W wywiadzie dla „Uważam Rze”, Franciszek Jakub Longchamps de Bérier – profesor nauk prawnych, wypowiedział zdanie, które bardzo wiele może wnieść do dyskusji o stanie polskiej nauki.

Są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych.

W polskich mediach powiedziano o tym zdaniu niemal wszystko. Przede wszystkim okazało, że profesor nauk prawnych wypowiadający się o naukach medycznych miał na myśli bruzdę dodatkową a nie bruzdę dotykową. Niektórzy wskazywali, że profesor pomylił bruzdę na twarzy z bruzdą na dłoni.

Nikt nie zwrócił uwagi na fakt, że kontrowersyjne zdanie okryte jest złowrogim cieniem statystycznej niewiedzy.

W Polsce rodzi się około 400 000 dzieci rocznie. W tej grupie znajduje się około 5000 dzieci urodzonych dzięki procedurze in vitro (IVF). To znaczy, że dzięki urodzone dzięki IVF stanowią około 1,25% wszystkich dzieci (co ciekawe – podobny odsetek raportowany jest także w USA).

Franciszek Jakub Longchamps de Bérier podał na swojej stronie dane na temat występowania wad wrodzonych u dzieci urodzonych dzięki IVF i u dzieci urodzonych dzięki tradycyjnym metodom prokreacji: częstość wad wrodzonych jest o ok 30% większa niż w populacji, a w wartościach bezwzględnych ryzyko rośnie z 20-40 przypadków do 30-60 przypadków na 1000 urodzeń.

Źródłem tych danych jest metaanaliza z 2012 roku. Istnieje sporo problemów metodologicznych z badaniem częstości wad wrodzonych u dzieci urodzonych dzięki IVF ale ja chciałbym skupić się na problemie statystycznym.

Profesor Franciszek Jakub Longchamps de Bérier do dziś nie podał szczegółów dotyczących owych bruzd i tego jakiego zespołu wad genetycznych mają być symptomem.

By pokazać skutki ignorowania statystyki w dziedzinie nauk medycznych założę, że częstość występowania owej bruzdy w całej populacji i populacji dzieci urodzonych dzięki IVF odpowiada częstości występowania wad wrodzonych w obydwu wspomnianych grupach. Posłużę się „naturalnymi częstościami” propagowanymi przez Gerda Gigerenzera.

Dzięki metodom naturalnym rodzi się w Polsce około 395 000 rocznie. Dzięki IVF rodzi się w Polsce około 5000 rocznie.

To oznacza, że co roku rodzi się 11 850 (30×395) dzieci z wadami wrodzonymi urodzonych dzięki metodom naturalnym oraz 225  (45×5) dzieci z wadami wrodzonymi urodzonych dzięki IVF (wziąłem środkowe wartości przedziałów).

Prawdopodobieństwo, że dowolne dziecko z wadą wrodzoną urodziło się w wyniku IVF nie przekracza więc 2%.

Zakładając, że te same częstości odnoszą się do dodatkowych bruzd na twarzy, ze 100 dzieci, które przyjdą do lekarza, który rozpoznaje „dzieci z in vitro” po bruzdach na twarzy, dwoje dzieci rzeczywiście będzie owocem zastosowania IVF.

Jeśli jakikolwiek lekarz używa owych bruzd na twarzy do identyfikowania dzieci urodzonych dzięki IVF to, moim zdaniem, jego nieznajomość statystyki stanowi realne zagrożenia dla zdrowia i życia pacjentów.