Przynajmniej od kilku lat fascynuje mnie zjawisko polegające na tym, że pozbawieni specjalistycznych kompetencji* komentatorzy hobbystycznie weryfikują, falsyfikują, krytykują a często ad hoc tworzą alternatywy dla złożonych teorii naukowych – budowanych przez całe dekady, przez setki, tysiące specjalistów.

Lektura blogów i komentarzy w internecie, felietonów i artykułów prasowych prowadzi do wniosku, że świat pełen jest ekspertów od klimatologii, wakcynologii, biologii i wielu innych dziedzin wiedzy, którzy na przykład zamiast prowadzić badania naukowe z sobie tylko znanego powodu pracują jako felietoniści w tabloidzie albo prowadzą programy w telewizji śniadaniowej.

Zastanawiałem się nad przyczynami tego zjawiska i stworzyłem hipotezę paradoksu postępu. Jestem przekonany, że ktoś inny opisał (dużo lepiej!) już to zjawisko (ostatnio odkryłem, że ktoś wcześniej wpadł na moją ideę prawd o charakterze dualnym – nazwał je deepity) ale ponieważ nie natrafiłem na tę ideę  to przedstawię je jako swój pomysł.

Paradoks postępu to hipoteza, która zakłada, że charakter postępu naukowego sprawia, że przy stabilnie rosnących przeciętnych kompetencjach naukowych wykształconej części społeczeństwa zwiększa się dystans pomiędzy przeciętnymi kompetencjami a granicami (horyzontem) poznania. Granice poznania rozszerzają się dużo szybciej niż rośnie przeciętna wiedza.

Każde kolejne pokolenie jest najmądrzejszym (zobacz także: efekt Flynna) pokoleniem w historii a jednocześnie znajduje się dalej od granic poznania niż jakiekolwiek wcześniejsze pokolenie.

Spekuluję na przykład, że wiedza naukowa Newtona w dużo mniejszym stopniu odstawała od wiedzy naukowej wykształconego człowieka w XVII wieku niż wiedza naukowa Feynmana odstawała od przeciętnej wiedzy naukowej wykształconego człowieka w XX wieku. Mimo tego, że przeciętna wiedza naukowa wykształconego człowieka w XX wieku była nieporównywalnie wyższa niż wiedza naukowa osób współczesnych Newtonowi**.

Wyobrażam sobie, że dużo łatwiej było Newtonowi porozmawiać o swoich odkryciach ze swoimi wykształconymi przyjaciółmi (nawet jeśli nie byli fizykami) niż Feynmanowi opisać swoje badania przyjaciołom nie zajmującym się zawodowo fizyką.

Przeczytałem kiedyś opinię, że dla przeciętnego człowieka, nauka – na wystarczająco wysokim stopniu zaawansowania – nie różni się istotnie od magii. Paradoks postępu zakłada, że nie ma znaczenia jak bardzo zwiększy się wiedza naukowa przeciętnego człowieka – to co się dzieje na granicach poznania (powiedzmy: badania cząstek elementarnych w LHC) będzie poza zasięgiem jego poznania.

Jeśli paradoks postępu rzeczywiście istnieje to powinien mieć poważne konsekwencje – właśnie w postaci powszechności występowania efektu Krugera-Dunninga. Paradoks postępu zakłada przecież istnienie pokoleń coraz lepiej wykształconych ludzi, dysponujących coraz większą wiedzą i mających coraz mniejsze pojęcie o tym co dzieje się na granicach poznania. Inną konsekwencją paradoksu postępu będzie zanikanie zjawiska rzeczywistych multidyscyplinarnych ekspertów. Napisałem rzeczywistych ponieważ nie mam wątpliwości, że pretendentów do tej roli nie będzie brakować.

Zastanawiam się także, na ile dałoby się pokazać paradoks postępu w innych dziedzinach, na przykład w ekonomii. W USA, przy okazji dyskusji o nierównościach ekonomicznych pojawia się czasem argument, że współcześni „biedni” prowadzą pod wieloma względami lepsze życie niż arystokracja trzy czy cztery stulecia temu. Sam używam argumentu, że klasa średnia prowadzi teraz wygodniejsze życie niż europejscy monarchowie absolutni w XVIII wieku. Nie mogę jednak wykluczyć idei, że przy tak gigantycznym skoku przeciętnej zamożności – dystans pomiędzy przeciętną zamożnością a super-bogatymi zwiększył się w ostatnich kilkuset latach.

Proszę zwrócić uwagę że ten i poprzedni tekst odbiegają trochę od formuły tekstów na tym blogu. Są to moje luźne przemyślenia, oparte na nierygorystycznych obserwacjach i generalizacjach. Nie zamierzam ich intensywnie bronić ponieważ wychodzę z założenia, że z tych samych obserwacji, które poczyniłem można wyciągnąć odmienne wnioski.

* Chciałbym przy tym podkreślić, że piszę o ludziach pozbawionych kompetencji a nie ludziach pozbawionych formalnych kompetencji czy formalnych tytułów naukowych. Jestem przekonany, że nauka i Akademia powinny być strukturami otwartymi i nie przywiązuje dużej wagi do formalnego wykształcenia.

** Zaryzykowałbym twierdzenie, że absolwent mat-fiz w dobrym liceum ma większą wiedzę z fizyki niż Newton.