rasę ludzką od wyginięcia stanowiłyby zbyt wysokie koszty dla przedsiębiorców.

Kilkanaście dni później, na stronach The Volokh Conspiracy, Sasha Volokh napisał: Myślę, że istnieją mocne argumenty za twierdzeniem, że o ile opodatkowanie obywateli w celu ochrony Ziemi przed asteroidą leży w prerogatywach Kongresu, jest nieprawnym działaniem rządu z moralnej perspektywy. Myślę, że jest w porządku naruszać prawa obywateli (przez opodatkowanie) w celu ochrony praw obywateli w większym zakresie (przez policję, sądownictwo, siły militarne). Nie jest jednak dla mnie oczywistym, że uderzenie asteroidy w Ziemię (albo, powiedzmy, uderzenie piorunem czy przywalenie drzewem) narusza czyjekolwiek prawa. W związku z tym, nie jestem pewien, czy zapobieganie temu przez opodatkowanie jest usprawiedliwione.

Poznajcie Prawo Poego: Bez wyraźnego zaznaczenia, nie można sparodiować jakichkolwiek fundamentalistycznych poglądów, bez ryzyka, że ktoś potraktuje parodię poważnie.

The Volokh Conspiracy to całkiem popularny blog libertariański, który czytam od czasu do czasu. Prawo Poego potwierdził więc przedstawiciel szerokiego nurtu libertarian.

Mnie fascynuje zjawisko, które jest odpowiedzialne za fakt, że całkiem spora liczba całkiem inteligentnych ludzi bez żadnych obiekcji przyjmuje założenie, że jedyną prawowitą funkcją rządu jest ochrona praw obywateli, przy czym katalog tych praw jest niezmienny, enumeratywny i pokrywający się z libertariańską wizją funkcji rządu.

W związku z tą historią nasuwa się mnie jeszcze jedna refleksja: obawa przed szufladkowaniem naszych poglądów przez naszych dyskutantów pozbawiona jest większego sensu. Zawsze znajdą się ludzie, którzy stwierdzą, że nie jesteśmy wystarczająco wolnorynkowi/progresywni i nazwą nas socjalistami/neoliberałami.