Jest coś niepokojącego w fakcie, że najlepsze artykuły z dziedziny dziennikarstwa śledczego przychodzi mnie znajdować w ostatnim czasie w Vanity Fair, Rolling Stone… oraz Playboyu. Dziś chciałbym zwrócić uwagę na dwa teksty, które pokazują kulisy robienia biznesu z amerykańskim wywiadem i amerykańską armią.

Artykuł w Rolling Stone powala z nóg na tak wielu poziomach, że na dobrą sprawę nie wiem od czego zacząć. Proszę sobie wyobrazić, że w 2007 roku warty około 300 mln USD (850 mln złotych) kontrakt na dostawę sprzętu militarnego, głównie amunicji, dla całej afgańskiej armii wygrała firma założona trzy la wcześniej, przez uzależnionego od narkotyków, dwudziestojednoletniego mieszkańca Florydy. To jest właśnie amerykański sen!

Dwudziestojednoletni Efraim Diveroli po wyrzuceniu z liceum zaczął pomagać swojemu wujkowi, który dostarczał uzbrojenie dla amerykańskiej policji. Po rozstaniu z wujkiem, w 2004 roku, wieku 18 lat założył swoją firmę. Skoncentrował się na zdobywaniu kontraktów publikowanych na oficjalnych stronach rządowych. Przydały się biznesowe kontakty ojca – Diveroli otrzymał finansowanie od producenta broni automatycznej z Utah.

W 2005 roku do firmy dołączył, wtedy 23-letni David Packouz, który miał za sobą krótki epizod na Uniwersity of Florida, pracował jako masażysta i marzył o karierze muzycznej.

W styczniu 2007 roku, młodzi przedsiębiorcy wygrali ogłoszony latem 2006 roku przetarg na dostawę amunicji dla afgańskiej armii. Zaproponowali 298 mln USD, o około 50 mln USD mniej niż kolejny oferent z najniższą ceną. Co ciekawe, Diveroli planował uzyskać na tym kontrakcie około 10% zysku netto – jako pośrednik pomiędzy producentami a Pentagonem. Później okazało się, że Diveroli był w stanie wycisnąć z kontraktu 25% zysku. To oznacza, że postali oferenci, którzy ‘siedzieli w branży’ od lat celowali w około 40% zysk.

W czasie, w którym Diveroli i Packouz wygrywali wart 300 mln USD kontrakt nie zatrudniali nawet księgowej. W firmie, poza dwoma młodzieńcami, pracowała jeszcze sekretarka. Niestety, w końcu młodzi biznesmeni popełnili błąd – dostarczyli do Afganistanu chińską amunicję objętą amerykańskim embargiem. Resztę historii przeczytacie w Rolling Stone.

Wartość kontraktów militarnych, które realizowali na zlecenie amerykańskiej armii prywatni przedsiębiorcy zwiększyła się ze 145 mld USD w 2001 roku do 390 mld USD w 2008 roku. Powyższa historia pokazuję skalę potencjalnego marnotrawstwa, które ma miejsce w styku armii i biznesu. Przykład dwóch młodych przedsiębiorców pokazuje także, że ludzie, którzy nie wiedzą, że czegoś nie można zrobić czasem to robią. Ilu z nas wystartowałoby do wartego 300 mln USD kontraktu z laptopem i skrętem?

Druga historia jest jeszcze lepsza. Naprawdę. Dziennikarz Playboya odkrywa kulisy antyterrorystycznych alarmów z 2003 roku, które miały związek z pewnym technikiem medycznym, który przekonał najważniejszych ludzi w amerykańskim wywiadzie, że napisał oprogramowanie zdolne przechwytywać tajne wiadomości, które Al-Kaida przekazywała swoim członkom za pośrednictwem sygnału nadawczego telewizji Al Jazeera. Dennis Montgomery, zdołał przekonać najważniejszych ludzi w CIA i w Białym Domu, że w sygnał telewizji Al. Jazeera wkomponowane są kody kreskowe (niewidoczne na ekranie), które zawierają numer lotu i współrzędne geograficzne celów ataków terrorystycznych. Z tego powodu, w 2003 i 2004 roku odwołano kilka międzynarodowych lotów. Mongomery miał stworzyć oprogramowanie, zdolne odczytywać te komunikaty. Nikt nigdy nie potwierdził istnienia tego oprogramowania. Amerykańscy urzędnicy nigdy nie widzieli algorytmu.

Mimo tego, przez ostatnią dekadę rewelacjami Montgomerego interesowały się CIA, Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Department of Homeland Security), Dowództwo Sił Specjalnych (Special Forces Command), Flota, Siły Powietrzne, senacki Komitet ds. Wywiadu, (Senate Intelligence Committee) a nawet biuro wiceprezydenta Dicka Cheneya. Firmy związane z Montgomerym, otrzymał od różnych agencji rządowych kilkadziesiąt milionów dolarów na badania i rozwój oprogramowania. Współpraca Montgomerego z agencjami rządowymi trwała jeszcze w 2009 roku.

Najlepsza anegdota dotycząca kontaktów Montgomerego z amerykańskim wywiadem dotyczy prezentacji przełomowego oprogramowania zdolnego wykrywać broń w zapisie video. Montgomery biegał z repliką bazooki, pracownicy wywiadu obserwowali ekran komputera a w pokoju na zapleczu inny pracownik firmy na sygnał Montgomerego, naciskał przycisk, który sprawiał, że na ekranie, wokół Montgomerego z bazooką pojawiała się kółko. Program działał!

Zachęcam do zapoznania się z tekstem w Playboyu. Po jego lekturze jedno staje się jasne: kluczowe funkcje w amerykańskim wywiadzie pełnią ludzie totalnie pozbawieni kompetencji. Idea, że mogliby oni udanie sfingować zamach na World Trade Center wydaje się równie absurdalna co opowieści Montgomerego o porwaniu przez Obcych.

Tak naprawdę jednak problem jest poważny. Po pierwsze wydatki militarne odpowiadają za pokaźną część amerykańskiego deficytu. Jaka część z tych wydatków jest totalnym marnotrawstwem albo transferem pieniędzy podatników do kieszeni prywatnych przedsiębiorców? Druga sprawa, to od dawna nurtujące mnie pytanie: co konkretnie myślą sobie ludzie, którzy mówią, że rząd jest zbyt niekompetentny by zarządzać miał służbą zdrowia a oddają w ręce rządu program zbrojeń nuklearnych, prowadzenie wojen i ochronę antyterrorystyczną?