W dyskusji publicznej i internetowych polemikach, dorobek intelektualny Johna Maynarda Keynesa, którego największy akademicki i ideologiczny rywal – Milton Friedman – nazywał wybitnym umysłem i jednym z największych ekonomistów XX wieku, sprowadzany jest do kwestii polityki deficytu budżetowego. W dyskusjach, które wznoszą się minimalnie ponad najniższy wspólny mianownik kompetencji uwzględnia się fakt, że Keynes nie postulował polityki permanentnego deficytu budżetowego – raczej antycykliczną politykę budżetową, czyli deficyt w czasie recesji i nadwyżkę w czasie boomu.

Bez wątpienia Wielka Depresja (znana w Polsce bardziej jako Wielki Kryzys) odegrała istotną rolę w kształtowaniu poglądów Keynesa a rozważania dotyczące pożądanych działań rządu w czasie osłabienia gospodarczego stanowiły ważną część jego dorobku. Od dawna chciałem w przystępny sposób pokazać najważniejsze ekonomiczno-ideologiczne stanowiska dotyczące preferowanej polityki rządu w okresie recesji. W tym celu wymyśliłem przykład, parabolę z płonącym lasem.

Wyobraźmy sobie, że jest wioska, która utrzymuje się z eksploatacji lasu. Jej mieszkańcy pozyskują drewno, zbierają jagody, polują na zwierzynę. Wyobraźmy sobie, że las opanował poważny pożar (na przykład wskutek zbyt intensywnej albo nieostrożnej eksploatacji). Co należy w takiej sytuacji zrobić?

Istnieje grupa ekonomistów czy myślicieli, którzy uważają, że należy pozwolić pożarowi pochłonąć tyle lasu ile zechce. Wychodzą oni z założenia, że pożar jest wynikiem niewłaściwej eksploatacji lasu i mieszkańcy wioski muszą ponieść karę za swoje niewłaściwe postępowanie.

Istnieje też grupa ekonomistów, którzy twierdzą, że należy pozostawić pożar swojemu biegowi ponieważ w długim terminie koszty gaszenia pożaru okażą się większe niż krótkoterminowe korzyści. Zwracają uwagę, że gaszenie pożaru pochłonie zasoby, których zabraknie później – po pożarze – co zmniejszy możliwości inwestycyjne w wydajniejsze sposoby eksploatacji lasu. Niektórzy podkreślają znaczenie pokusy nadużycia – jeśli rząd gasić będzie pożary lasu wywołane przez lekkomyślnych ludzi to nigdy nie nauczą się oni odpowiedzialnego postępowania. Zwolennicy tego podejścia wskazują także, że gaszenie pożaru uratuje wiele chorych, spróchniałych drzew, z których mieszkańcy wioski będą mieć niewiele korzyści w przyszłości. Podkreślają, że w długim terminie korzystniej byłoby pozwolić tym drzewom spłonąć i poczekać aż na ich miejsce wyrosną nowe, zdrowe, wydajne drzewa.

Jest także grupa ekonomistów, którzy zwracają uwagę na inne zagrożenie związane z gaszeniem pożarów lasu. Wskazują oni, że gaszenie pożarów sprawia, że w lesie gromadzą się duże ilości łatwopalnego materiału – spróchniałych drzew, wyschniętej ściółki. Ich zdaniem zwiększa to ryzyko pojawienia się w przyszłości gigantycznego pożaru, który pochłonie wszystko na swojej drodze. Co ciekawe, argument ten niemal bezpośrednio przeniesiony jest z rozważań ekologów o prawdziwych pożarach lasu i nieplanowanych konsekwencjach polityki kontrolowania pożarów.

Jest wreszcie Keynes i jego zwolennicy, którzy postulują potrzebę gaszenia pożarów lasu. Podkreślają oni, że pożar nie jest wybiórczy – zagładzie ulegają nie tylko chore, spróchniałe drzewa ale także zdrowe i produktywne. Ich zdaniem przyzwolenie na to by pożar niszczył duże połacie zdrowego lasu jest wielkim marnotrawstwem. Zwracają także uwagę, że ludzie operują w ograniczonym horyzoncie czasowym. Polityka nieingerowania w pożary lasu skazywałyby miliony ludzie, całe pokolenia, na niezwykle ciężkie życie, w którym musieliby się utrzymywać z wypalonego lasu, w którym znajdowałoby się bardzo mało zasobów. Podkreślają także, że pozostawienie pożarów ich własnemu biegowi generuje duże koszty w długim terminie – wielu mieszkańców wioski przez długie lata nie może znaleźć zajęcia co tworzy negatywne skutki gospodarcze. Długi okres mimowolnej bezczynności wpływa na ich cele życiowe i etykę pracy. Nawet jeśli po wielu latach powrócą do pracy w lesie to nie będą już tak wydajni jak wcześniej.

Keynes zauważył także pewne ryzyko związane z niegaszeniem pożarów. Jeśli pożar jest na tyle duży, że wypala dużą część lasu to istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że to traumatyczne wydarzenie sprawi, że mieszkańcy wioski staną się bardzo agresywni. Być może napadną na inną wioskę by zagarnąć jej zasoby albo arbitralnie wybiorą część współmieszkańców jako kozły ofiarne i rozpoczną ich brutalne prześladowania. Zdaniem Keynesa sfrustrowani widokiem wypalonego lasu, trudami życia ludzie mogą próbować wyrżnąć się nawzajem w niekontrolowanych wybuchach agresji.

Proszę zwrócić uwagę, że argumenty wszystkich tych szkół myślenia (może z wyjątkiem pierwszej, której zwolennicy najwyraźniej pomylili katedrę ekonomii z katedrą) są logiczne i przekonywujące. Co więcej, jeśli weźmiemy pod uwagę trudności z gromadzeniem rzetelnych danych makroekonomicznych oraz bardzo niewielką wiarygodność symulacji makroekonomicznych (zwłaszcza wybiegających na wiele lat w przyszłość), to należy skłonić się do wniosku, że dokładne zważenie tych argumentów (policzenie krótkoterminowych i długoterminowych korzyści i strat z każdej strategii działania) jest praktycznie niemożliwe. Teoretycznie jest to możliwe ale ilość przyjmowanych założeń i słabość z jaką modele odwzorowują rzeczywistość gospodarczą sprawia, że wszelkie wyniki niezwykle łatwo jest podważyć.

Proszę także zauważyć, że wyniki takiej potencjalnej analizy w istotnym stopniu zależałyby od społecznych preferencji. Moja intuicja podpowiada mi, że społeczne preferencje faworyzują stanowisko Keynesa – ludzie mają dużą awersję do ryzyka i moim zdaniem skłonni są oddać część swoich dochodów za ograniczenie ich wahań.  To znaczy, że nawet gdyby przyjąć, że w długim terminie podejście Keynesa obniża wzrost gospodarczy w porównaniu z podejściem nieingerencji (założenie, które jest prawdziwe albo i nie) to skonfrontowani z tym założeniem ludzie i tak wybraliby podejście Keynesa bo gotowi są oddać część wzrostu gospodarczego za wygładzenie (indywidualnie odczuwanych) cykli koniunkturalnych co oznacza mniejszą zmienność ich dochodów. Takie jest moje przypuszczenie i jestem przekonany, że wielu mądrych ludzi dojść może do odmiennych wniosków.

Ogólną konsekwencją tego typu rozważań jest uświadomienie sobie, że wiele najbardziej zażartych dyskusji makroekonomicznych jest w rzeczywistości dyskusjami o wyższości jednych założeń etycznych nad innymi i tylko ubierają się w szaty ekonomicznej pseudonaukowości. Dla mnie zaakceptowanie tego faktu oznaczało niemal całkowite wycofanie się z dyskusji o wyższości jednych teorii makroekonomicznych nad innymi i skupienie się na pokazywaniu błędnych argumentów, błędów logicznych, niezgodności założeń z dostępnymi danymi empirycznymi i podobnych słabości w poszczególnych stanowiskach. Innymi słowy, skupiam się bardziej na podwyższeniu poziomu dyskusji niż na walce o zwycięstwo w dyskusji.

*** Czytelnik bloga napisał do mnie, że Mark Spitznagel używał paraboli gaszenia małych pożarów lasu, które doprowadzają do wielkiego pożaru by pokazać niebezpieczeństwo rządowej interwencji w czasie recesji. Tutaj można znaleźć tekst w Forbes, który zawiera ten przykład. Zamieszczam tę informację bo wskazuje, że Mark Spitznagel używał analogii pożar lasu – recesja  przede mną.

Trudno powiedzieć kto pierwszy użył tej analogii bo Google podaje całkiem sporo przykładów użycia tej paraboli. Proszę na przykład zwrócić uwagę na ten tekst i na ten tekst. Obydwa teksty pochodzą z 2009 roku a więc zostały napisane zanim Spitznagel użył swojej analogii.  Tutaj jest tekst z 2003 roku, w którym użyto tej paraboli. Jak wspomniałem wcześniej ta analogia jest zbyt dobra by spodziewać się, że jest się pierwszym, który na nią wpadł.  Postawiłbym  dolary przeciwko orzechom, że używano jej już w latach 30. XX wieku ***