Poważna analiza niepoważnego pomysłu

Gdy wydawało się, że pomysł stypendium socjalnego zakładający wypłacanie przez polskich podatników 1 000 złotych miesięcznie każdemu dziecku do 18 roku życia (a więc 216 000 złotych łącznie) jest szczytem możliwości prof. Rybińskiego, rozwinął on swoją ideę i oświadczył, że stypendium socjalne dotyczyć będzie tylko nowo narodzonych dzieci.

Wyobraźmy więc sobie tę sytuację. Rok 2015 – prof. Rybiński zostaje ministrem finansów. Od 2016 roku wszystkie nowo narodzone dzieci otrzymują 12 000 złotych rocznie. Rodzice 1 600 000 dzieci urodzonych w latach 2012-2015 płacą podatki, z których finansowany jest gigantyczny bonus, zapewniający gigantyczną przewagę rozwojową dzieciom urodzonym po 2015 roku.

Rodzice 1 600 000 dzieci urodzonych w latach 2012-2015 otrzymali właśnie najważniejszą lekcję swojego życia – pomyślność ich dzieci w Polsce zależy od widzimisię urzędnika, który jednych podpisem decyduje, że dzieci urodzone w 2015 roku nie otrzymają od państwa stypendium demograficznego, a dzieci urodzone w 2016 roku otrzymają przez pierwsze 18 lat swojego życia 216 000 złotych.

Prof. Rybiński napisał tak: moja propozycja stypendium demograficznego dotyczy nowo narodzonych dzieci i kosztuje w pierwszym roku 6 mld złotych, przy założeniu że liczba urodzeń wzrośnie z 400 do 500 tysięcy dzieci.

Myślę, że fenomen prof. Rybińskiego polega na tym, że jednym niepozornym zdaniu potrafi zawrzeć przynajmniej kilka problemów, nad którymi nie sposób przejść obojętnie.

Zacznijmy od umiejętności marketingowych prof. Rybińskiego. Proponuje on długoterminowy, de facto wielopokoleniowy program socjalny i podaje jego koszt w pierwszym roku trwania programu. Ot, nic nie znaczące 6 mld złotych. A teraz popatrzcie jaką moc posiada bloger wyposażony w Excela:

I kolumna to rok trwania programu, II kolumna to liczba dzieci w (mln) objęta programem, III kolumna to roczne wydatki na program w mld złotych, IV kolumna to łączne wydatki na program od początku istnienia w mld złotych.

W osiemnastym roku działania programu będzie on kosztować 108 mld złotych. Obecne dochody budżetu to około 290 mld złotych. Zakładając, że dochody budżetu nie będą się realnie zwiększać a stypendium demograficzne będzie rewaloryzowane o inflację wydatki na nie stanowić będą 37% budżetu.

Łączny koszt programu socjalnego prof. Rybińskiego na początku 19 roku jego trwania, a więc wtedy gdy pełnoletniość osiągnie pierwsze 100 000 dzieci „stworzonych przez transfery socjalne” wyniesie 1 026 000 000 000 złotych (słownie: jeden bilion, dwadzieścia sześć miliardów złotych)

Oczywiście, jeśli stypendium demograficzne miałoby być stałym programem średnie, roczne wydatki na program zmierzać będą do 108 mld rocznie. Prof. Rybiński uznał, że koszty jego programu socjalnego lepiej oddaje kwota 6 mld złotych. Spora różnica, nieprawdaż?

Prof. Rybiński zakłada, że wydawane pieniądze zwiększą liczbę urodzeń z 400 000 rocznie do 500 000 rocznie. Skąd ten wniosek? Jakie dowody, przesłanki przedstawia profesor na poparcie założenia, które leży przecież u podstaw rationale jego programu socjalnego? Nic na temat nie wiadomo i można założyć, że elastyczność transferową dzietności (czyli wskaźnik, który określa o ile zwiększy się dzietność przy zwiększeniu transferów socjalnych uzależnionych od posiadania dzieci) prof. Rybiński wziął z powietrza.

Załóżmy jednak, że prof. Rybiński ma rację, że 12 000 złotych rocznie transferowane przez rząd na każde dziecko zwiększy liczbę urodzeń o 100 000 rocznie. Łatwo można policzyć ile będzie kosztować polskiego podatnika każdy dodatkowy, powstały w wyniku „inżynierii transferowej”, nowiutki, uśmiechnięty 18-letni Polak gotowy podjąć pracę i płacić podatki, które sfinansują emerytury starszego pokolenia. Gotowi? 1 080 000 złotych (słownie: jeden milion i osiemdziesiąt tysięcy złotych).

Pamiętajmy, że ten 18-letni Polak nie ma jeszcze wyższego wykształcenia ani doświadczenia zawodowego. Pamiętajmy też, że poza stypendium demograficznym polscy podatnicy płacili za jego darmową edukację, darmową opiekę medyczną oraz urlopy macierzyńskie i opiekuńcze jego rodziców.

Moje pytanie brzmi: ilu świetnie wykształconych inżynierów, biologów, lekarzy, informatyków z państw wschodzących (z Europy Wschodniej, Azji, Afryki) moglibyśmy ściągnąć gdybyśmy każdemu z nich zaproponowali obywatelstwo UE i 0,5 mln złotych na start swojego biznesu albo obywatelstwo UE i mieszkanie (oczywiście zobowiązując ich do pozostania w Polsce przez określony czas albo zwrócenia otrzymanych korzyści)? Ściągnęlibyśmy wykształconych już ludzi, być może z doświadczeniem zawodowym, odznaczających się świetną etyką pracy.

Czy to oznacza, że w pomyśle prof. Rybińskiego nie dostrzegam niczego pozytywnego? Ależ skąd. Pomysł profesora to prawdziwa ekonomiczna utopia. Naturalny eksperyment na niespotykaną skalę. Raj dla badaczy. Czy dzietność załamie się w 2015 roku bo Polacy odłożą posiadanie dzieci do 2016 roku? Czy matki dzieci poczętych na wiosnę 2015 roku będą robić wszystko by donosić ciążę do 2016 roku? Czy 1 stycznia 2016 roku urodzi się najwięcej dzieci w historii Polski a 31 grudnia 2015 najmniej? Czy dzieci urodzone w 2016 roku będą mieć dużo większe osiągnięcia życiowe niż dzieci urodzone w 2015 roku, a więc nie dysponujące bonusem w wysokości 12 000 złotych rocznie? Na te i tysiące innych pytań odpowiedzą badacze w czasie najbliższych dekad.

Szczerze mówiąc, wydaje się mi jednak, że nawet 6 mld złotych rocznie to trochę za dużo jak na koszt tego eksperymentu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, Polityka i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

111 odpowiedzi na Poważna analiza niepoważnego pomysłu

  1. kujawianin pisze:

    @Trystero:

    Owszem, marzy mi się, by polska kultura nie rozpłynęła się zupełnie w globalnym tyglu. To jeden problem, być może to mój problem. Jednym z dobrych sposobów na utrzymanie tożsamości jest przekazywanie jej poprzez wychowanie dzieci w określonym kręgu kulturowym. Ale drugą rzeczą jest, że każde państwo w pierwszej kolejności jest coś winne własnym członkom. Dlatego najpierw zainwestujmy w dzieci, które już mamy, a potem dopiero myślmy o imigracji.

    Co do innego koloru skóry, coś spłaszczasz. Osobiście obawiam się tego, aby imigranci nie przyjechali do Polski z pogardą dla miejscowych mieszkańców, ew. nie chcieli się asymilować. Przykładów sytuacji, gdzie coś poszło źle jest sporo: dzisiejsza Francja, system kastowy w Indiach („imigracja” sprzed tysięcy lat). Również Polska przedwojenna nie była dobrym przykładem, gdzie istniały polskie i żydowskie dzielnice. Nietrudno sobie wyobrazić w jaki sposób imigracja może zaszkodzić (09/11). Podobnie, jak dostrzegam zalety imigracji jako uzupełnienia, widzę też, że nie jest to substytut dla dobrej polityki prorodzinnej.

    • Trystero pisze:

      @ kujawianin

      Ale drugą rzeczą jest, że każde państwo w pierwszej kolejności jest coś winne własnym członkom. Dlatego najpierw zainwestujmy w dzieci, które już mamy, a potem dopiero myślmy o imigracji.

      Ja nie jestem przeciwko inwestowaniu w dzieci, które już mamy. Wręcz przeciwnie, jednym z motywów bloga jest przekonywanie, że takie inwestycje są potrzebne. Nie jestem jednak zwolennikiem inwestowani w dzieci, których nie mamy. To fakt.

  2. pawos56 pisze:

    @kujwaiwanin
    To nadal nie wyjaśnia dlaczego akurat tego wydatku nie możemy optymalizować. Trzeba też postawić granicę inwestycji w dzieci. Tak wydatki mogą iść w nieskończoność. Za pomocą dofinansowania publicznej edukacji osiągnąć więcej i taniej.

    A emigranci i tak będą potrzebni. To nie jest alternatywa albo dzieci albo emigranci. Tylko więcej dzieci i więcej emigrantów przy ograniczonych środkach.

  3. kujawianin pisze:

    @Trystero:

    To chyba się nie zrozumieliśmy. Pomysł Prof. Rybińskiego jest niedorzeczny. Polityka prorodzinna, w której rodziny patologiczne będą produkować dzieci jest najgorszą możliwą mutacją. Poprzez inwestowanie w dzieci rozumiem stworzenie takich warunków, by ludzie którzy pracują i mają jakieś ambicje nie musieli dokonywać wyborów pomiędzy karierą a dzieckiem. I tutaj można: obniżać podatki dla rodzin dzietnych, dofinansowywać przedszkola, szkoły, edukację wyższą, kolonie dla dzieci i tego typu działalność. Dodatkowo powinno się też mieć jakiś system, który pozwoliłby odbierać dzieci rodzinom skrajnie patologicznym i dofinansowywać rodziny zastępcze, którym by się te dzieci przekazywało.

  4. kujawianin pisze:

    UWAGA do wszystkich: nie jestem zwolennikiem rozdawnictwa pieniędzy na wzór prof. Rybińskiego. Nie uważam, że to jest coś lepszego od imigracji.

  5. pawos56 pisze:

    @kujawianin
    Dofinansowanie rodzin zastępczych już funkcjonuje.

    http://natemat.pl/31921,zawod-rodzina-zastepcza-zarobki-2-tys-zlotych-plus-tysiac-za-kazde-dziecko-czulem-ze-chodzi-im-tylko-o-pieniadze

    Poza tym politykę społeczną powinno się realizować nie tylko w oparciu o dawanie kasy (choć niekoniecznie musi być zły pomysł). Bardziej ciekawa wydaje się praca bezpośrednio z rodzinami. Np poprzez terapie antyalkoholowe, pomoc w znalezieniu pracy, pomoc w wychowywaniu dzieci. Czasem niektórych ludzi trzeba pewnych kompetencji nauczyć.

  6. kujawianin pisze:

    @Trystero:

    Chodzi mi o ten fragment:

    „Moje pytanie brzmi: ilu świetnie wykształconych inżynierów, biologów, lekarzy, informatyków z państw wschodzących (z Europy Wschodniej, Azji, Afryki) moglibyśmy ściągnąć gdybyśmy każdemu z nich zaproponowali obywatelstwo UE i 0,5 mln złotych na start swojego biznesu albo obywatelstwo UE i mieszkanie (oczywiście zobowiązując ich do pozostania w Polsce przez określony czas albo zwrócenia otrzymanych korzyści)?”

    Myślę, że w tym fragmencie zawarłeś lepszą ofertę dla cudzoziemców, której nie mają miejscowi. Dlaczego nie zainwestować w świetne kwalifikacje miejscowych i potem każdemu dać 0.5 mln złotych? Czy naprawdę wierzysz, że nie możemy znaleźć utalentowanych dzieci w Polsce? W końcu jest nas prawie 40 mln.

    • Trystero pisze:

      @ kujawianin

      Przecież fragment, który cytujesz znajduje się bezpośrednio pod akapitami, w których pokazuje, że każdy 18-letni owoc stypendium demograficznego, bez wykształcenia i doświadczenia zawodowego będzie kosztować podatników ponad 1 mln złotych. Podaje więc alternatywę.

      Trzeba naprawdę dużo złej woli by zinterpretować ten fragment jako ideę płacenia za przyjazd wykształconych Chińczyków zamiast płacenia za wyższe studia Polaków.

  7. kujawianin pisze:

    „Nie jestem jednak zwolennikiem inwestowani w dzieci, których nie mamy.”

    Natomiast ja jestem. Chodzi o zachęcanie do ich posiadania w tych rodzinach, w których mają one szanse się dobrze rozwijać. Czyli to wszystko o czym już pisałem, tylko nie rozdawnictwo pieniędzy. Możesz do tego dołożyć każdemu po pół miliona na start jeżeli ma dobre oceny na studiach i jeżeli tego nie wystarczy, otwierajmy się na imigrację.

  8. kujawianin pisze:

    @Trystero:

    Jeżeli Twoją intencją było pokazać, że odpowiadasz absurdem na absurd, to sorry za całe zamieszanie. Ja myślałem, że piszesz na serio.

    • Trystero pisze:

      @ kujawianin

      Tobie się wydaje, że to był absurd bo jesteś zwolennikiem inwestowania w dzieci, których nie ma, a które w Twojej głowie powinny być by liczebność biologicznego narodu polskiego odpowiadała rozmiarowi Twojej narodowej dumy.

  9. Mergiel pisze:

    Ad, Kujawianin
    Patrzenie na demografię tylko z punktu widzenia narodu, podczas gdy w rzeczywistości w skali globalnej mamy do czynienia z przeludnieniem jest krótkowzrocznością,która prawdopodobnie będzie jedną z przyczyn zakończenia epizodu ludzkiej cywilizacji na Ziemi. Uważam, że błędne jest przekonanie, że my tu bezkarnie i bez żadnych konskwencji odgrodzimy się drutem kolczastym i będziemy bez względu na koszty hodowali białą mówiącą po polsku rasę, a murzyni w Afryce czy Azjaci będą się tłoczyć i walczyć o miejsce do życia i kurczące się zasoby. Wydaje mi się, że Trystero wystarczająco udowodnił, że taka polityka zrujnuje gospodarkę i otoczona drutem kolczastym oaza polskości zmieni się w coś co zwykle jest takim drutem otoczone ale nie kojarzy się dobrze. W historii język którym mówiono nad Wisłą zmieniał się wielokrotnie więc nie widzę powodów aby uznawać za wielką tragedię ponowną jego zmianę, co zresztą wydaje się zdarzeniem nieuchronnym. Jest mi szczerze obojętne jakim językiem będą mówiły moje wnuki, prawnuki i itd. jeżeli oczywiście będą, bardziej mnie martwi ewentualna jakość ich życia. Mam nadzieję, że kiedyś wreszcie skończy się to narodowo-demograficzne szaleństwo.

  10. xxx pisze:

    @Mergiel
    >i bez żadnych konskwencji odgrodzimy się drutem
    >kolczastym i będziemy bez względu na koszty
    >hodowali białą mówiącą po polsku rasę, a
    >murzyni w Afryce czy Azjaci będą się tłoczyć i
    >walczyć o miejsce do życia i kurczące się
    >zasoby
    Trochę niedorzeczne te rozważania zważywszy na to że:
    1. To Europa, a nie Afryka jest „zatłoczona” – Afryka ma prawie 3-krotnie większą powierzchnię od Europy, a podobną co Europa ilość mieszkańców. Z Azją też strzał niezbyt trafiony: obydwa kontynenty mają prawie taką samą średnią gęstość zaludnienia (Europa 70 osób/km^2, Azja 86 osób/km^2)
    2. Europa nie ma żadnych liczących się zasobów naturalnych (ani energetycznych, ani mineralnych), dostęp do nich ma tylko dzięki temu, że kupuje je z bardziej zasobnych kontynentów.
    3. Twierdzenie, że w Europie próbuje się „hodować” białą rasę, to kolejny absurd, bo w chwili obecnej Europa to jedyny kontynent, na którym ilość mieszkańców spada.

  11. Mergiel pisze:

    Ad XXX
    Ad 1 – porównaj przyrost ludności i zużycie choćby energii na głowę w Europie i w Afryce i jaki procent powierzchni Europy, Azji i Afryki praktycznie nadaje się do zamieszkania.
    Ad 2 właśnie dlatego również izolacjonizm nie ma sensu.
    Ad 3 to czemu ma służyć „polityka prorodzinna” becikowe, „darmowa” edukacja, ochrona zdrowia itd. skoro przyjęcie wykształconego imigranta jest znacznie tańsze i biologicznie bardziej korzystne. To że przyrost jest ujemny nie oznacza, że nie prowadzi się intensywnego wspierania hodowli czy prokreacji jak słowo hodowla Cię razi.

  12. karroryfer pisze:

    @Mergiel – twoja argumentacja jest podobnie „logiczna” jak pacyfisty po 1933.

    Odnośnie meritum – to zabawne jest znęcanie się akurat nad Rybińskim. Jego pomysł to typowe hasło wyborcze opozycji o tyle jednak ciekawe że zwracające uwagę na realny problem.
    A szanse na realizacje ma równie wysokie jak np. 3×15.
    Myślę że dla wszystkich ( łącznie z prof) jasne jest że bezpośrednie płacenie „za dziecko” jest absurdalne. Tak samo jednak jak absurdalna jest obecna ulga podatkowa na dziecko w podobnej wysokości ( tyle że na rok ). Jeśli ktoś tego absurdu nie dostrzega niech zapyta kolegów ile kosztuje np. wyprawka szkolna w celu kontynuowania jak najbardziej konstytucyjnie zagwarantowanej darmowej edukacji. Że o służbie zdrowia przez grzeczność nie wspomnę.
    PS. „Darmowe” szkoły wyższe są w naszych warunkach również narzędziem utrwalania różnic ekonomicznych a nie wyrównywania ich.

    • Trystero pisze:

      @ karroryfer

      Odnośnie meritum – to zabawne jest znęcanie się akurat nad Rybińskim. Jego pomysł to typowe hasło wyborcze opozycji o tyle jednak ciekawe że zwracające uwagę na realny problem.

      Nikt jeszcze nie pokazał, że jest to realny problem. Wszyscy dyskutujący przyjmują założenie, że spadek ludności Polski jest niekorzystny nie podając żadnych argumentów.

      A pomysł prof. Rybińskiego warty jest tyle co 100 000 Wałęsy. Z tą różnicą, że Wałęsa nie był profesorem ekonomii.

  13. xxx pisze:

    > Ad 1 – porównaj przyrost ludności i zużycie > choćby energii na głowę w Europie i w Afryce
    > i jaki procent powierzchni Europy, Azji i
    > Afryki praktycznie nadaje się do
    > zamieszkania.
    Chyba czegoś nie rozumiesz z podstaw funkcjonowania świata. Każde miejsce na ziemi nadaje się do zamieszkania jeśli uda się w to miejsce dostarczyć potrzebnych do życia zasobów. Europa nie nadawałaby się do zamieszania w obecnej gęstości zaludniena, gdyby nie była w stanie sprowadzić potrzebnych ropy, gazu, węgla i minerałów z innych kontynentów.
    W Afryce mogłoby zaś mieszkać kilka razy więcej ludzi gdyby Afryka była w stanie sprowadzić ropę, gaz, węgiel i minerały z innych kontynentów [ba… byćmoże wystarczyłoby, aby była w stanie wydobywać własne w/w i zużywać na afrykańskie potrzeby]

    > Ad 3 to czemu ma służyć „polityka
    > prorodzinna” becikowe, „darmowa” edukacja,
    > ochrona zdrowia itd. skoro przyjęcie
    > wykształconego imigranta jest znacznie
    > tańsze i biologicznie bardziej korzystne. To
    > że przyrost jest ujemny nie oznacza…
    Nie tylko przyrost jest ujemny: ILOŚĆ OSÓB ZAMIESZKUJĄCYCH EUROPĘ Z KAŻDYM ROKIEM SPADA: tj. ilość zmarłych > ilość urodzonych + ilość imigrujących. A tymczasem na wszystkich pozostałych kontynentach ludności przybywa, więc masz pierwszy powód dla którego Europa się obawia, a drugi to fakt, że systemy emerytalne są skonstruowane tak, że przy malejącej ludności na pewno się załamią.

  14. karroryfer pisze:

    @Trystero – żadnych argumentów ?
    No cóż to zapewne w dużej części problem (różnic) aksjologii.
    Ale może wskazówką będzie to że podobnie jak przed deflacja ze zjawiskiem ( spadkiem liczby ludności) walczą wszystkie cywilizowane kraje a przynajmniej te z EU a to chyba jednak coś znaczy ( inaczej nie było by argumentem w innych dyskusjach ;)

    • Trystero pisze:

      @ karroryfer

      Ale może wskazówką będzie to że podobnie jak przed deflacja ze zjawiskiem ( spadkiem liczby ludności) walczą wszystkie cywilizowane kraje a przynajmniej te z EU a to chyba jednak coś znaczy

      To jest Twój argument? Samodzielnie myślący, nienawidzący mainstreamu „karroryfer” uważa, że spadek liczby ludności to poważny problem bo Eurokołchoz uważa, że to poważny problem? Tak ma wyglądać ta poważna, merytoryczna dyskusja o realnym problemie?

  15. xxx pisze:

    @Trystero
    To ja pokażę:
    Jest to realny problem, ponieważ większość państw narobiła długów/zobowiązań, tak dużych, że ich spłacenie jest w zasadzie niemożliwe*) jeśli zostanie rozłożone na populację równą aktualnej ilości obywateli tych państw. Te zobowiązać, aby miały szane spłacenia muszą zostać rozłożone na większą ilość obywateli.

    Oczywiście w państwie które trzymało w ryzach poziom długów/zobowiązań malejąca populacja nie jest żadnym problemem. Populacja takiej Norwegii, która zamiast długów zostawia kolejnym pokoleniom oszczędności, może się spokojnie zmniejszać i nic negatywnego z tego nie wyniknie.

    _____
    *) tj. wyrzeczenia konieczne do ich spłacenia byłyby wtedy większe niż dane społeczeństwo byłoby w stanie zaakceptować.
    _____

    Można tu podać analogię rodziców, którzy po śmierci zostawiają dom w ogromnym długiem. Jak mają tylko jedno dziecko-spadkobiercę to może on nie być w stanie spłacać rat, dom zlicytuje komornik i potomek zostanie bezdomnym, jak mają ich kilkoro, to najprawdopodobniej spodkobiercy wspólnymi siłami będą w stanie te długi spłacać i nie zostaną bezdomni.

    Zupełnie odwrotna sytuacja ma miejsce jak rodzice zostawiają dom nieobciążony długiem i jeszcze milion dolców na koncie bankowym – wtedy im mniej dzieci-spadkobierców tym dla tych dzieci lepiej.

    • Trystero pisze:

      @ xxx

      Zamieniłeś jedno nieudowodnione założenie na inne nieudowodnione założenie.

      Po pierwsze, jeśli Twoje założenie, że najlepszą receptą na rozwiązanie problemu stworzonych zobowiązań jest zwiększenie liczby obywateli to najlepszym rozwiązaniem jest sprowadzenie maksymalnej liczby imigrantów.

      Po drugie, można Twoje założenie doprowadzić do absurdu i zapytać czy 100 mln imigrantów rozwiązałoby ten problem. Przecież z Twojej argumentacji wynika, że im więcej ludzi tym lepiej bo zobowiązania rozkładają się na więcej ludzi.

  16. kujawianin pisze:

    Polityka demograficzna wymaga myślenia długofalowego. Aby nie znaleźć się w tarapatach trzeba mieć jasny obraz tego na jakim poziomie chcemy utrzymywać populację, a jeżeli chcemy ją redukować, to w jakim tempie i w jaki sposób poradzimy sobie ze słabszą jakością życia emerytów w okresie takiej kontrakcji. I tak np. jeżeli chcemy utrzymać równowagę w postaci populacji na stałym poziomie, to trzeba odpowiednią polityką bodźców stymulować odpowiednie rodziny do posiadania dzieci. Oznacza to, że potrzebne są warunki do posiadania dzieci takie, które pozwalają zdecydować się na dziecko, więc odpowiednie bodźce trzeba mieć zanim dzieci się pojawią.

    W przypadku braku takich zachęt, w dodatku przy dodatkowej niechęci do posiadania dzieci w danym pokoleniu z czysto egoistycznych względów, bo tak jest wygodniej, może właśnie skończyć się na łataniu dziur pospiesznym ściąganiem imigrantów, by podnieść sobie (starym) komfort życia. Jeżeli będzie to polityka pospiesznego łatania dziur, to całkiem możliwe, że skończymy na imigracji z jednego kraju i napływowa ludność się nie zasymiluje: będzie mieszkać w gettach, dbać o swoją tożsamość, będą mieć „gdzieś” hasła tolerancji, jeżeli będą to ludzie na niewysokim poziomie rozwoju osobistego. Ja nie rozumiem jak można nie dostrzegać takich problemów. Rację ktoś miał, że pacyfizmem nie wygrałoby się wojny z Niemcami w 1939 roku. Podobnie tożsamości narodowe raczej nigdy nie znikną: te nieagresywne zostają zastąpione agresywnymi. Gdy Polacy przestaną dbać o własną tożsamość, to nad Wisłą może zamieszkać inna nacja, która wcale nie musi być tolerancyjna i sympatyczna. Myślę, że nie mamy nic do wygrania z lekceważeniem mówiąc o patriotycznych marzeniach.

    Na wykształconych imigrantów nie mamy co liczyć: oni w pierwszej kolejności pojadą do USA i Europy Zachodniej. Nam zostaną resztki. Największą determinacją by wyjechać z własnego kraju odznaczają się najbiedniejsi. Być może całkiem słusznie Amerykańscy politycy nie mieli dobrego wyobrażenia o imigrantach z Europy Środkowej. Nie sądzę, by byli to ludzie z tamtejszych elit. A jeżeli mielibyśmy inwestować w kształcenie niewykwalifikowanych imigrantów, to możemy to zupełnie skutecznie zrobić z własnymi dziećmi.

    Wydaje mi się, że zupełnie inna była sytuacja USA w np. XIX wieku. Wówczas zapotrzebowanie na ludność było ogromne, tak duże, że miejscowa populacja nie nadążała rozmnażać się sama. Był to czas przemysłowej rewolucji i eksplozji technologii. W dodatku USA nie miało tożsamości narodowej. Nie traciło ono innego dziedzictwa, poza Indianami, którymi się wówczas nikt nie przejmował. Właściwie można by dzisiaj zadać sobie pytanie, czy jednak, wymazując Indian z powierzchni Ziemi, czegoś nie straciliśmy. Podobne odczucia można by mieć gdybyśmy stracili dziedzictwo polskie. Ja to zawsze widzę tak, że gdyby imigracja była konieczna, to na ogół sytuacja będzie na tyle dramatyczna, że będziemy potrzebowali milionów.

    • Trystero pisze:

      @ kujawianin

      Rację ktoś miał, że pacyfizmem nie wygrałoby się wojny z Niemcami w 1939 roku. Podobnie tożsamości narodowe raczej nigdy nie znikną: te nieagresywne zostają zastąpione agresywnymi. Gdy Polacy przestaną dbać o własną tożsamość, to nad Wisłą może zamieszkać inna nacja, która wcale nie musi być tolerancyjna i sympatyczna. Myślę, że nie mamy nic do wygrania z lekceważeniem mówiąc o patriotycznych marzeniach.

      Jawohl! Trzeba natychmiast zadekretować, że każda macica jest własnością narodu i powinna być narzędziem realizacji polityki narodowej. W przeciwnym wypadku ziemię nad Wisłą zaleją rzesze azjatyckich i afrykańskich barbarzyńców!

  17. pirus pisze:

    Z reguły zgadzam się z większością tez stawianych przez Trystero a nawet jeżeli nie dokońca się z nimi zgadzam, to dostrzegam’ że są one przemyślane, jednym słowem wyważone. Tym bardziej jestem zdumiony, że poniższe komentarze są Twojego autorstwa Trys:
    „Tobie się wydaje, że to był absurd bo jesteś zwolennikiem inwestowania w dzieci, których nie ma, a które w Twojej głowie powinny być by liczebność biologicznego narodu polskiego odpowiadała rozmiarowi Twojej narodowej dumy.”
    „Jawohl! Trzeba natychmiast zadekretować, że każda macica jest własnością narodu i powinna być narzędziem realizacji polityki narodowej. W przeciwnym wypadku ziemię nad Wisłą zaleją rzesze azjatyckich i afrykańskich barbarzyńców!”
    Trzeba mieć nabrawdę wiele złej woli aby tak podsumować wypowiedzi Kujawianina.
    Proszę się zastanowić czy tego rodzaju retoryka zachęca do twórczej dyskusji i wymiany poglądów.
    Mnie osobiście się odechciało.
    Pozdrawiam

    • Trystero pisze:

      @ pirus

      Mogę podsumować Twoje żale w jeden sposób: prawda bywa bolesna.

      Kujawianin trzy razy w tej dyskusji zdołał „użyć Hitlera’. Już w pierwszym swoim komentarzu zasugerował, że proponowane przeze mnie rozwiązanie (wspieranie imigracji) przypomina ideę wytępienia polskich elit propagowaną przez Hitlera. Rozumiem, że nie uznałeś to za wyraz złej woli i uznałeś, że takie argumenty zachęcają do twórczej dyskusji.

      Rozumiem, że podobnie jak Kujawianin stawiasz znak równości pomiędzy wspieraniem imigracji wykształconych ludzi i fizyczną eliminacją lokalnych elit.

      Cóż, gdy Kujawianin po raz trzeci w tej dyskusji 'użył Hitlera’ postanowiłem mu przypomnieć jaka to formacja polityczna z XX wieku propagowała tezę, że decyzje reprodukcyjne obywateli powinny być podporządkowane interesom narodowym.

      Nie mam wątpliwości, że jest to bolesne przypomnienie.

      Uważam też, że dobrze podsumowuje poglądy Kujawianina narzekającego na 'egoizm bezdzietnych’.

  18. pirus pisze:

    Bardzo proszę nie traktowac mojej wypowiedzi jako „żali”. Nie chcesz zapewne abym był sądził, że starasz się używać dyskretnych manipulacji aby „ustawić” dyskutanta. Po prostu uaważ a że Twoja retoryka nie przystoi, jest niewspółmierna i do tego jest niekonstruktywna. Nawet Twoja ostatnia wypowiedź o tym świadczy. Tyle. A Ty albo możesz przyjąć moją krytykę albo nie. Najwyraźniej wybrałeś to drugie.

  19. Adam Duda pisze:

    Trystero, wypraszam sobie. W pierwszym komentarzu odciąłem się od tego, że jakaś polityka demograficzna musi być.

    Wstrętne jest dawanie ludziom pieniędzy, żeby poszli do łóżka (jak w Polsce), wstrętne jest zatrudnianie komand aborcyjnych realizujących politykę 1 dziecka (Chiny).
    Może nie tak samo wstrętne, ale polityka jest ta sama. Wpływanie na liczebność obywateli danego kraju.

    Wszyscy posługujący się argumentem, że więcej noworodków oznacza mniejszą prawdopodobieństwo zapaści systemu emerytalnego, niech spojrzą na ten argument z lotu ptaka… Traktujecie dzieci jak narzędzie dla systemu ustanowionego nie przez te dzieci. Kurcze, jak bardzo takie postrzeganie jest nieetyczne? Tylko mnie się takie wydaje?

    No i inna sprawa. Jest tyle problemów tu i teraz, których załatwienie i naprostowanie może sprawić, że w kraju będzie żyło się lepiej, ergo będzie lepszy klimat do rodzenia dzieci i napływu imigrantów. Ale nie.. najlepiej dyskutować o problemach które będą za 20 lat.
    Czy to narodowa (krajowa) przywara?

    • Trystero pisze:

      @ Adam Duda

      Dlaczego wypraszam sobie?

      Przecież mógłbym się podpisać pod wszystkim co napisałeś. Tylko nie chciałem poruszać kwestii ideologicznych z Twojego I i II punktu.

      Nic mnie tak nie bawi jak ludzie, które krzyczą, że ingerencja państwa w zachowania drogowe Polaków (próba ograniczenia prędkości na drogach przez mandaty) jest barbarzyńskim atakiem na wolności obywatelskie i jednocześnie domagają się by państwo sterowało najbardziej intymnymi zachowaniami: by państwo manipulowało decyzjami reprodukcyjnymi obywateli.

  20. Adam Duda pisze:

    Ano dlatego wyprasza, że napisałeś, że wszyscy dyskutanci zakładają, że jakaś polityka demograficzna musi być. No to odezwałem się jako „jeden z tych wszystkich”.

    Swoją drogą, te miliony noworodków, które chce naprodukować Rybiński już są… w zasadzie byli.. i to w wieku produkcyjnym, nawet nie trzeba łożyć na edukacje. Tylko, że wyjechali do Anglii.

    Nikt nie podnosi tego argumentu? Że my będziemy łożyć na nowe dzieci, zadłużać się na zasiłki i płacić za edukacje, opiekę medyczną itp tworzyć nową piramidę długu i przyszłych zobowiązań, a oni (noworodki w wieku produkcyjnym) koniec końców wyjadą na zachód? I co wtedy? intensyfikacja programu rodzenia dzieci?

    Chyba szanowni dyskutanci nie za bardzo zdają sobie sprawę, jak bardzo off the point jest ta dyskusja.

    • Trystero pisze:

      @ Adam Duda

      Trafiasz w sedno.

      Przygotowuję cały nowy wpis na ten temat ale cała ta dyskusja sprowadza się do takiego problemu: musimy maksymalizować bazę podatkową pod przyszłe potrzeby budżetowe, czyli musimy maksymalizować PKB.

      No i w 2013 roku najbardziej wpływowy ekonomista* w Polsce uznał, że sposobem maksymalizacji PKB jest maksymalizacja siły roboczej. Tak, tak. W państwie, w którym nie ma pracy dla 2 mln ludzi, którzy emigrowali do Europy Zachodniej, z kilkunastoprocentowym bezrobociem, które zwiększy się o 50% gdy doliczy się inne niewykorzystane zasoby pracy i z jednym z najniższych wskaźników aktywności zawodowej w Europie receptą na maksymalizację PKB jest produkcja siły roboczej za (docelowo) 30% budżetu. W Polsce, w 2013 roku ten pomysł traktowany jest poważnie :)

      A wszystko to w przededniu wielkiej fali robotyzacji, która w najbliższych dekadach zniszczy kilkanaście, może kilkadziesiąt procent, obecnie istniejących stanowisk pracy. Robotyzacji, która pierwszy raz w historii obejmie nie tylko stanowiska wymagające najniższych kwalifikacji ale stanowiska będące bastionem klasy średniej. Dokładnie w momencie, w którym w rozwiniętych państwach dojrzewa idea, że implozja demograficzna i robotyzacja będą dwoma neutralizującymi się problemami w Polsce pada pomysł wydawania 1/3 budżetu na produkcję siłę roboczej.

      Skala poparcia dla tego pomysłu, wśród samodzielnie myślących, szydzących z lemingów, internetowych ekspertów budzi moje szczerze zainteresowanie.

      * Prof. Rybiński chwalił się kiedyś jakimś rankingiem :)

  21. Adam Duda pisze:

    Ty przygotowujesz wpis, i ja też o jakimś myślę i pewnie mi spalisz temat ;) Ale pisz pisz. Widzę że liberalny ton Ci służy :):)

  22. xxx pisze:

    @Trystero
    > Po pierwsze, jeśli Twoje założenie, że
    > najlepszą receptą na rozwiązanie problemu
    > stworzonych zobowiązań jest zwiększenie
    > liczby obywateli
    Nic takiego nie zakładałem ani nie napisałem. Napisałem dlaczego nierosnąca populacja jest problemem dla obecnych państw.
    Nie napisałem, że istnieje tylko to jedno rozwiązanie tego problemu ani nawet, że to ono jest najlepsze.
    Mogę podać kilka rozwiązań alternatywnych np. stopniowe sprzedawanie terytorium kraju innym państwom proporcjonalnie do kurczącej się populacji i spłatę zobowiązań z uzyskanych tą drogą dochodów.
    Chyba każdy jednak widzi jaki jest problem z powyższym rozwiązaniem i dlaczego nie jest nigdzie brane pod uwagę.

    >Przecież z Twojej argumentacji wynika, że im
    >więcej ludzi tym lepiej bo zobowiązania
    >rozkładają się na więcej ludzi.
    Z mojej argumentacji wynika jedynie, że większej pupulacji łatwiej spłacić takie same zobowiązanie niż mniejszej, czyli że jest LEPIEJ POD TYM WZGLĘDEM, nie zmienia to faktu, że pod wieloma innymi względami jest większej populacji gorzej.

    • Trystero pisze:

      @ xxx

      Z mojej argumentacji wynika jedynie, że większej pupulacji łatwiej spłacić takie same zobowiązanie niż mniejszej, czyli że jest LEPIEJ POD TYM WZGLĘDEM

      Nic takiego nie wynika z Twojej argumentacji.

  23. Łukasz pisze:

    Mieszkam w mieście, gdzie z takiego „stypendium” korzysta sporo osób. Wprowadzone jest tylnymi drzwiami.

    Schemat:
    Kobieta zachodzi w ciążę. Po porodzie przekazuje dziecko pod opiekę swojej matce, która staje się formalnym rodzicem zastępczym. Matka otrzymuje z gminy niemal 1000 zł / dziecko / mc. Do tego kobieta nie bierze ślubu z bezrobotnym ojcem dziecka i pozywa go o alimenty, które za bezrobotnego płaci gmina. Po jakimś czasie ojciec jest proszony do więzienia w celu odsiadki za niepłacenia alimentów. Od odsiadki ocala go kolejna ciąża jego partnerki. I tak w kółko.

    Wersja hard:
    matka w ciąży prowadzi niezdrowy (najdelikatniej mówiąc) tryb życia, by dziecko urodziło się niepełnosprawne, bo wtedy kwota na opiekę jest bodajże 3 krotnie wyższa.

    Dodatkowe dochody rodziny:
    – sprzedaż wszystkich pomocy edykacyjnych (książki, tornistry itp), które dzieci otrzymują w gminy.

    Od lat ich liczba w gminie waha się w okolicy 100 – 120 osób, więc żadnego boomu nie widać. Może prof. Rybiński to czyta. Niech wie, że metoda nie działa ;-)

    Miasto: Andrychów
    rodziny romskie

  24. xxx pisze:

    @Trystero
    Może więc nie dość jasno to napisałem, w każdym razie moją intencją było napisanie, że długi/zobowiązania są zbyt duże, aby mogły być spłacone przez aktualną ilość obywateli, a politycy muszą jakieś rozwiązanie proponować – spośród możliwych rozwiązań to (zwiększenie liczby obywateli) jako jedyne nie wzbudza masowego sprzeciwu wyborców i dlatego jest i będzie przez prawie wszystkich polityków proponowane.

    • Trystero pisze:

      @ xxx

      Może więc nie dość jasno to napisałem, w każdym razie moją intencją było napisanie, że długi/zobowiązania są zbyt duże, aby mogły być spłacone przez aktualną ilość obywateli

      To też jest nieścisłe. Jeśli już to są za duże aby mogły być spłacone przez aktualną ilość obywateli osiągających aktualne dochody.

      Po drugie, większość tych zobowiązań, które masz na myśli jest WOBEC OBYWATELI. Dlatego najprostszym rozwiązaniem jest obniżenie zobowiązań.

      spośród możliwych rozwiązań to (zwiększenie liczby obywateli)

      Ależ nikt nie udowodnił, że jest to możliwe rozwiązanie ponieważ nikt nie udowodnił, że da się zwiększać liczbę obywateli w OBECNEJ SYTUACJI, nie obniżając przeciętnych dochodów obywateli. Intuicyjnie: wydawanie 1 mln złotych na każdego nowego obywatela jest bardzo nieefektywne ekonomicznie i moim zdaniem obniży przeciętne dochody obywateli.

  25. xxx pisze:

    > To też jest nieścisłe. Jeśli już to są za duże
    > aby mogły być spłacone przez aktualną ilość
    > obywateli osiągających aktualne dochody.
    Największe punkty tych zobowiązań (zobowiązanie do wypłacenia emerytur, zapewnienia opieki zdrowotnej, edukacji, bezpieczeństwa itd.) są bardzo sztywno „zapegowane” z poziomem średniego dochodu, więc wzrost dochodów prawie nic nie zmienia (po prostu niemal proporcjonalnie w jego wyniku rosną zobowiązania, a na różnicę wynikającą z nieproporcjonalności politycy się i tak natychmiast dodatkowo zadłużą – prawie wszystkie państwa są przecież pozadłużane po konsytucyjne progi) – jeśli średni dochód w społeczeństwie się podwoi to i konieczne będzie w zasadzie podwojenie średniej emerytury, średniej pensji nauczyciela, policjanta, żołnierza, lekarza, pielęgniarki i urzędnika.

    > Po drugie, większość tych zobowiązań, które
    > masz na myśli jest WOBEC OBYWATELI. Dlatego
    > najprostszym rozwiązaniem jest obniżenie
    > zobowiązań.
    … ale wzbudzi masowy sprzeciw TYCH OBYWATELI – którzy jednocześnie są przecież wyborcami. Dlatego politycy NIE MOGĄ takiego rozwiązania proponować. Muszą proponować rozwiązanie, które sprzeciwu nie wzbudza, a tak się szczęśliwe/nieszczęśliwie*) składa, że zwiększenie liczby obywateli takim niewzbudzającym sprzeciwu obywateli rozwiązaniem JEST.
    ____
    *) w zależności od tego czy jesteś z zawodu politykiem czy nie…

    > Ależ nikt nie udowodnił, że jest to możliwe
    > rozwiązanie ponieważ nikt nie udowodnił, że
    > da się zwiększać liczbę obywateli w OBECNEJ
    > SYTUACJI,
    Ani politycy nie potrzebują dowodów by głosić jakąś tezę, ani ich wyborcy nie potrzebują takowych, aby masowo w nią wierzyć. BA… nic nie stoi na przeszkodzie, by polityk głosił tezę, której błędność ponad wszelką wątpliwość udowodniono, ani by jego wyborcy masowo w nią wierzyli: patrz choćby na sprawę Globalnego Ocieplenia.

    • Trystero pisze:

      @ xxx

      Największe punkty tych zobowiązań (zobowiązanie do wypłacenia emerytur, zapewnienia opieki zdrowotnej, edukacji, bezpieczeństwa itd.) są bardzo sztywno „zapegowane” z poziomem średniego dochodu

      Gdy piszesz o sztywnym „zapegowaniu” masz na myśli zwykłą korelację (wynikającą zapewne ze wzrostu oczekiwań społecznych) czy ustawowe „zapegowanie”? Na pewno „zapegowane” nie są na przykład koszty obsługi długu. Wręcz przeciwnie.

      Czy Ty naprawdę uważasz, że sytuacja polskiego budżetu byłaby lepsza gdyby w Polsce żyło 70 mln ludzi generujących 15 000 USD PKB per capita rocznie niż gdyby żyło 35 mln ludzi generujących 30 000 USD PKB per capita rocznie? To jest punkt wyjścia dla Twoich rozważań?

      a na różnicę wynikającą z nieproporcjonalności politycy się i tak natychmiast dodatkowo zadłużą

      No dobrze, a czy politycy nie zadłużą się „pod zastaw” tych wszystkich nowych dzieci, które stworzą przez politykę prorodzinną? Chcesz powiedzieć, że jesteśmy zgubieni?

      Ani politycy nie potrzebują dowodów by głosić jakąś tezę, ani ich wyborcy nie potrzebują takowych

      Mój wpis nie miał charakteru politologiczno-socjologicznego. Nie mam pojęcia czy hasło „1000 zł na każde dziecko miesięcznie” zwiększy poparcie wyborcze i w ogóle nie rozważałem tej kwestii.

  26. karroryfer pisze:

    @Trystero
    Zdaje się opierasz całą swą argumentację na założeniu że obecnie nie ma takiej polityki ( rodzinnej) a ja twierdzę że jest. Co najmniej od 20 lat powielamy politykę państw zachodnich która ( w większym stopniu niż się o tym mówi ) doprowadziła do obecnego stanu.
    Z taką różnicą że tamte kraje to dostrzegły i zaczęły przeciwdziałać zjawisku ( dosyć nieudolnie ale jednak).

    PS. Zabawne że zamiast odnieść się próbujesz wyszydzać ad personam ( w dodatku zupełnie nie trafiając – Pirus ma rację pisząc że próbujesz ustawiać sobie adwersarzy ) za użycie argumentu który sam z lubością podnosisz.

    PS2. O tym że problem z dzietnością nie wynika tylko z „przemian kulturowych” ale z warunków ekonomicznych w tym zwłaszcza bezrobocia ( realnego) świadczy dzietność młodych Polaków w UK.
    Przykro mi że to zupełnie nie nadaje się do przywalenia Rybińskiemu

    • Trystero pisze:

      @ karroryfer

      Nie rozumiem. Nie podoba Ci się, że niezbyt poważnie potraktowałem Twój argument „problem dzietności jest poważny bo Europa Zachodnia uważa, że jest poważny”?

      PS2. O tym że problem z dzietnością nie wynika tylko z „przemian kulturowych” ale z warunków ekonomicznych w tym zwłaszcza bezrobocia ( realnego) świadczy dzietność młodych Polaków w UK.
      Przykro mi że to zupełnie nie nadaje się do przywalenia Rybińskiemu

      Otóż to, że niska dzietność w Polsce po części wynika z bezrobocia idealnie nadaje się by przywalić prof. Rybińskiemu, który proponuje płacić ludziom by robili więcej dzieci (a pieniądze zebrać z podatków) by zwalczyć niską dzietność wynikającą po części z tego, że w Polsce jest za dużo ludzi w stosunku do liczby istniejących miejsc pracy :)

      Jak możesz tego nie dostrzegać?

  27. karroryfer pisze:

    @Robotyzacja
    Ciekawy argument – Polska znów drugą Japonią !
    W państwie które aktywnie ZNIECHĘCA* obywateli do posiadania dzieci uzasadnijmy to robotyzacją.
    To Tobie należy się tytuł najwybitniejszego ekonomisty w tym kraju.

    * Poprzez stan służby zdrowia, oświaty (opisywany skok w rankingach nie jest całą prawdą o niej) brak stałej pracy i brak perspektyw na istotną poprawę.

    • Trystero pisze:

      @ karroryfer

      Gdybyś zadał sobie trud przeczytania tego co napisałem to zrozumiałbyś, że robotyzacja jest argumentem przeciwko wydawaniu 1 mln złotych w transferach socjalnych na stworzenie dodatkowego Polaka, dla którego teraz nie ma pracy i może nie być za 20 lat.

      Robotyzacja jest świetnym argumentem na rzecz rozwoju edukacji dla Polaków, KTÓRZY JUŻ ISTNIEJĄ.

  28. xxx pisze:

    > Gdy piszesz o sztywnym „zapegowaniu” masz na
    > myśli zwykłą korelację (wynikającą zapewne ze
    > wzrostu oczekiwań społecznych) czy ustawowe
    > „zapegowanie”?
    W Polsce wysokość emerytur jest ustawowo rewaloryzowana proporcjonalnie do wzrostu średniej płacy w gospodarce. Pewnie podobnie jest w innych państwach. Więc mamy tu „zapegowanie” ustawowe.
    Wysokość płac w sferze budżetowej jest zaś „zapegowana” warunkami rynkowo-politycznymi – nie można podnieść w „budżetówce” pensji tylko o np. 40%, gdy w reszcie gospodarki pensje wzrosły średnio o 50% (tzn. byłoby to bardzo trudne nawet przy zerowym uzwiązkowieniu „budżetówki” w warunkach uzwiązkowienia to po prostu politycznie niemożliwe).
    Z resztą popatrz jak rosły średnie pensje w sektorze budżetowym vs przedsiębiorstw:
    http://www.money.pl/gospodarka/wskazniki/wynagrodzenie/
    PEG niemal doskonały (niemal bo ściśle rzecz ujmując średnie pensje w „budżetówce” rosły szybciej niż poza nią).

    > Na pewno „zapegowane” nie są na
    > przykład koszty obsługi długu.
    No ale co z tego? Jak w kraju zadłużonym na 600 mld PKB wzrośnie o połowę to jest niemal pewne, że politycy tego kraju w szybkim czasie zaciągną dodatkowe 300 mld długów, więc poziom zadłużenia też jest de facto „zapegowany”.

    > Czy Ty naprawdę uważasz, że sytuacja
    > polskiego budżetu byłaby lepsza gdyby w
    > Polsce żyło 70 mln ludzi…
    Gdybym miał obstawiać, to sytuacja budżetu byłaby trochę lepsza, ale sytuacja tych ludzi byłaby DUŻO GORSZA. I tu dochodzimy do clue:
    – polityk może twierdzić, że sytuacja i ludzi budżetu byłaby lepsza
    – wyborca łatwo mu uwierzy, bo akurat sytuacja wyborcy znajdującego się w wieku poprodukcyjnym bałaby lepsza, gdyby przypadało na niego nie 1.5 a trzech ludzi w wieku produkcyjnym, gorzej by mieli ci ostatni (i ci w wieku przedprodukcyjnym), ale oni nie mogą się bronić, nie istnieją.

    > No dobrze, a czy politycy nie zadłużą się
    > „pod zastaw” tych wszystkich nowych dzieci,
    > które stworzą przez politykę prorodzinną?
    Już obecne zadłużenia są „pod zastaw dzieci” – czy jakikolwiek kraj ma wyznaczony termin spłacenia swoich długów? Istnieje ogólne milczące założenie, że to nie pokolenie, które z pożyczonych pieniędzy korzystało będzie spłacać pożyczkę, ale właśnie, że będą ją spłacać ludzie, którzy w chwili wydawania pożyczonych pieniędzy w ogóle jeszcze nie istnieli.

    >Chcesz powiedzieć, że jesteśmy zgubieni?
    Samo zadłużenie by nas jeszcze nie zgubiło („komuna” też nas na potęgę zadłużyła i jakoś ciągle przecież żyjemy), ale jak do zadłużenia dojdą zmiany klimatyczne i rosnąca cena marginalnej baryłki ropy to przyjdą naprawdę ciężkie czasy.

    • Trystero pisze:

      @ xxx

      Dobrze. Widzisz bezproduktywność dyskusji o sposobach poprawienia długoterminowej sytuacji budżetowej przy założeniu, że zastosowanie jakiegokolwiek skutecznego sposobu spowoduje reakcje polityków, którzy zadekretują dodatkowe wydatki, które zneutralizują pozytywne efekty działań? Przy zastosowaniu Twojego założenia optymalną postawą jest „nic nie robić” – sytuacja będzie taka sama jak w scenariuszu „coś robić i patrzeć jak politycy to niweczą”. Efekt taki sam a nic nie trzeba robić. Po ustaleniu tego bezspornego faktu możemy zakończyć dyskusję.

  29. kujawianin pisze:

    Aż 3 razy się odwołałem do Hitlera? Może mój pierwszy wpis by się kwalifikował, ale skąd wiesz, że chodziło o Hitlera a nie o Bismarcka? Tak się składa, że obaj mieli podobne zdanie o Polakach, Hitler tylko proponował bardziej radykalne rozwiązania. Widzisz, nie tylko politycy Amerykańscy byli przekonani o niższości Polaków. Te tradycje są od dawna kultywowane u naszych zachodnich sąsiadów i nawet do dziś obecne. Pomysł o inwestowaniu pieniędzy w imigrantów jakoś ładnie mi się wpisał w takie antypolskie schematy myślenia. Ale, ale… antypolonizm nie jest zły, to patriotyzm to taki trochę lepszy rasizm. O nie, patriotyzm też nie jest zły, no chyba, że polski.

    Ale mimo tych pokpiwań, to chyba rozumiem Twoje intencje. Chciałeś przeciwstawić jeden absurd innym. Tylko ten tytuł jest trochę mylący.

    • Trystero pisze:

      @ kujawianin

      Już Ci napisałem, że uważasz moją propozycję za absurd ponieważ masz ideologiczne poglądy, które każą Ci pisać, że sprowadzenie wykształconych ludzi z państw wschodzących będzie „uśmierceniem Polski” albo każą Ci patrzeć na stosunki między grupami etnicznymi przez pryzmat ewolucyjnej walki o przetrwanie najsilniejszego. Domyślam się, że w imię tej ewolucyjnej walki o przetrwanie polskiej rasy jesteś zwolennikiem uczynienia decyzji reprodukcyjnych problemem narodowym a nie personalnym – nie możesz przecież pozwolić by egoizm niektórych Polaków zniweczył Twoją wizję narodową.

Skomentuj pawos56 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *